Prawda jest taka: na człowieku zarabia się więcej niż na narkotykach
– mówi bez ogródek Bobby Vickery. Szeryf od lat walczy z kartelami, przemytem i nielegalną imigracją. Jego hrabstwo, choć oddalone o kilka godzin od granicy z Meksykiem, ma setki mil linii brzegowej, którą przemytnicy wykorzystują jak autostradę.
Na nasze plaże regularnie wypływają paczki narkotyków. Kokaina, heroina, metamfetamina. Czasem po 50 czy 100 funtów. To efekt działalności karteli
– ujawnia.
Ale to nie narkotyki są dziś największym biznesem przestępczym.
Narkotyk sprzedajesz raz. A człowieka możesz wykorzystywać codziennie. Kobiety zmuszane do prostytucji, ludzie do niewolniczej pracy. To stałe źródło dochodu
– tłumaczy.
To właśnie o tych zagrożeniach mówił w Polsce, gdzie został wysłany jako oficjalny przedstawiciel gubernatora Teksasu Grega Abbotta na międzynarodowy szczyt Polish-Hungarian-American Leadership Summit. I choć wyjazd miał charakter dyplomatyczny, Vickery szybko przekonał się, że Polska to kraj, który go zaskoczył.
Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Ale od pierwszej chwili byłem pod wrażeniem. Czystość, życzliwość ludzi… i poczucie bezpieczeństwa. Byłem w tłumie, bez broni, a czułem się spokojnie
– przyznaje.
Szczególne wrażenie zrobiła na nim Warszawa, którą poznawał dzięki Polakowi z Teksasu – biznesmenowi Zbyszkowi Zborowskiemu.
Pokazywał mi miejsca i mówił: tu wszystko było zniszczone, tu ginęli ludzie. Patrzyłem i nie mogłem w to uwierzyć. Dziś nie widać śladów wojny. To niesamowite
– mówi szeryf.
Podkreśla, że właśnie tacy ludzie, jak Zborowski są kluczem do relacji między Polską a USA.
Polacy w Teksasie są bardzo ważną częścią naszej społeczności. To nie jest tylko historia. To realni ludzie, liderzy, urzędnicy. W moim otoczeniu są osoby z polskimi korzeniami na wysokich stanowiskach
– zaznacza.
Po powrocie do Stanów temat Polski nie schodzi z ust jego znajomych.
Ciągle słyszę: opowiedz, pokaż zdjęcia! To pokazuje, jak silna jest ta więź
– dodaje.
Vickery nie ukrywa też swoich poglądów na temat broni. W jego opinii uzbrojeni obywatele mogą odstraszać przestępców.
Jeśli bandyta wie, że ofiara może być uzbrojona, dwa razy się zastanowi. Ale broń musi trafiać tylko do odpowiedzialnych ludzi
– podkreśla.
Bobby Vickery podczas wizyty w Polsce spotkał się także z młodzieżą ze szkoły mundurowej. Jak mówi, początkowo traktowali go jak ciekawostkę rodem z filmu.
Kapelusz, gwiazda, kowbojskie buty… ale po kilku minutach zapadła cisza. Zrozumieli, że to, o czym mówię, to nie film
– relacjonuje.
Dziś szeryf chce pójść o krok dalej w swoich kontaktach z Polską. Mówi o współpracy polsko-teksańskich służb, wymianie doświadczeń, a nawet programach dla młodzieży.
Możemy się od siebie wiele nauczyć. To powinno działać w obie strony
– podkreśla.
On ze swojego pobytu nad Wisłą wyciągnął wiele. Najbardziej zapamiętał jednak jedno.
Polacy mają w sobie coś wyjątkowego. Ktoś niszczy ich kraj, a oni wracają silniejsi i budują wszystko od nowa. To robi ogromne wrażenie
– mówi. I stwierdza bez cienia wątpliwości:
Wrócę do Polski. Nawet jutro, gdybym mógł.