Najpierw przemarsz, potem zabawa i beczka piwa. Prezydent komitetu z Ridgewood zdradza plan na Paradę Pułaskiego

Leokadia Juszczak od lat 90. związana jest z organizacją Parady Pułaskiego na Ridgewood i w Glendale. W 2012 roku została wybrana do Głównego Komitetu Parady Pułaskiego jako administrator, a później jako pierwsza kobieta w historii swojej dzielnicy została Marszałkiem Kontyngentu Ridgewood i Glendale. Dziś jako prezydent lokalnego oddziału nadal pracuje nad przygotowaniami do Parady i podkreśla, że jej przyszłość zależy przede wszystkim od młodego pokolenia. – Ten jeden dzień w roku Polonia jednoczy się pod polską flagą – mówi Leokadia Juszczak w rozmowie z „Super Expressem”.

Leokadia Juszczyk z dziećmi trzymającymi banner szkoły P.S. 153. O Paradzie Pułaskiego przeczytasz na SE USA.
Autor: Leokadia Juszczyk/ Archiwum prywatne

„Super Express”: – Jak zaczęła się pani działalność na rzecz Parady Pułaskiego i Polonii na Ridgewood?

Leokadia Juszczak: – Rozpoczęła się w latach 90. jako część pracy społecznej przy kościele św. Macieja na Ridgewood. Początkowo była tam polska misja, a księża dojeżdżali z innych dzielnic. Pierwsza msza święta w języku polskim została odprawiona w 1991 roku. Dzisiaj proboszczem parafii jest Polak. Śpiewałam w chórze, czytałam podczas nabożeństw, ale przede wszystkim tłumaczyłam i negocjowałam pomiędzy niemieckimi proboszczami a polonijną grupą. Polacy chcieli większej liczby nabożeństw, prosili o możliwość założenia polskiej szkoły sobotniej i prowadzenia nauki religii w języku polskim. Początki były trudne, ale dzięki zaangażowaniu polskich kapłanów i parafian te cele udało się szybko osiągnąć.

– Jak wyglądały pierwsze Parady Pułaskiego z udziałem Ridgewood?

Pierwsze parady były bardzo spontaniczne. Nie bardzo wiedzieliśmy, jak się do tego przygotować. Jeździliśmy po różnych dzielnicach, żeby kupować dekoracje, kwiaty i flagi. Zdobyliśmy nawet obraz z Pułaskim. Panie same szyły szarfy. Pierwsza Parada Pułaskiego z udziałem Ridgewood ruszyła w 1997 roku. Wtedy byliśmy wszyscy jak jedna rodzina.

Niewiele osób mówiło dobrze po angielsku, dlatego wspólne spotkania i uroczystości bardzo nas łączyły. Możliwość maszerowania w Paradzie Pułaskiego była dla nas zaszczytem. Byliśmy dumni ze swojego pochodzenia, a z każdym rokiem wszystko wyglądało coraz lepiej i piękniej.

– Co sprawiło, że przez tyle lat pozostała pani zaangażowana w organizację parady?

– Rodziny się nie opuszcza, dlatego ja także trzymam się swojej rodziny, czyli Polonii. Trzeba wiedzieć, kim się jest i skąd się pochodzi. W 2012 roku zostałam wybrana w głosowaniu do Głównego Komitetu Parady Pułaskiego jako Trustee i do dziś pełnię tę funkcję. Dzięki temu nauczyłam się, jak jeszcze lepiej przygotowywać kontyngent do parady, i staram się przekazywać tę wiedzę innym.

– W 2024 roku została pani Marszałkiem Ridgewood i Glendale. To zapewne były zupełnie inne emocje?

– Czułam się zaszczycona i doceniona za lata pracy, ale jednocześnie trochę przestraszona odpowiedzialnością, jaka wiąże się z tym tytułem. Jestem pierwszą kobietą z naszej dzielnicy, która otrzymała ten honor. To również ważny przykład dla mojej córki, która urodziła się w Nowym Jorku. Może zobaczyć, że praca społeczna zostaje zauważona i że kobiety mogą na równi z mężczyznami prowadzić swój oddział w Paradzie Pułaskiego i być liderkami.

– Co najbardziej zapamiętała pani z dnia, kiedy jako marszałek maszerowała pani Piątą Aleją?

– Byłam bardzo mile zaskoczona liczbą gratulacji, które otrzymywałam nawet od osób z innych oddziałów. Najbardziej jednak ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam bardzo dużą grupę dzieci i nauczycieli z dwóch szkół publicznych. To ja zachęcałam ich do udziału w paradzie. Obecnie szkoła PS 153 zarejestrowała się już jako oddzielny oddział. Amerykańskie dzieci uczą się dzięki temu o Pułaskim, Kościuszce i o Polsce. To jest dla mnie bardzo ważne.

– Jakimi cechami powinien, ani zdaniem, wyróżniać się dobry marszałek?

– To zależy od konkretnej osoby, ale myślę, że powinien to być ktoś polskiego pochodzenia, zaangażowany społecznie i umiejący porozumiewać się z różnymi ludźmi.

Marszałek powinien rozumieć cele Parady Pułaskiego, znać jej historię i starać się jednoczyć lokalną społeczność.

– Ridgewood od lat kojarzone jest z silną Polonią. Jak ta społeczność zmienia się dzisiaj?

– Ridgewood nadal ma silną polonijną tradycję. Mamy polskie sklepy, a w wielu kościołach odprawiane są nabożeństwa w języku polskim. Problem polega jednak na tym, że moje pokolenie nie zawsze ma komu przekazać swoje doświadczenie i tradycję. Młodzi ludzie bardzo dobrze znają język angielski, wyjeżdżają do innych stanów na studia albo do pracy, a nowej emigracji z Polski jest znacznie mniej. Dlatego tak ważne jest zaangażowanie dzieci i młodzieży.

– Jako szefowa lokalnego komitetu organizacyjnego Parady zna pani proces przygotowań od podszewki. Jak to wygląda na Ridgewood i Glendale?

– To właściwie całoroczna praca. Organizujemy zebrania, podczas których wspólnie podejmujemy decyzje. Sprawy logistyczne, dokumenty, rejestracje i opisy przygotowuję ja jako prezydent naszego oddziału. W przygotowanie Balu Marszałka, podczas którego szarfowani są lokalny marszałek, Miss Polonia i Junior Miss Polonia, angażuje się cały nasz lokalny Komitet Parady Pułaskiego. Z czasem niektóre osoby wyspecjalizowały się w konkretnych zadaniach. Jedni przygotowują stoły i posiłki, inni dekorują salę, a jeszcze inni zajmują się dekoracją rydwanu tuż przed paradą.

– Czy zatem Ridgewood i Glendale są już gotowe do tegorocznej parady?

Jesteśmy gotowi. Zamówiliśmy trzy autobusy. W paradzie weźmie udział Polska Szkoła Sobotnia im. Świętej Królowej Jadwigi, Towarzystwo Kurkowe, jeźdźcy na koniach, parafianie i wiele innych osób. Mamy także rydwan i wiele dekoracji. Dla nas wszystkich bardzo ważne jest, aby w paradzie uczestniczyły dzieci i młodzież. Do tej pory nie mieliśmy z tym problemu. Piątą Aleją maszerowały całe rodziny. Po powrocie uczestnicy są tradycyjnie witani w parafii poczęstunkiem. Na zmęczonych marszem dorosłych i dzieci czekają kiełbasa z grilla, kawa, ciasta i lody. Marszałek tradycyjnie stawia beczkę piwa. Wszyscy dalej się bawią, śpiewają i robią zdjęcia.

– Jak zachęcić młode pokolenie do udziału w Paradzie Pułaskiego i życiu Polonii?

– Przede wszystkim muszą o to zadbać rodzice i sami dawać dobry przykład. W naszej grupie obowiązkiem reprezentacji związanej z Paradą Pułaskiego jest również uczestnictwo w Dniach Dziedzictwa Narodowego. Jeżeli dzieci od najmłodszych lat uczestniczą w takich wydarzeniach, poznają historię i widzą zaangażowanie swoich rodziców, jest większa szansa, że kiedy dorosną, będą chciały tę tradycję kontynuować.

– Tegoroczna Parada Pułaskiego odbywa się w roku 250-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Czy wasz kontyngent przygotowuje coś specjalnego?

– Nasz oddział przygotował z tej okazji specjalny banner. Chcemy zwrócić uwagę na polsko-amerykańską przyjaźń, która istnieje właściwie tak długo, jak istnieją Stany Zjednoczone Ameryki. To bardzo ważny element tegorocznego przesłania.

– Co, pani zdaniem, należałoby jeszcze zmienić lub usprawnić w organizacji Parady Pułaskiego?

Cała Parada Pułaskiego potrzebuje więcej ludzi z wykształceniem technicznym, którzy pomogą nadążać za technologią i usprawnić komunikację internetową. Dzięki temu można byłoby dotrzeć do większej liczby osób, a także skuteczniej pozyskiwać sponsorów. W naszym kontyngencie chciałabym również uregulować kilka spraw organizacyjnych, między innymi zarejestrować go jako organizację kulturalną non-profit.

– Co chciałaby Pani powiedzieć Polonii przed tegoroczną Paradą Pułaskiego?

– Jak co roku zapraszam wszystkich na Paradę Pułaskiego. Ten jeden dzień w roku Polonia jednoczy się pod polską flagą. Piątą Aleją, w samym sercu Manhattanu, popłynie jak biało-czerwona lawa polska społeczność. Będziemy maszerować solidarnie, dumnie, radośnie i z podniesionymi głowami. Towarzyszyć nam będzie polska muzyka i tancerze w kolorowych strojach ludowych. Świat będzie na nas patrzył z ciekawością i szacunkiem. Tego dnia wszyscy jesteśmy ambasadorami Polski w Stanach Zjednoczonych.

Rozmawiała Agata Drogowska