„Super Express”: – Jak wspomina pani swój pierwszy samodzielny wieczór autorski, który niedawno odbył się w Art Gallery Kafe?
– Wspominam go jak piękny sen, który jednak wydarzył się naprawdę. Było w nim wszystko: wzruszenie, radość, niepewność, ekscytacja i ogromna wdzięczność. Na co dzień pracuję z ludźmi poprzez dźwięk, rozmowę, kod emocji i różne formy wspierania ich w drodze do siebie. Tym razem stanęłam przed publicznością wyłącznie ze słowem. Pamiętam moment, kiedy spojrzałam na salę i zobaczyłam skupione twarze ludzi słuchających w ciszy. Wtedy poczułam, że te historie nie należą już tylko do mnie. Każdy odnajdywał w nich kawałek własnego życia.
– Co było dla pani najbardziej poruszającym momentem tego spotkania?
– Chwile po zakończeniu wieczoru. Kiedy ludzie zaczęli podchodzić, podając dłoń i przytulając się opowiadali własne historie.
Jedna z kobiet powiedziała: „mam wrażenie, że napisała Pani opowiadanie o moim życiu, choć nigdy wcześniej się nie spotkałyśmy”. Pomyślałam wtedy, że właśnie dlatego warto pisać. Choć nasze historie są różne, emocje bardzo często są wspólne.
– Skoro o emocjach mowa, jakie towarzyszyły pani, gdy czytała pani swoje teksty przed publicznością?
– Przede wszystkim autentyczność. Nie czułam się jak autorka prezentująca swoje dzieło. Bardziej jak człowiek siedzący przy stole z innymi ludźmi i dzielący się historiami. Było dużo wzruszenia, szczególnie przy tych opowiadaniach, które dotykają mojego dzieciństwa, relacji czy poszukiwania siebie. Była też wdzięczność za każdą osobę, która przyszła, usiadła i podarowała mi swój czas oraz uwagę.
– Skąd wziął się pomysł na projekt „Opowieści życiem pisanych”?
– Z życia, dosłownie z życia. Naprawdę nie potrafię odpowiedzieć inaczej.
Od lat spotykam ludzi podczas sesji, warsztatów, kręgów kobiet czy zwykłych rozmów przy herbacie. Słyszę ich historie, obserwuję ich przemiany, słucham ich pytań i tęsknot. W pewnym momencie zaczęły pojawiać się obrazy, metafory i opowieści. Zamiast mówić ludziom, co mają zrobić, zaczęłam opowiadać im historie. Zauważyłam, że jedna dobra opowieść potrafi otworzyć serce bardziej niż sto rad.
– Jakie tematy i emocje są dla pani najważniejsze w tych opowiadaniach?
– Powrót do siebie, przypominanie o mocy mieszkającej w człowieku. Wszystkie moje opowieści, niezależnie od tego, czy mówią o chłopcu z latarenką, dziewczynce zadającej sobie pytanie „co złego zrobiłam?”, smoczycy, jeżyku, czy o ludziach spotykających się w niezwykłej wiosce, prowadzą właśnie tam. Piszę o miłości, stracie, odwadze, dzieciństwie, przebaczeniu, poczuciu własnej wartości i akceptacji. Przede wszystkim piszę o człowieku i możliwościach zmiany.
– Czy któreś z opowiadań ma dla pani szczególne znaczenie?
– Kilka z nich jest mi bardzo bliskich, ale szczególne miejsce zajmują historią o dziewczynce z żółtą miotłą czy to o skrzydłach. W swojej pracy często spotykam dorosłych ludzi, którzy często noszą w sobie małego chłopca lub małą dziewczynkę czekających na uwagę, zrozumienie i miłość. Ja również spotykam w tych opowieściach różne części siebie.
– Czy zdarza się, że odbiorcy interpretują pani teksty inaczej, niż pani to czuła podczas pisania?
– Bardzo często i uwielbiam to. Kiedy piszę opowiadanie, wkładam w nie swoje doświadczenie i emocje. Kiedy czyta je ktoś inny, spotyka się ono z jego historią i postrzeganiem rzeczywistości. Czasami ktoś dostrzega w tekście coś, czego sama nie zauważyłam. To pokazuje, że opowiadania żyją własnym życiem i znajdują drogę dokładnie tam, gdzie są potrzebne. Dotykają tych naszych części, które potrzebują uwagi i opieki, czasem odpuszczenia, czasem ukochania.
– Jak wygląda pani proces twórczy, czy pisze pani spontanicznie, czy według określonego planu?
– Zdecydowanie spontanicznie.
Historie przychodzą do mnie podczas spacerów, podróży samochodem, rozmów z ludźmi, czasem tuż przed snem, lub po przebudzeniu. Układają się w całość. Zdarza się, że jedno zdanie pojawia się w mojej głowie, czuję i wiem, że za nim kryje się opowieść. Siadam wtedy i pozwalam jej się opowiedzieć. Czasami zajmuje to godzinę, a czasami kilka dni.
– Czy pisanie jest dla pani formą terapii?
– Jak najbardziej, choć bardziej nazwałabym to formą słuchania siebie. Pisząc, często odkrywam rzeczy, których wcześniej nie potrafiłam nazwać. Bywa, że opowieść zaczyna się od historii kogoś innego, a kończy odkryciem czegoś ważnego we mnie samej. Pisanie pomaga mi zatrzymać się i usłyszeć to, co w codziennym biegu łatwo przeoczyć. Jest dla mnie formą uzdrawiania się, domykania pewnych spraw z przeszłości.
– Jak rodzą się u pani metafory i symbole, które tak mocno wybrzmiewają w pani tekstach?
– Pochodzą się z obserwacji życia i natury. Kiedy patrzę na latarenkę, widzę nadzieję. Kiedy widzę bagno, myślę o przekonaniach, które potrafią zatrzymywać człowieka na lata. Kiedy obserwuję drzewo, widzę korzenie, które przypominają o rodzinie i historii każdego z nas. Od dziecka myślałam obrazami. Dzisiaj te obrazy po prostu zamieniają się w opowieści i pewnie dlatego tak wiele osób odnajduje w nich własne znaczenia, bo symbole pozostawiają przestrzeń dla interpretacji czytelnika czy słuchacza.
– W centrum tego wszystkiego jest jednak zawsze człowiek. Co najbardziej inspiruje panią w drugim człowieku?
Autentyczność. Moment, w którym ktoś przestaje udawać, naddawać, jest prawdziwy. Kiedy odkładamy maski, role i oczekiwania świata i pokazujemy swoje prawdziwe oblicze i serce. W takich to chwilach wydarzają się najpiękniejsze spotkania.
– Przy tworzeniu e-booka współpracowała pani z córką? Jak wyglądała ta współpraca?
– To było jedno z najpiękniejszych doświadczeń związanych z tym projektem. Ja pisałam historie, a Julcia pomagała mi spojrzeć na nie oczami młodego człowieka oraz ułożyć w e-book. Miała swoje pomysły, uwagi, poczucie estetyki i ogromną cierpliwość do mamy, która co chwilę wpadała na nowy pomysł. Miałyśmy wiele momentów śmiechu, wspólnych rozmów i twórczych dyskusji. Bardzo lubię myśl, że ten e-book nie jest tylko zbiorem opowieści, ale także śladem naszego wspólnego czasu.
– Rodzinny wymiar projektu to zatem dodatkowa wartość.
– Żyjemy w świecie, który często zachęca do samodzielności i indywidualnych osiągnięć. Tymczasem ja coraz bardziej doceniam tworzenie razem. To dla mnie piękne, że mogłam podzielić się częścią swojej pasji z córką. Mam poczucie, że niezależnie od tego, dokąd zaprowadzą nas kolejne lata, ten projekt zawsze będzie przypominał nam o czasie, który wspólnie stworzyłyśmy. Często mawiam „razem raźniej” i dotyczy to także innych wymiarów życia i pracy.
– Czy planujecie kolejne wspólne działania twórcze?
– Tak, rozmawiamy już o kolejnych pomysłach. Nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów, ale bardzo możliwe, że „Opowieści życiem pisane” doczekają się kontynuacji i to już wkrótce. W moim komputerze i notatnikach mieszka wiele historii, które czekają na swoją kolej. Mam wrażenie, że ten pierwszy e-book otworzył drzwi do czegoś większego.
– Co chciałaby pani, aby czytelnik zabrał ze sobą po lekturze „Opowieści życiem pisanych”?
Więcej czułości dla siebie, karmienia się dobrymi myślami i słowami, mniej oceniania siebie oraz innych. Więcej odwagi do zadawania pytań, do działania w zgodzie ze sobą i swoimi możliwościami. Bez względu na naszą przeszłość mamy możliwość zmiany i dobrego życia. Jeszcze tę ważną myśl, że nie jesteśmy zepsuci. Jesteśmy ludźmi, którzy przeszli przez różne doświadczenia i próbujemy odnaleźć drogę do siebie. Także przypomnienie, że umysł jest naszym narzędziem i to my jesteśmy jego właścicielem.
– Myśli pani o wydaniu drukowanej książki lub audiobooka?
– Przez długi czas myślałam głównie o książce papierowej, bo sama bardzo lubię wracać do ulubionych fragmentów i zaznaczać je w książkach. Po wieczorze autorskim wydarzyło się jednak coś, czego się nie spodziewałam. Wiele osób zaczęło namawiać mnie do nagrania audiobooka. Usłyszałam, że mam bardzo ciepły głos i że ludzie chcieliby słuchać tych historii wieczorem przed snem. Że te opowieści powinny wybrzmieć moim głosem. Te niezwykle miłe słowa są impulsem do rozważenia tej formy. Dziś myśl o audiobooku jest mi bardzo bliska.
– Będą kolejne spotkania autorskie lub warsztaty?
– Już 23 lipca o 7 pm odbędzie się kolejny wieczór „Opowieści życiem pisanych” w Art Gallery Kafe. Tym razem do słów dołączy muzyka. Będzie mi towarzyszył Jacek Grams, którego twórczość i wrażliwość bardzo cenię. To będzie spotkanie dwóch światów, i słów i dźwięku.
– Na koniec, co by pani chciała przekazać osobom, które dopiero zaczynają coś tworzyć?
Nie czekaj, aż będziesz gotowa, gotowy. Nie czekaj, aż wszystko będzie idealne. Nie czekaj, aż ktoś da ci pozwolenie. Pisz, twórz, śpiewaj, maluj, opowiadaj już teraz co ci w duszy gra. Świat naprawdę nie potrzebuje kolejnej idealnej osoby, tylko ludzi, którzy mają odwagę pokazać swoją prawdę, swoją drogę, swoje doświadczenia.
To właśnie ta prawda, pójście własną drogą staje się światłem na naszej własnej drodze, światłem którego promienie, pokazują też ścieżki innym.
Rozmawiała Marta J. Rawicz