Pierwszy, w sobotę 25 kwietnia, był Waszyngton, DC, dzień później Nowy Jork, NY, w środę 29 kwietnia dołączy do nich kanadyjskie Toronto, a 1 maja Chicago w Illinois. Cztery dni, cztery koncerty słynnego zespołu „Mazowsze”, które jeszcze przed końcem amerykańskiej trasy przeszły do historii.
Pokazał to niedzielny występ w metropolii. Do Leonard & Claire Tow Center for Performing Arts na Brooklynie ustawiły się tłumy ludzi, Polaków i Amerykanów. Na ten koncert nie przyszedł chyba tylko ten z nowojorskiej Polonii, kto naprawdę nie mógł. Był to pierwszy od 16 lat występ Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca im. Tadeusza Sygietyńskiego „Mazowsze” w Nowym Jorku. Bilety praktycznie wyprzedały się na tydzień przed koncertem. Te, które można było nabyć w kasie przed wejściem, można było policzyć na palcach jednej ręki.
Około godziny 18.30 występ chóru, baletu i orkiestry „Mazowsza” pod batutą dyrektora Jacka Bonieckiego zapowiedziało dwóch konferansjerów. Przez ponad 2,5 godziny zespół zaprezentował przekrojowe widowisko: od mazurów i oberków, przez pieśni kurpiowskie, krakowiaki, tańce góralskie, aż po finałową łowiczankę, mazura i oberka, będącego wizytówką zespołu. Występ podzielony był na dwie części. Pierwsza rozpoczęła się od „Chodzonego”, następnie zaprezentowany został „Oberek z Opoczna”, po nim nastąpił taniec „Wilanów” w aranżacji Tadeusza Sygietyńskiego i ze słowami zaadaptowanymi przez Mirę Zimińską-Sygietyńską. Następnie zaprezentowana zostały tańce i pieśni z Kaszub i Limanowej, „Kujawiak” i legendarne „Kukułeczka” i „Dwa serduszka”.
Publiczność reagowała żywiołowo na swojskie nuty i nagradzała artystów brawami. Owacjami nagrodzona została pieśń „Cyt, cyt” z muzyką Tadeusza Sygietyńskiego i słowami Miry Ziemińskiej- Sygetyńskiej. Następnie „Mazowsze” zaprezentowało tańce i melodie ze Spisza i Libusza, po których przyszedł czas na Wielkopolskę i Podegrodzie. W finale pierwszej części zaprezentowano muzykę i pieśni z Krakowa z nieśmiertelnym „Krakowiakiem”, którego poprzedził krakowski „Hejnał”.
W przerwie spektaklu nasłuchać można było się zachwytów. Reporter „Super Expressu” miał okazję porozmawiać z weteranem „Mazowsza” Krzysztofem Kanarkiem, który od 33 lat żyje w Connecticut, a w słynnym zespole spędził 20 lat życia.
Po pierwszej połowie koncertu jestem zszokowany. Niezwykle wysoki poziom. Artyzm bije w każdym momencie. I balet i chór i soliści. Orkiestra pod batutą świetnego dyrygenta Jacka Bonieckiego. To jest Maestro. Dużo rzeczy wprowadził nowych w kulturę polską, w ludowość. Widać, że ten dyrygent żyje „Mazowszem”. To jest najpiękniejsze
– mówił wyraźnie poruszony.
Tę kulturę trzeba rozsławiać po całym świecie, bo cóż nam zostało? Trzeba cieszyć się z tych piosenek. Z tych dawnych lat i czekać na to, że będzie lepiej. Z każdym dniem czekaliśmy na „Mazowsze”. Cieszę się, że jestem tutaj
– dodał.
Drugą część występów otworzył „Polonez”. Potem „Mazur” i „Rondo a la Krakowiak”. Do pianina zasiadł Antoni Kłeczek. Następnie wykonano Etiudę w B-Flat Minor, Opus 4 autorstwa Karola Szymanowskiego. W 2026 roku nie mogło zabraknąć nawiązań do 250. urodzin Stanów Zjednoczonych. Na scenie zagościł więc balet klasyczny, muzyka oraz taniec z nowojorskich musicali, pokazując zupełnie nowe oblicze „Mazowsza”.
Po hołdzie oddanym Ameryce na scenie rozbrzmiała muzyka Ignacego Paderewskiego w wykonaniu pianisty Antoniego Kłeczka i zaraz po nim widzowie mogli rozkoszować się kompozycjami Henryka Wieniawskiego i Fryderyka Chopina. A jak Chopin, to nie zabrakło wspomnienia o genialnym wykonawcy jego muzyki, Arturze Rubinsteinie i jego pamiętnym koncercie w San Francisco, kiedy zauważywszy brak polskiej flagi na sali odegrał hymn Polski.
W dalszej części hołd oddany został twórcy opery narodowej Stanisławowi Moniuszce - rozbrzmiały „Prząśniczka”, „Aria Jontka” i „Znasz-li ten kraj”. Publiczność usłyszała też utwory „Furman” i „Łowiczanka”, podziwiając mazura i oberka. Przyszedł czas na finał do muzyki Tadeusza Sygietyńskiego w choreografii Witolda Zapały. Długo trwały owacje i prośby o bisy.
Zespół „Mazowsze” bisy ma zowsze
– stwierdził żartem w pożegnaniu z nowojorską publicznością dyrektor i dyrygent zespołu „Mazowsze” Jacek Boniecki. Gorąco dziękował za wspólny wieczór.
Jak tak będziemy wspominali jeszcze długo ten dzisiejszy wieczór, to powiemy sobie, warto było czekać te 16 lat, ale spotkać się z wami, spotkać się takim cudownym gronem wspaniałych przyjaciół
– mówił i nawiązał do żywiołowych reakcji publiczności.
Ten aplauz świadczy o tym, że „Mazowsze” jest jednak potrzebne. Potrzebne jest nie tylko Polsce, ale także Stanom Zjednoczonym
– dodał. Chwilę potem posypały się podziękowania dla samorządu województwa mazowieckiego, głównego sponsora i jednego ze sprawców pobytu „Mazowsza” w USA.
Publiczność potwierdzała, że tego występu nie da się zapomnieć. Nie brakowało głosów, że była to prawdziwa muzyczna podróż po całej Polsce. Do USA i do Nowego Jorku zespół przywiózł ponad 1500 kompletów z 20 regionów etnograficznych Polski. Zmiany strojów odbywały się w zawrotnym tempie – w jednym momencie scena mieniła się łowickimi pasiakami, chwilę później góralskimi portkami i zaraz potem, krakowskimi czapkami z pawimi piórami, które zaraz po przerwie zastąpiły lekkie ubiory baletu z amerykańskich musicali.
To było coś niesamowitego. Broadway w ludowym wydaniu
– skomentowała po koncercie Martha Escobar, Kolumbijka mieszkająca w New Jersey, która występ podziwiała ze znajomymi Polakami.
Profesjonalizm, precyzja, dźwięki i kolory. Nie wiedziałam, że Polska ma coś takiego
– dodała zachwycona.
Wśród widzów znaleźli się przedstawiciele Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku, Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej – złotego sponsora koncertu – oraz wielu innych znamienitych gości.
Wspaniały koncert, niesamowita atmosfera
– powiedział nam po występie Bogdan Chmielewski, prezydent PSFUC, stwierdzając że chyba nie ma lepszego ambasadora polskiej kultury niż „Mazowsze”.
Pokazuje cały przekrój kultury polskiej, bo nie tylko muzykę ludową, ale też operę i muzykę poważną. Tak więc, cieszę się, że Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa mogła dołożyć się do tego koncertu i wesprzeć przybycie „Mazowsza” tutaj do Stanów Zjednoczonych. Jestem dumny, że mamy jako Polacy, taki zespół
– dodał.
Koncert na Brooklynie był drugim przystankiem zespołu podczas trasy po USA i Kanadzie. W sobotę 25 kwietnia „Mazowsze” zainaugurowało tournée w Trump Kennedy Center w Waszyngtonie, DC, w ramach obchodów 250-lecia niepodległości USA. Kolejne miasta to Toronto (29 kwietnia w Meridian Hall) oraz Chicago (1 maja w Gateway Theater w Copernicus Center). Trasa jest współfinansowana przez Samorząd Województwa Mazowieckiego. Sam zespół jest współprowadzony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Województwo Mazowieckie.