Tragiczny finał poszukiwań 47-letniego górala spod Chicago. Potwierdziły się koszmarne przypuszczenia

2026-02-25 14:51

Rodzina, przyjaciele i służby szukały go ponad miesiąc. Zakończyły się poszukiwania 47-letniego Amerykanina polskiego pochodzenia Marka Sądelskiego z Downers Grove w Illinois. Policja potwierdziła odnalezienie jego ciała w stawie retencyjnym przy 7300 Woodward Avenue w Woodridge, zaledwie kilka minut od jego domu.

Odnaleziono ciało Marka Sądelskiego

i

Autor: Canva, pixabay/ Archiwum prywatne

Mark Sądelski zaginął 9 stycznia, kiedy to zaniepokojona rodzina zgłosiła sprawę jego zniknięcia na lokalnym posterunku policji. Według ustaleń mundurowych, 47-latek wyszedł z domu w rejonie 71st Street i Woodward Avenue w Downers Grove pod Chicago i zapadł się pod ziemię. Funkcjonariusze błyskawicznie wystosowali apele o pomoc w poszukiwaniach, podkreślając, że mężczyzna cierpi na schorzenie, które mogło stwarzać dla niego zagrożenie, co dodatkowo zwiększało pilność poszukiwań. Rodzina od początku alarmowała, że zniknięcie 47-latka jest całkowicie sprzeczne z jego charakterem i codziennymi nawykami - nigdy nie wychodził z domu bez telefonu, portfela czy dokumentów.

Pierwszy przełom: odnalezienie kurtki

21 stycznia policja natrafiła na należącą do Marka kurtkę. Znaleziono ją w pobliżu stawu retencyjnego, niedaleko jego domu. Jak zdradziła nam kuzynka zaginionego Dorota Sądelska, mama Marka, a jej ciocia, pojechała potwierdzić, że należy do niego. - Służby zaczęły przeszukiwać teren, ale musiały przerwać przez lód – powiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

Zima trzymała mocno i straż pożarna ani policja przez niemal miesiąc nie były w stanie kontynuować poszukiwań. W piątek 20 lutego po południu, po wznowieniu działań, służby odnalazły ciało Marka Sądelskiego we wspomnianym stawie. Biuro Koronera Hrabstwa DuPage zapowiedziało przeprowadzenie autopsji, która ma ustalić przyczynę śmierci.

Pozostała rozpacz i pytania czekające na odpowiedzi

Bliscy Marka nie kryją bólu i niedowierzania.  

- Jest mi teraz tak strasznie smutno… Ale przynajmniej mamy już jakieś domknięcie tej sprawy… cała nasza rodzina jest zdruzgotana

- przekazała „Super Expressowi” Dorota Sądelska, która zdradziła nam, że ich rodzina pochodzi z Polskiej Maruszyny. Mark, choć urodził się i wychował w Chicago, świetnie mówił po polsku. Bliscy do końca wierzyli, że wróci do domu. 

Mark był kochanym, troskliwym, mądrym i niesamowicie zabawnym człowiekiem. Cała rodzina jest w szoku. Mój wujek, jego tata, wiele dni nie spał ze zmartwienia

– dodała pani Dorota.

Choć poszukiwania się zakończyły, wiele pytań ciągle pozostaje bez odpowiedzi. Policja nie odnalazła nagrań z monitoringu, które mogłyby wyjaśnić drogę, jaką pokonał Mark po zaginięciu. Wciąż bowiem nie wiadomo, co wydarzyło się między 9 stycznia a momentem jego śmierci.

Super Express Google News