Tegoroczna Parada Pułaskiego z pewnością przejdzie do historii jako jedna z najbardziej deszczowych, ale jednocześnie niezwykle wzruszających i pełnych patriotyzmu. Tysiące Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia uczestniczyły w niedzielę w najważniejszym polonijnym święcie, udowadniając, że miłość do Polski jest silniejsza niż deszcz. Odświętne stroje, eleganckie suknie, garnitury i tradycyjne polskie kostiumy szybko zmokły, ale uczestnicy nie tracili dobrego humoru.
Niektórzy maszerowali w pelerynach przeciwdeszczowych, inni zdecydowali się nieść flagi mimo padającego deszczu. Jeszcze inni sięgnęli po fantazyjnie i biało-czerwono przystrojone parasole, pokazując, że poważnie potraktowali niezbyt przychylne prognozy pogody. Były uśmiechy, serdeczne gesty, wspólne fotografie i ogromna radość ze spotkania rodaków.
Znaleźli się też i tacy, którzy znaleźli plusy w deszczowej aurze.
Pogoda była fatalna, dzięki temu były miejsca na trybunie, pod parasolem
– stwierdził w rozmowie z „Super Expressem” Ted Figwer.
Największe wrażenie zrobił na mnie szybowiec, który był ciągnięty za trackiem na platformie
– dodał.
Choć mżawka i deszcz zdziesiątkowały widzów, na samej Piątej Alei nie zabrakło marszałków w tradycyjnych szarfach, Miss Polonia w eleganckich kreacjach, przedstawicieli polonijnych organizacji, dzieci, młodzieży i całych rodzin.
Marta Medyna powiedziała wprost, że jest dumna z Polonii i Polaków.
Było pięknie, muzyka zmieniona z czego byłam bardzo zadowolona, nawet deszcz nam nie przeszkodził. Muzyka skoczna, fajne słowa, wszystko związane z parada, skomponowane pod paradę
– stwierdziła, podkreślając dobrą organizację przemarszu. Zwróciła też uwagę na „przepiękne otwarcie parady” z udziałem Chóru Dziecięcego Polonia, prowadzonego przez Dominika Grzyba. – Bardzo zdolne dzieci – dodała.
Dla wielu uczestników był to jeden z najważniejszych dni w roku. Bez względu na niepogodę. Monika Jamrozek zapewnia, że z wdzięcznością zachowa wspomnienie tego wyjątkowego dnia w pamięci.
Udział w Paradzie Pułaskiego jest dla mnie chwilą, w której szczególnie mocno czuję więź z Polską, jej tradycją i ludźmi, którzy mimo tysięcy kilometrów od ojczyzny wciąż pielęgnują to, co najważniejsze
– powiedziała nam, podkreślając, że widok biało-czerwonych flag, znajome melodie, uśmiechy i spotkania z rodakami będzie wspominać z dumą.
Dumy nie kryje też Lucyna Wawrzaszek, żona Marszałka Williamsburga, która przyznała, że był to wyjątkowy dzień dla całej jej rodziny.
Jestem bardzo dumna z mojego męża Bogdana. Wiem, ile serca i zaangażowania wkłada w działalność na rzecz Polonii i promowanie Polski w Stanach Zjednoczonych
– powiedziała, przyznając, że w niedzielę nie brakowało jej wzruszeń. – Szczególnie wzruszająca była obecność delegacji z Podkarpacia oraz wspólne śpiewanie polskich pieśni patriotycznych. Cieszę się, że razem z naszymi córkami możemy uczestniczyć w takich chwilach i pielęgnować polskie tradycje, nawet mieszkając tysiące kilometrów od ojczyzny – dodała pani Lucyna.