25 lat po zamachach z 11 września 2001 roku, podczas spotkania „September 11th at 25” w Kaufman Music Center w Nowym Jorku, świadkowie tamtych dni podzielili się historiami, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. W rozmowie z dziennikarką Stephanie Ruhle 10 września uczestniczyli ludzie bezpośrednio zaangażowani w działania po zamachach, związani m.in. z Fresh Kills, Port Authority of New York and New Jersey oraz Office of the Chief Medical Examiner. Opowiedzieli nie o samym ataku, lecz o tym, co działo się potem – o chaosie, determinacji i technologii, która nie nadążała za tragedią.
Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w pierwszych godzinach i dniach po atakach nikt nie miał pewności, czy to już koniec. Miasto funkcjonowało w stanie najwyższej gotowości. Archiwalne materiały pokazane podczas spotkania ujawniły szokujący obraz: snajperzy na dachach budynków Manhattanu, gotowi na kolejny atak. Ulice prowadzące na Dolny Manhattan zablokowano, a punkty kontrolne stały się częścią krajobrazu. Dla nowojorczyków groźba kolejnego zamachu nie była abstrakcją, lecz realnym zagrożeniem.
Gigantycznym wyzwaniem okazało się samo ustalenie skali tragedii. W 2001 roku świat technologii wyglądał zupełnie inaczej. Brak smartfonów, scentralizowanych baz danych i mediów społecznościowych sprawił, że poszukiwanie zaginionych zamieniło się w logistyczny koszmar. Zrozpaczone rodziny zgłaszały zaginięcie bliskich w wielu miejscach naraz: na policji, w szpitalach, w Czerwonym Krzyżu i u pracodawców. Efekt? Ta sama osoba trafiała na wiele niezależnych list, co sztucznie zawyżało liczbę poszukiwanych. Dopiero żmudne, ręczne porównywanie danych - nazwisk, dat urodzenia, miejsc pracy itp. pozwalało eliminować duplikaty.
Za statystykami kryły się osobiste dramaty. Jednym z najbardziej poruszających była historia Grega Hoffmana, który szukał swojego brata bliźniaka, Stephena, pracownika Cantor Fitzgerald w północnej wieży WTC. Byli niemal identyczni. – Ludzie mylili nas przez całe życie – mówił Greg. Po zamachach to podobieństwo stało się źródłem niewyobrażalnego bólu. Greg opowiadał, jak na jego widok ludzie zamierali, przez chwilę wierząc, że widzą Stephena.
Ogromne wrażenie robiły także materiały pokazujące fizyczne pozostałości po World Trade Center. Jednym z nich był tzw. composite – niezwykła, skompresowana masa powstała z elementów budynku, które zostały sprasowane podczas zawalenia się wież. W jednej zwartej bryle można było zobaczyć elementy konstrukcji, wyposażenia budynku i przedmioty, które w momencie katastrofy zostały zmiażdżone i zespolone ze sobą. Jeden z materiałów przedstawiał fragment pozostałości po wieżach, w którym znajdowały się także resztki samolotu, który uderzył w World Trade Center.
PRZECZYTAJ TEŻ: Wielka zmiana na amerykańskich lotniskach 25 lat po zamachach 9/11. Nie wszyscy będą zadowoleni
Znacznie mniej znanym miejscem dramatu było wysypisko Fresh Kills na Staten Island, na którym po 11 września ruszyła gigantyczna operacja poszukiwawcza i śledcza. To właśnie tam przewożono ogromne ilości materiału z Ground Zero. Pracownicy przez wiele miesięcy przeszukiwali pozostałości World Trade Center. Szukano ludzkich szczątków, przedmiotów osobistych należących do ofiar oraz materiałów mogących mieć znaczenie dla śledztwa. Każdy znaleziony portfel, dokument, fragment ubrania czy biżuterii mógł pomóc w identyfikacji. Każdy mógł też stać się jedynym przedmiotem, jaki można było później przekazać rodzinie.
Dr Amy Mundorff, antropolożka sądowa, wówczas pracownica nowojorskiego Office of the Chief Medical Examiner, 11 września była w pobliżu WTC i cudem przeżyła zawalenie się południowej wieży. Chwilę później jej zadaniem stała się identyfikacja ofiar – praca wymagająca nie tylko wiedzy, ale i ogromnej odporności psychicznej. Przez lata dopasowywała fragmenty DNA i dokumentację medyczną do szczątków znajdowanych w gruzach.
Dziś dr Mundorff wyraża niepokój, który był jednym z głównych motywów spotkania. – Mam poczucie, że poza Nowym Jorkiem pamięć o 11 września zaczyna zanikać – mówiła. Dla dorastającego pokolenia to już historia, a nie osobiste wspomnienie. Dlatego mocno wybrzmiało też pytanie: jak sprawić, by świat nie zapomniał?