Morderstwo w operze. Niezwykła historia na deskach nowojorskiego teatru

Historia zamachu sprzed ponad stu lat, współczesna Ukraina, rosyjski imperializm, anarchizm, wojna i pytania o granice moralności. Takie tematy rzadko trafiają na teatralną scenę w sposób jednocześnie poruszający i zrozumiały dla widza. Tymczasem spektakl „If I Had a Gun, I'd Take Them All Down (Gdybym miał broń, zastrzeliłbym ich wszystkich)”, zaprezentowany w Bohemian National Hall na Manhattanie, udowodnił, że teatr nadal może być miejscem poważnej rozmowy o świecie.

Przedstawienie było częścią jubileuszowej, 10. edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Rehearsal for Truth, który do 27 czerwca prezentuje w Nowym Jorku najciekawsze spektakle Europy Środkowo-Wschodniej. I była to niezwykła podróż przez historię i współczesność. Autor spektaklu Piotr Armianowski, ukraiński artysta i performer, oraz mieszkający obecnie w Polsce reżyser Paul Bargetto stworzyli przedstawienie, które trudno jednoznacznie sklasyfikować. To jednocześnie monodram, wykład historyczny, osobiste świadectwo i polityczny komentarz do wydarzeń rozgrywających się dziś za wschodnią granicą Europy.

Punktem wyjścia dla opowieści, zaprezentowanej 20 czerwca, jest autentyczna historia Dmitrija Bogrowa, żydowskiego anarchisty, który w 1911 roku podczas spektaklu operowego w Kijowie zastrzelił rosyjskiego premiera Piotra Stołypina. Jednak twórców interesuje nie tyle sam zamach, ile motywy stojące za decyzją młodego człowieka, który uwierzył, że przemoc może zmienić świat na lepszy.

Spektakl prowadzi widza ulicami Kijowa. Na ekranie pojawiają się charakterystyczne kasztanowce, stare budynki i opera, w której rozegrał się historyczny dramat. Dzięki projekcjom wideo przygotowanym przez Piotra Armianowskiego i Erwina Janeralczyka publiczność ma wrażenie uczestniczenia w spacerze po mieście, które staje się nie tylko miejscem akcji, ale także bohaterem. Miastem pamięci, oporu i nieustannej walki o własną tożsamość.

Twórcy pokazują proces radykalizacji Bogrowa bez łatwych ocen i prostych osądów. Młody człowiek nie rodzi się terrorystą. Jest inteligentny, wykształcony, wrażliwy na ludzką krzywdę. Nie potrafi zaakceptować świata, w którym ludzie umierają z głodu, podczas gdy inni żyją w luksusie. Zafascynowany ideami anarchizmu dochodzi do przekonania, że stary porządek musi zostać zniszczony, aby mógł powstać nowy.

To właśnie tutaj spektakl stawia najważniejsze pytanie: czy można budować lepszą przyszłość poprzez przemoc? Twórcy nie moralizują. Nie wskazują bohaterów ani złoczyńców. Pozwalają widzowi samodzielnie zmierzyć się z dylematami, które ponad sto lat temu doprowadziły do tragedii, a dziś wciąż pozostają aktualne.

Szczególne wrażenie robi finałowa część przedstawienia, w której historia zamachu splata się z muzyką opery „Bajka o carze Sałtanie” Mikołaja Rimskiego-Korsakowa. Piękno muzyki kontrastuje z brutalnością politycznej rzeczywistości. Widz uświadamia sobie, że śmierć jednego człowieka nie zatrzymała imperialnej machiny. Stołypin zginął, ale system przetrwał.

Przedstawienie nie przez przypadek zaprezentowane zostało podczas festiwalu Rehearsal for Truth, który od dziesięciu lat przybliża nowojorskiej publiczności teatr Europy Środkowo-Wschodniej. Festiwal, inspirowany dziedzictwem czeskiego dramaturga i prezydenta Václava Havla, prezentuje spektakle poruszające tematykę wolności, demokracji, praw człowieka i odpowiedzialności społecznej. Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem „Hope (Nadzieja)” – w czasach wojny, kryzysów humanitarnych i politycznych podziałów organizatorzy zachęcają artystów oraz widzów do refleksji nad tym, czy mimo wszystko możliwe jest budowanie lepszej przyszłości.

Prezentacja spektaklu została wsparta przez Instytut Adama Mickiewicza oraz Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku.

Ten spacer po współczesnym Kijowie z „osobistym przewodnikiem” po pamiętnych miejscach oporu wobec rosyjskiej represji sięgających czasów carskich staje się niemal indywidualnym doświadczeniem dla widza. I takim był dla mnie. To poruszające świadectwo pamięci, oporu i przetrwania, a jednocześnie, jako przedstawienie zrealizowane przez międzynarodowy zespół artystów w Polsce, staje się wyrazem solidarności z narodem ukraińskim

– powiedziała Małgorzata Szum, wicedyrektorka Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Przyznała, że temat przewodni tegorocznej edycji festiwalu nadał przedstawieniu wyjątkowy wymiar.

Spektakl spotkał się również z bardzo dobrym przyjęciem nowojorskiego środowiska teatralnego. Wśród gości obecny był Bob Berger, współzałożyciel legendarnego Collective Theater, jednej z najbardziej wpływowych niezależnych grup teatralnych w Nowym Jorku.

Uwielbiam ten spektakl. Byłem zachwycony wykonaniem. Starannie zaprojektowana intymność przedstawienia oraz talent wykonawcy sprawiają, że „If I Had A Gun, I'd Take Them All Down” podejmuje trudną historię z całą złożonością, na jaką zasługuje

– powiedział Berger.

„If I Had a Gun, I'd Take Them All Down” nie jest łatwą rozrywką na sobotni wieczór. To teatr wymagający refleksji. Bez rozbudowanej scenografii i efektów specjalnych twórcy skupili uwagę publiczności na słowie, historii i emocjach. W czasach, gdy wojna w Ukrainie trwa już kolejny rok, a świat codziennie obserwuje nowe konflikty i tragedie humanitarne, przedstawienie Piotra Armianowskiego i Paula Bargetto przypomina, że historia nigdy nie jest wyłącznie opowieścią o przeszłości. Jest także ostrzeżeniem i pytaniem o to, jakiego świata chcemy dla przyszłych pokoleń.