Aferę wokół upadku znanego biura podróży Rek Travel Services LLC opisywaliśmy w 2025 roku. Informowaliśmy, że setki Polaków wpłaciły pieniądze na wycieczki, które nigdy się nie odbyły. Dziś wiadomo, że łączna wartość strat sięgać może nawet kilku milionów dolarów, a po śmierci właściciela biura Jarosława Szczepaniaka poszkodowani mają znikome szanse na odzyskanie swoich funduszy. Jak się jednak okazuje, to nie koniec tej historii.
Nowe dokumenty ujawniły kolejne problemy
Do sądu trafiły kolejne dokumenty, które rzucają nowe światło na sprawę. Wynika z nich, że rząd federalny 18 grudnia 2025 r. wystąpił z roszczeniem wobec masy spadkowej właściciela Rek Travel Services LLC Jarosława Szczepaniaka na kwotę 571 558,51 dol. O co chodzi? O niespłaconą pożyczkę w ramach tzw. pomocy covidowej, wypłacanej firmom po paraliżu na rynku wskutek epidemii koronawirusa. To jednak nie wszystko. Rząd USA domaga się zwrotu 25 038,97 dolarów z tytułu zaległych podatków, o czym czytamy w piśmie z 15 lipca 2025.
Nie są to dobre wieści dla naszych poszkodowanych rodaków, którzy zdecydowali się wstąpić na drogę sądową w celu odzyskania pieniędzy od Rek Travel Services LLC. Oznacza to, że w kolejce po pieniądze z masy spadkowej klienci biura znajdują się na szarym końcu – po instytucjach rządowych, kancelariach prawnych i wierzycielach finansowych między innymi zarządzającymi kartami kredytowymi. Szanse na odzyskanie pełnych kwot są więc minimalne.
„Doskonale wiedział, jak pozyskiwać pieniądze i je ukrywać”
Jak udało nam się dowiedzieć, pełnomocnicy rodziny obrali już linię obrony, skupiając się na kłopotach finansowych wynikłych z nieporadności właściciela, który finalnie wpadł w spiralę zadłużenia. Według naszego informatora, który jest zaznajomiony z kulisami sprawy, sposób funkcjonowania Rek Travel mógł być jednak daleko bardziej złożony.
Adwokat żony Jarosława Szczepaniaka próbuje przedstawić go jako osobę, która nie radziła sobie finansowo, ale ja uważam, że było zupełnie inaczej
– mówi nasz rozmówca.
Moim zdaniem Szczepaniak doskonale wiedział, jak pozyskiwać pieniądze i jak je ukrywać. Był oszustem
– dodaje.
Jak wynika z innych dokumentów, właściciel Rek Travel miał korzystać z pomocy kancelarii prawnej przy zaciąganiu prywatnych pożyczek, głównie od swoich klientów. Według danych sądowych, Szczepaniak miał pożyczyć pieniądze od trzech różnych osób – były to kwoty sięgające nawet 100 tysięcy dolarów. Zabezpieczeniem tych pożyczek miał być budynek, w którym mieściło się jego biuro.
Sęk w tym, że – co podkreśla nasz informator – nieruchomość nie była jego własnością. Właściciel biura Rek Travel miał ją wynajmować i płacić czynsz, z którym… jak udało nam się dowiedzieć, również zalegał. Według naszego informatora, właściciel budynku wystąpił już z własnym pozwem o odzyskanie należności.
CZYTAJ TEŻ: Sprzedał biuro podróży, a ono upadło z hukiem. Zdradza, że zakłada nowe. „Mam niesmak”
Jak to możliwe, że cudza nieruchomość została wskazana jako zabezpieczenie? Dlaczego kancelaria przygotowała takie umowy? Nie wiadomo. Zwróciliśmy się z pytaniami do wspomnianej kancelarii. Do chwili publikacji tego tekstu nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi.
Poszkodowani czekają, sprawa przed sądem trwa
Nasz informator nie ukrywa, że sytuacja poszkodowanych klientów jest ciężka.
Dochodzenie finansowe kosztowałoby około 20 tysięcy dolarów, bo tyle biegli sądowi biorą na start. A nawet jeśli ktoś zdecydowałby się na taki wydatek, to i tak byłby dopiero 25. w kolejce do odzyskania czegokolwiek
– dodaje nasz informator. W tej chwili suma zgłoszonych roszczeń wobec masy spadkowej sięga milionów dolarów. Każdy kolejny dokument sądowy ujawnia nowe wątki, a poszkodowani – zarówno klienci, jak i instytucje – nadal czekają na jakiekolwiek rozstrzygnięcia sprawy, która toczy się przed Wydziałem Spadkowym Sądu Okręgowego Hrabstwa Cook w Chicago, IL.
Biuro Rek Travel Services LLC, reklamujące się jako „największa i jedna z najstarszych firm turystycznych w USA”, 27 grudnia 2024 r. poinformowało o nagłym zamknięciu działalności. W komentarzach pod wpisem na Facebooku przedstawiciele firmy poinformowali, że powodem była niespodziewana śmierć właściciela Jarosława Szczepaniaka. Wkrótce po tym klienci zaczęli dopytywać o wpłacone przez nich fundusze – często po kilka, kilkanaście tysięcy dolarów. Dowiadywali się, że pieniądze przepadły. Poszkodowani zorganizowali się w grupie na WhatsApp, gdzie do dziś działa ponad sto osób. Liczą, że kiedyś doczekają się sprawiedliwości.
Dziś jednak pewne jest, że o tej aferze turystycznej jeszcze długo będzie głośno wśród Polonii i że odcisnęła swoje piętno na polonijnych biurach turystycznych.