Zebrała historie Polek, które podbiły Amerykę. „Każda z nich zaczynała od zera”

2026-02-08 16:57

Wyjechały za ocean z marzeniami, często bez pieniędzy i znajomości. Jedne ryzykowały wszystko sto lat temu, inne robią to dziś. O odwadze, determinacji i niezwykłych historiach Polek, które w USA budowały swoje życie i spełniały American Dream, w rozmowie z „Super Expressem” opowiada Magdalena Żelazowska, autorka książki „Polki w Ameryce”.

Wywiad z Magdaleną Żelazowską, autorką książki „Polki w Ameryce”

i

Autor: MPA, archiwum autorki/ Materiały prasowe

– Co było impulsem do napisania książki „Polki w Ameryce”?

– Kilka lat temu sama stałam się Polką w Ameryce, otrzymałam tu propozycję pracy. Przeprowadzka do USA okazała się dla mnie wspaniałą przygodą, przeważnie piękną, choć czasem trudną. Instynktownie szukałam innych Polek, które się tu sprowadziły, byłam ciekawa ich doświadczeń, porad, obserwacji. Interesowały mnie zarówno przeżycia moich rówieśniczek, jak i kobiet, które sprowadziły się tu przed laty. Postanowiłam zebrać nasze historie w książce, ponieważ uważam, że o wielu naszych osiągnięciach w tym kraju niewiele się mówi, a są niezwykłe.

– Jak wybierała pani bohaterki i które z ich historii były najbardziej zaskakujące?

– Zależało mi na pokazaniu pozytywnych, inspirujących historii z marzeniami, sukcesem, pieniędzmi i sławą w tle. Chciałam pokazać zarówno emigrantki sprzed wieków, jak i te współczesne – kobiety reprezentujące osiągnięcia w różnych dziedzinach: sztuce, nauce, biznesie, show-biznesie. Zaskoczyło mnie to, jak różnorodne są te biografie, ale też jak wiele my, Polki, mamy ze sobą wspólnego, niezależnie od epoki, w której przyszło nam żyć.

– Helena Modrzejewska, Pola Negri, Ruth Handler, Urszula Dudziak. Co łączy te tak różne kobiety?

– Niesamowita odwaga, determinacja i konsekwencja w dążeniu do celu. Każda z nich zaczynała od zera – i to więcej niż raz. Helena Modrzejewska porzuciła europejską karierę na rzecz życia na farmie w Kalifornii. Ruszyła w daleki rejs statkiem przez ocean, nie była pewna, co ją czeka. Później nauczyła się języka i podbiła amerykańskie sceny, gdzie wcześniej nikt o niej nie słyszał. Pola Negri, wychowana samotnie przez matkę, sławę zdobyła własną pracą i pomysłowością. W Ameryce rozwinęła kinową karierę, choć musiała pokonać wiele osobistych dramatów: traciła ukochanych mężczyzn, nienarodzone dziecko oraz majątek w wyniku Wielkiego Kryzysu. Urszula Dudziak po przeprowadzce do USA żyła bardzo skromnie, była bliska podjęcia pracy w kuchni w domu Hiltonów. Codziennie płakała, że chce do Polski. A potem podbiła jazzowe sceny Ameryki. Ruth Handler przyszła na świat w USA jako najmłodsza z dziesiątki rodzeństwa. Przez całe życie była niezwykle pracowita – wprowadzając na rynek lalkę Barbie, nie tylko rozwinęła stworzoną wraz z mężem i wspólnikiem firmę Mattel, ale też przebiła się do świata biznesu zdominowanego przez mężczyzn.

– Które cechy Polek były i są najbardziej pomocne w odniesieniu tego sukcesu w Ameryce?

– Przede wszystkim jesteśmy bardzo pracowite. Nie tylko w sferze pracy, ale też rozwoju osobistego, wyglądu i dbania o rodzinę. Staramy się, zależy nam, a Ameryka to premiuje. Jesteśmy zaradne, umiemy zrobić coś z niczego. Nie boimy się skromnych początków, przystosowujemy się, szukamy rozwiązań. Jesteśmy kreatywne i zmotywowane. Umiemy się też cieszyć tym, co zdobywamy, i być za to wdzięczne.

– Z jakimi największymi barierami musiały się mierzyć nasze rodaczki: językowymi, kulturowymi, społecznymi?

– Sto lat temu i wcześniej dużą trudnością była sama przeprowadzka – oznaczała wyczerpującą podróż, konieczność spakowania całego dobytku i brak kontaktu z tymi, którzy zostali w Europie. Ameryka była terra incognita, emigracji towarzyszyła duża niepewność. Jeszcze pod koniec XX wieku przyjazd do USA oznaczał wstęp do odmiennego świata – kolorowego, bogatego. Wyzwanie stanowiło finansowe przygotowanie się do takiej przeprowadzki i przetrwanie w początkowym okresie. Dziś największy problem stanowią przepisy imigracyjne.

– Czy któraś z historii szczególnie panią poruszyła?

– Każda na swój sposób jest poruszająca, dlatego je wybrałam. Największe wrażenie robią na mnie te emigracje, w których stawka jest najwyższa i ma się najwięcej do stracenia. Na przykład XIX-wieczne, wiążące się z daleką drogą i stawianiem wszystkiego na jedną kartę. Helena Modrzejewska zdecydowała się na taki krok, choć nie musiała: miała wygodne, zamożne życie i sławę w Europie. Grała na największych scenach, a wybrała los kalifornijskiej farmerki. Jej pamiętniki bardzo mnie poruszyły, a obserwacje są ponadczasowe.

– Jak zmieniło się pani spojrzenie na emigrację podczas pracy nad książką?

– Zrozumiałam, że z jednej strony emigracja nas zmienia, ale z drugiej strony to wciąż jesteśmy my. Ewa Zadrzyńska-Głowacka zwróciła uwagę na to, że nasz los nosimy w sobie, a miejsce wybrane do życia jedynie wzmacnia w nas pewne cechy lub je osłabia. Sądzę, że Ameryka pomogła wydobyć potencjał moich bohaterek. One same w sobie były i są niezwykłymi kobietami, a w Stanach rozkwitły.

– Czy współczesne Polki w USA nadal „piszą amerykański sen”?

– Tak, ale już inny, niekoniecznie materialny. Kiedyś wyjazd do Ameryki kojarzył się przede wszystkim z szybkim bogaceniem się. Dziś trudniej to osiągnąć, ale Ameryka nadal jest synonimem przygody i niezwykłego miejsca, gdzie można ciekawie żyć, mieć dostęp do fantastycznej kultury, pracować dla interesujących firm i zwiedzać.

– Jakie przesłanie chciałaby pani przekazać kobietom, które marzą o wielkim świecie?

– Znów powtórzę za Ewą Zadrzyńską-Głowacką: próbuj i się przekonaj. Sama mierzyłam się z ogromnym dylematem czy wyjechać do USA. Miałam ułożone życie, dziecko, długo wyczekiwane własne mieszkanie. Uznałam jednak, że jeśli wyjadę, zawsze mogę zrezygnować i wrócić, a jeśli nie spróbuję, to już zawsze będę się zastanawiać, co mnie ominęło.

– Co chciałaby pani, aby czytelnicy wynieśli z tej książki?

– Wiarę w to, że jako Polki i Polacy mamy się czym pochwalić. Nosimy w sobie niesamowite zdolności i możliwości, które z jakichś powodów czasem trudno nam wydobyć w Polsce. Wierzę jednak, że niezależnie od otoczenia warto nad tym pracować. Zbyt często tracimy energię na zamartwianie się, trudne relacje czy przejściowe problemy. Jest tyle innych spraw, którym warto poświęcać uwagę. Szukajmy dobrych przykładów i koncentrujmy się na tym, co w życiu dobre, ciekawe i rozwijające.

Rozmawiała Marta J. Rawicz

Super Express Google News