„Super Express”: – Jakie są pani wrażenia po występie dla nowojorskiej Polonii?
Mariola Świetlicka: – Nasza ostatnia trasa we wrześniu i październiku, obejmująca Chicago i Nowy Jork, była absolutnie niesamowita. Udział w VIII Kongresie Teatru Polskiego i Parada Pułaskiego dostarczyły mi niezapomnianych wrażeń. Przyjęcie ze strony nowojorskiej Polonii przerosło nasze oczekiwania. Szczególnie w pamięci zapadły nam dwa koncerty w klimacie lat 20. i 30. zagrane dla nowojorskich seniorów w Centrum Jana Pawła II na Manhattanie i w Klubie Seniora Krakus w Centrum Słowiańskim na Greenpoincie oraz wyjątkowy koncert patriotyczny zaśpiewany dla parafian w polskiej parafii św. Stanisława Męczennika na Manhattanie. Całość była dla nas bardzo wzruszającym doświadczeniem, pełnym serdeczności i żywej, niezwykle gorącej reakcji na nasz repertuar.
– Czym publiczność polonijna w USA różni się od tej w Wielkiej Brytanii?
– Obie grupy są niezwykle ciepłe, ale zauważam pewne różnice. W przypadku Polonii amerykańskiej szczególnie mocno odczuwam publiczne celebrowanie polskiej tożsamości, tradycji i wspólnoty, co było doskonale widać podczas Parady Pułaskiego. Ich relacja z Polską jest często budowana przez pokolenia. W Wielkiej Brytanii emigracja ma nieco inny charakter, jest bliżej Polski geograficznie, przez co kontakt z ojczyzną jest bardziej codzienny. Emocje podczas koncertów są równie silne, ale może nieco inaczej wyrażane.
– Które momenty koncertu wywołały największe emocje?
Najbardziej poruszające są zawsze chwile, gdy publiczność zaczyna śpiewać razem z nami. W Nowym Jorku i Chicago, kiedy wykonywaliśmy znane, przedwojenne szlagiery, widziałam łzy w oczach słuchaczy. To momenty, w których czuć, że muzyka przełamuje barierę czasu i przestrzeni.
– Czy miała pani okazję spotkać osoby, które od lat śledzą działalność zespołu?
– Tak, podczas takich tras, jak ta ostatnia do USA, podchodziły do nas osoby, które znały nas z mediów społecznościowych i cieszyły się, że w końcu mogły usłyszeć nas na żywo. Z kolei podczas naszych brytyjskich występów regularnie podchodzą do nas ludzie, którzy na bieżąco śledzą nasze artystyczne poczynania i doskonale znają nasze wcześniejsze projekty. To ogromne wyróżnienie wiedzieć, że nasza praca rezonuje z ludźmi przez tak długi czas.
– Jak ważne są dla państwa koncerty skierowane do Polaków mieszkających poza ojczyzną?
– Jako osoba na co dzień zaangażowana w życie polskiej społeczności w Londynie mogę powiedzieć, że jest to dla mnie absolutny priorytet. Te koncerty to nie tylko wydarzenia artystyczne, ale też społeczne: tworzą przestrzeń do spotkania, integracji i wspólnego celebrowania naszej tożsamości narodowej.
– Jak narodził się zespół RetroSingers i skąd pomysł na repertuar inspirowany dawnymi przebojami?
– Zespół powstał z głębokiej fascynacji kulturą i muzyką dwudziestolecia międzywojennego, która kiełkowała we mnie od najmłodszych lat.
W dzieciństwie w każdą niedzielę oglądałam z całą rodziną filmy z cyklu „W starym kinie” i zawsze marzyłam, żeby móc przenieść się w tamte czasy. Lata 20. i 30. to w polskiej muzyce okres niezwykłej elegancji, wybitnych tekstów i melodii o ponadczasowej klasie.
Ogromny wpływ na zrealizowanie tych marzeń miały moje późniejsze, londyńskie spotkania. Krótko po przyjeździe do Wielkiej Brytanii miałam zaszczyt poznać uczestniczki Powstania Warszawskiego: panią Jackę Wojtecką i panią Marzennę Schejbal. Ich barwne opowieści o urokach przedwojennej Warszawy, połączone z moją nostalgią z dzieciństwa, stały się bezpośrednią inspiracją. W 2019 roku zorganizowałam w Ognisku Polskim koncert w klimacie tamtych lat, zapraszając do współpracy polskich artystów mieszkających w Londynie. Zależało mi, by stworzyć przestrzeń, w której perły polskiej piosenki znów zabrzmią na żywo. Po tym występie to właśnie publiczność gorąco namawiała nas, by założyć grupę artystyczną, tak bardzo wszystkim podobał się ten muzyczny powrót do przeszłości. I tak, z miłości do dawnych szlagierów i z wyraźnej woli naszych słuchaczy, narodziło się RetroSingers.
– Zespół działa już zatem siedem lat. Zmienił się na przestrzeni lat?
– W 2019 roku działaliśmy jeszcze jako niezależna grupa artystów w składzie: Karolina Micor, Kris Louis Siemiński, Jakub Gawrysiak, Agnieszka Wasilewska-Korczkowska oraz ja, jako inicjatorka i koordynatorka projektu. Po ogromnym sukcesie tego wydarzenia, w lutym 2020 roku zagraliśmy koncert walentynkowy w Jazz Cafe POSK, tym razem już oficjalnie pod szyldem RetroSingers. To był wyjątkowy wieczór, który poprowadziła ikona polskiej telewizji, pani Zofia Czernicka.
Przychylne reakcje publiczności otworzyły przed nami drzwi do kolejnych ciekawych propozycji koncertowych, jednak pandemia pokrzyżowała nam plany, podobnie jak artystom na całym świecie. Nie zatrzymało to jednak naszej twórczości.
W tamtym trudnym czasie nagraliśmy nasz pierwszy teledysk do piosenki, którą dziś z przymrużeniem oka nazywamy „pandemiczną”. Dostosowaliśmy tekst utworu Mariana Hemara „Może kiedyś innym razem” do panujących wówczas obostrzeń, a wielka premiera klipu uświetniła jubileuszową galę 80-lecia Ogniska Polskiego. Zainspirowani tak wspaniałym odbiorem, zrealizowaliśmy kolejny, jeszcze większy projekt – film w całości poświęcony twórczości Mariana Hemara. Jego premiera odbyła się w styczniu 2021 roku, w ramach noworocznego koncertu transmitowanego na platformie Zoom przez Ognisko Polskie. Nasze wykonania piosenek Hemara, nagrane w przepięknych wnętrzach Ogniska, przeplatały się z unikatowymi wywiadami z osobami, które osobiście znały i pamiętały tego wybitnego twórcę.
Pandemia i kolejne lata przyniosły nam również zmiany personalne. Nasz ówczesny pianista, Jakub Gawrysiak, powrócił do Polski, a od 2022 roku jego miejsce zajął wspaniały muzyk, Marek Korczakowski. Z zespołem pożegnała się również Karolina Micor, która postanowiła skupić się na realizacji swoich własnych projektów jazzowych. Właściwie od czasu wyjątkowego koncertu charytatywnego w maju 2022 roku, podczas którego zbieraliśmy środki na renowację grobów polskich artystów ZASP na cmentarzu North Sheen, występujemy w niezmienionym składzie. Dziś RetroSingers tworzą: Agnieszka Wasilewska-Korczakowska, Kris Louis Siemiński, Marek Korczakowski oraz ja.
– Który utwór jest dla pani szczególnie ważny i dlaczego?
– Jako mezzosopranistka mam ogromny sentyment do utworów Hanki Ordonówny. Inspiruje mnie ona nie tylko jako wybitna artystka z unikalnym głosem i charyzmą sceniczną, ale również jako wspaniały człowiek – niezwykle podziwiam jej pełną poświęcenia działalność charytatywną i ratowanie polskich dzieci w czasie wojny. Trudno jest mi wybrać jeden konkretny tytuł, ponieważ wszystkie jej utwory dają mi wspaniałą przestrzeń do pełnego artystycznego i wokalnego wyrazu. Repertuar Ordonki wymaga od wykonawcy nie tylko rzemiosła i techniki, ale przede wszystkim prawdy i głębokiej interpretacji, w którą trzeba włożyć całą duszę.
– Dawnych piosenek nie wystarczy jednak pewnie zaśpiewać. Jak wygląda proces przygotowywania nowych aranżacji?
To fascynująca praca zespołowa. Zaczynamy od oryginalnych nagrań, analizujemy ich harmonię i strukturę, a następnie zastanawiamy się, jak przenieść ten klimat na nasz aparat wykonawczy. Zależy nam na tym, by nie kopiować bezmyślnie dawnych wersji, lecz wlać w nie nową energię, jednocześnie zachowując ogromny szacunek do oryginału, by nie zatracić tego specyficznego, kawiarnianego klimatu przedwojennej Warszawy.
– Jak wygląda działalność polskiego artysty na emigracji w Londynie?
– Wymaga to doskonałej organizacji i determinacji. Londyn daje ogromne możliwości, ale narzuca również szybkie tempo życia. Na co dzień łączę pracę jako Activity Coordinator w domu opieki dla osób starszych, w tym osób żyjących z demencją, z koordynowaniem projektów kulturalnych, angażowaniem społeczności i rozwijaniem działalności artystycznej RetroSingers. Zajmuję się również przygotowywaniem koncepcji i scenariuszy koncertów oraz ich organizacją i logistyką. Jednocześnie rozpoczęłam studia Music Business Management, aby rozwijać swoją wiedzę i umiejętności w branży muzycznej. To intensywne życie, ale dające mi ogromną satysfakcję.
– Czy czerpiecie inspiracje z londyńskiej sceny muzycznej?
– Zdecydowanie! Londyn to pulsujące serce światowej muzyki. Uwielbiam czerpać inspiracje z tutejszej sceny. Często bywam na koncertach na żywo, od lokalnych kwartetów jazzowych po wspaniałe produkcje na West Endzie, jak „Hamilton” czy spektakle o Sinatrze. Ta różnorodność, wysoki poziom artystyczny i profesjonalizm sceniczny ogromnie inspirują mnie do podnoszenia poprzeczki w naszych własnych projektach.
– Jak udaje się łączyć polską tradycję muzyczną z międzynarodowym charakterem tego miasta?
Międzynarodowy charakter Londynu uczy otwartości, ale jednocześnie pozwala mocniej docenić to, co unikalne w naszej własnej kulturze. Prezentując polską muzykę z lat 20. i 30. w tak kosmopolitycznym mieście, uświadamiam sobie, jak bardzo jest ona światowa: pełna tang, foxtrotów i jazzujących rytmów, które kiedyś łączyły przedwojenną Warszawę z Paryżem czy Nowym Jorkiem.
– Co daje wam największą satysfakcję?
– Szczery uśmiech, zamyślenie i wspomniane wcześniej łzy wzruszenia. Kiedy po koncercie ktoś podchodzi i mówi, że dzięki naszej muzyce przeniósł się w czasie do młodzieńczych lat swoich rodziców lub dziadków, czuję, że to, co robimy, ma głęboki sens.
– Często po koncertach słyszy pani historie emigrantów? Któreś szczególnie zapadły w pamięć?
– Bardzo często. Ludzie dzielą się wspomnieniami o tym, jak te konkretne piosenki grane były w ich domach rodzinnych, o płytach, które przywieźli ze sobą z Polski w małych walizkach dekady temu. To historie o tęsknocie, miłości, ale też o budowaniu nowego życia na obczyźnie z piosenką na ustach.
– Jaką rolę, pani zdaniem, pełni muzyka w podtrzymywaniu więzi Polonii z ojczyzną?
Muzyka jest niewidzialną nicią łączącą nas z domem i ojczyzną. Działa bezpośrednio na emocje i omija barierę językową czy dystans geograficzny. Dla emigrantów dźwięki polskiej piosenki, zwłaszcza tej zakorzenionej w naszej historii, są nośnikiem tożsamości. Pozwalają poczuć się we wspólnocie i przypominają o korzeniach, niezależnie od tego, pod jaką szerokością geograficzną się znajdujemy.
– A co sprawia, że muzyka retro nadal przyciąga współczesną publiczność?
– Myślę, że dzisiejszemu słuchaczowi często brakuje w muzyce autentycznego romantyzmu i dbałości o słowo. Piosenki retro opowiadają historie w sposób niezwykle poetycki. Niosą ze sobą nostalgię za światem, w którym uczucia wyrażało się z taktem i klasą, a melodia prowadzona była w sposób nieoczywisty. To właśnie ten kontrast ze współczesnym, szybkim tempem życia, według mnie, przyciąga ludzi.
– Czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie po RetroSingers? Jakie macie plany?
– Stale wzbogacamy nasz program, dbając o odpowiednią dynamikę koncertów i przemyślany repertuar i kostiumy. W profesjonalizacji naszych działań mam nadzieje, ze pomoże mi wiedza, którą zdobędę na rozpoczętych właśnie studiach Music Business Management. W niedalekiej przyszłości planujemy nagrania, aby uwiecznić nasze aranżacje i dotrzeć do szerszego grona odbiorców.
– Jakie są wasze najbliższe plany koncertowe?
– Po intensywnym wrześniu i październiku, kiedy koncertowaliśmy za oceanem, musimy chwilkę odpocząć, ale już w nowym roku wracamy do naszych brytyjskich słuchaczy. Planujemy również zrealizować nowy projekt, który będzie w całości poświęcony twórczości Feliksa Konarskiego.
Bezpośrednią inspiracją do stworzenia takiego koncertu był właśnie nasz niedawny kontakt z chicagowską Polonią. Wśród tamtejszej publiczności znalazły się aktorki, które osobiście znały i pamiętały tego wybitnego twórcę, co było dla nas niezwykle poruszającym i motywującym doświadczeniem.
– Planujecie kolejne koncerty w Stanach Zjednoczonych?
– Odbiór naszych występów był niesamowity. Gorące przyjęcie ze strony tamtejszej Polonii sprawiło, że bardzo chętnie myślimy o kolejnych wyjazdach do USA. To jednak będzie zależało od konkretnych propozycji i możliwości polonijnych organizatorów artystycznych.
– A pani marzenia artystyczne?
– Moim wielkim marzeniem jest stworzenie pełnowymiarowego, muzyczno-teatralnego widowiska, które w pełni oddałoby klimat przedwojennych warszawskich kabaretów i rewii. Z bogatą scenografią, strojami z epoki i rozbudowanym instrumentarium. Chciałabym przenieść ten niezwykły, historyczny polski świat na jedną z londyńskich scen, łącząc naszą kulturę z najwyższymi standardami produkcyjnymi, jakie oferuje to miasto.
Rozmawiała Marta J. Rawicz