Nasz rodak w niedzielę, 21 czerwca, w Kolorado dokonał czegoś, czego nie udało się dotąd żadnemu Polakowi: ukończył legendarny Pikes Peak International Hill Climb, znany jako „Wyścig do Chmur”. Maciej Serafin w swojej hondzie zmierzył się z ponad 20-kilometrową trasą, 156 zakrętami i zameldował się na mecie na wysokości niemal 4800 m n.p.m. To wyzwanie, które od ponad 110 lat przyciąga najbardziej zdeterminowanych kierowców świata. Polak nie tylko dotarł do mety, ale przez cały tydzień jazd testowych prezentował tempo pozwalające rywalizować z czołówką swojej klasy.
Jego wynik w finalnym wyścigu – 10:36.507 – dał mu 6. miejsce w kategorii Time Attack 1. Po przekroczeniu mety Serafin nie krył emocji.
Tak jak obiecałem jestem na mecie! Zatknąłem polską flagę. Nikt przede mną tego nie zrobił. Wspaniały czas 10:36. Zrobiliśmy to! Niech żyje Polska!
– powiedział wzruszony w filmiku przesłanym do „Super Expressem”. Podkreślił też, że ścigał się z zawodowym kierowcą z japońskiego teamu, żeby pobić niepobity od ośmiu lat rekord dla samochodów z napędem na przednią oś.
Oni się przygotowywali trzy lata, żeby pobić rekord ośki. A ja byłem tylko trzy sekundy gorszy od niego
– mówił, nie kryjąc emocji.
Gorliczanin, którego start wspierał samorząd województwa małopolskiego, wielokrotnie podkreślał, że najważniejsze było jednak coś więcej niż sam wynik. Został pierwszym Polakiem w historii, który nie tylko stanął na starcie, ale i ukończył ten ekstremalny wyścig, zapisując swoje nazwisko w historii polskiego motorsportu. Teraz zatem czas na kolejne wyzwanie. Serafin już obiecał, że przyszłym roku wróci do Kolorado, by tym razem stanąć na najwyższym podium Pikes Peak. W tym roku zameldował się na nim Amerykanin JR Hildebrand z czasem 9:30.104. Za nim uplasowali się jego rodacy Jeff Zwart i David Donner. Polak był jedynym debiutantem w czołówce stawki.