W środę (2 kwietnia) Donald Trump podpisał rozporządzenie nakładające "cła wzajemne". W przemówieniu w Ogrodzie Różanym Białego Domu Trump zapowiedział olbrzymie zmiany w zasadach handlu ze wszystkimi państwami świata, wprowadzając podstawową minimalną 10-proc. stawkę ceł na towary z całego świata oraz dodatkowe, zróżnicowane cła na towary z poszczególnych krajów, z którymi USA mają największe deficyty handlowe i które zdaniem Trumpa wprowadzają największe bariery dla importu z USA. Wyliczone przez zespół Trumpa stawki mają stanowić połowę zsumowanych ceł i pozacelnych barier handlowych stosowanych przez inne kraje. Oznacza to, że wysokimi cłami objęte zostaną produkty z niemal wszystkich największych partnerów handlowych Ameryki. W przypadku Unii Europejskiej będzie to 20 proc., Chin - 34 proc., Japonii - 24 proc., Indii - 26 proc., Korei Płd. - 25 proc. Dodatkowych ceł unikną natomiast Meksyk i Kanada: w przypadku produktów z tych państw nadal obowiązywać będzie albo handel bezcłowy według reguł umowy handlowej USMCA, albo 25 proc. stawka dla reszty towarów.
Trump: "To odwet za dekady rabunku"
10-procentową stawką objęte zostaną produkty z Wielkiej Brytanii. 17 proc. cło nałożone zostanie na towary z Izraela, mimo że ten wyeliminował dzień wcześniej wszelkie cła na towary z USA. Na opublikowanej przez Biały Dom liście nie ma natomiast Rosji (eksportuje ona do USA niewiele towarów ze względu na embargo na wiele produktów), podczas gdy Ukraina zostanie objęta 10 proc. cłem. Trump - podczas swojego przemówienia - kilka razy podkreślał, jak historyczny jest to moment. Ten dzień nazwał nawet "dniem wyzowlenia Ameryki", a samo rozporządzenie odwetem za dekady "rabunku" ze strony innych państw świata.
Na tym nie koniec. Administracja Trumpa od razu przestrzegła kraje, które będą dotknięte cłami, przed zbyt pochopną i ostrą reakcją. "Jedną z wiadomości, którą chciałbym przekazać dziś wieczorem, jest to, aby wszyscy usiedli wygodnie, wzięli głęboki oddech, i nie odpowiadali od razu. Zobaczymy, co z tego wyniknie, a jeśli odpowiecie, to właśnie tak dojdzie do eskalacji, a potem stanie się to pełnoprawną wojną handlową" - powiedział minister finansów Scott Bessent w wywiadzie dla CNN.
"Trump nie zachował się jak przyjaciel"
Trudno jednak zamknąć usta tym, których kolosalne amerykańskie cła dotkną. Walkę z amerykańskimi cłami zapowiedział między innymi szef kanadyjskiego rządu Mark Carney, "Prezydent USA Donald Trump nie zachował się jak przyjaciel, nakładając cła na towary sprowadzane z Australii" - powiedział z kolei premier Australii Anthony Albanese. Dodał jednak, że jego rząd nie zamierza nakładać ceł odwetowych na USA. "Kończymy pierwszy pakiet środków zaradczych w odpowiedzi na cła USA na stal, przygotujemy kolejne, by chronić nasze interesy" - powiedziała natomiast w czwartkowy (3 kwietnia) poranek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Podkreśliła, że konsekwencje decyzji Trumpa będą drastyczne. Dodała jednocześnie: "Wiem, że wielu z was czuje się zawiedzionych przez naszego najstarszego sojusznika" W dyplomację nie bawią się za to Chiny. Chińskie ministerstwo handlu wyraziło w czwartek "stanowczy" sprzeciw wobec ogłoszonych przez prezydenta USA Donalda Trumpa nowych ceł, które w przypadku importu towarów z ChRL wynoszą 34 proc. Pekin wezwał do "natychmiastowego" wycofania decyzji, grożąc podjęciem odwetów celu ochrony swoich interesów.
Ekspert: "Spodziewam się recesji"
O tym, jakie dokładnie konsekwencje może ze sobą nieść rozporządzenie Trumpa mówi dla PAP Gary Hufbauer, były urzędnik resortu finansów i ekspert Peterson Institute for International Economics. "Ogłoszone przez Trumpa cła są bombą wymierzoną w światowy system handlowy, która może doprowadzić do recesji w USA i światowego spowolnienia. W dodatku nie ma sensu". "To jest po prostu bomba. To są cła bliskie skrajnym, najgorszym oczekiwaniom. I widzimy, jaka jest reakcja rynku po godzinach - wszystko leci w dół. To prawdziwe trzęsienie ziemi dla systemu handlowego, przynajmniej jeśli chodzi o Stany Zjednoczone. I spodziewam się, że doprowadzi to do wyższej inflacji w Stanach Zjednoczonych i myślę, że może to wywołać recesję".
