„Super Express”: – Kiedy napisałaś swoją pierwszą piosenkę?
Samanta Trojan: – Moja pierwsza piosenka powstała całkowicie spontanicznie, kiedy miałam dziewięć lat podczas podróży do Tennessee. Zaśpiewałam ją rodzicom prosto z tylnego siedzenia samochodu. To musiało brzmieć naprawdę uroczo. Pamiętam, że po powrocie do domu poczułam nieodpartą, wręcz fizyczną potrzebę pisania. Nie miałam wtedy pojęcia, czym jest songwriting ani jakimi rządzi się prawami. Jedyne, co wiedziałam i czułam, to, że chcę opowiedzieć swoją historię poprzez muzykę. I chyba właśnie wtedy, w tamtym samochodzie, zaczęła się moja przygoda z muzyką.
– Kiedy poczułaś, że muzyka jest nie tylko twoją pasją, ale, że także chcesz związać z nią swoją przyszłość?
– Już jako dziecko nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie, robiącej coś zupełnie innego. Z czasem przestało to być marzeniem, a stało się planem.
– Jak dorastanie w polsko-amerykańskiej rodzinie wpłynęło na twoją twórczość?
To jest tak, że mam w sobie dwa światy i oba bardzo mnie ukształtowały. Ameryka nauczyła mnie odwagi do dużych marzeń, a Polska dała mi ogromną emocjonalność i przywiązanie do korzeni.
– W twojej biografii pojawiają się Chicago, Miami, Texas, Nashville i Europa. Jak te miejsca Cię ukształtowały?
– Każde z tych miejsc dało mi coś innego. Miami bardzo dużo mnie nauczyło, Teksas przyniósł mi miłość i złamane serce, z których później narodził się album. To był bardzo intensywny emocjonalnie okres mojego życia. Dużo się wtedy we mnie zmieniało i chyba pierwszy raz naprawdę zaczęłam pisać piosenki bez filtrowania swoich emocji. Nashville ukształtowało moją twórczość country, a Europa przypomniała mi o moich polskich korzeniach.
– Twoje piosenki często mówią o miłości, tęsknocie, złamanym sercu i odnajdywaniu siebie na nowo. Pisanie jest dla ciebie formą terapii?
Zdecydowanie. Czasami dopiero kiedy coś napiszę, rozumiem, co tak naprawdę czuję. Muzyka pozwala mi zamknąć pewne historie, albo przynajmniej nauczyć się z nimi żyć.
– Co ci dała współpraca z uznanymi twórcami, takimi jak Jeff Cohen, Fraser Watt czy David Dorn?
– Przede wszystkim nauczyłam się zaufania do własnego instynktu. Każdy z nich ma ogromne doświadczenie, ale nauczyłam się też, że najlepsze rzeczy powstają wtedy, kiedy pozostajesz sobą.
– Jak wygląda twój proces tworzenia? Od pierwszej myśli do gotowego utworu?
– Najczęściej zaczyna się od jednego zdania, emocji albo obrazu w mojej głowie. Potem buduję wokół tego cały świat: tekst, brzmienie, wizualną stronę i historię.
– Twój debiutancki minialbum zatytułowany „Introducing Miss America” ukazał się pod koniec 2025 roku i otworzył ci drzwi do muzycznego świata. Jakie emocje chciałaś przekazać w tym projekcie?
– Chciałam pokazać, kim jestem jako artystka. Jest tam też dużo Ameryki, kobiecości, miłości i historii, które naprawdę przeżyłam. Większość moich piosenek zaczyna się od czegoś bardzo prywatnego. Czasami dopiero później dociera do mnie, że historię, którą napisałam dla siebie, będzie znał cały świat.
– Występujesz w tym roku w Polsce, jako gość Michała Wiśniewskiego i zespołu Ich Troje. Jakie wrażenia ze spotkań z polską publicznością?
– Ogromną wdzięczność czuję wobec Michała Wiśniewskiego. Otworzył przede mną swoje wielkie serce i zaprosił mnie, bym towarzyszyła mu jako gość na scenie podczas jego koncertów. Choć znamy się odkąd byłam dzieckiem, możliwość odkrycia go na nowo z tej artystycznej i profesjonalnej strony była dla mnie wyjątkowym, głębokim doświadczeniem.
Michał to niesamowity, niezwykle pracowity i cierpliwy człowiek. Jego bezinteresowna chęć pomagania innym i dzielenia się sceną jest naprawdę niezwykła. Wracając do pytania, to było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, jak szybko poczułam z nią więź. Polska publiczność ma niesamowitą energię i dała mi poczucie, że naprawdę mogę tutaj zbudować coś swojego.
– Ta trasa po Polsce jest dla ciebie powrotem do korzeni?
– Tak, to powrót do źródeł. Moi rodzice są z Polski, więc występowanie tutaj ma dla mnie zupełnie inne znaczenie. Czuję, jakby dwie części mojego życia w końcu się spotkały. Planuję kolejne koncerty w Polsce. Mam tutaj jeszcze dużo do zrobienia i kilka projektów, o których na razie nie mogę powiedzieć za dużo.
– Dzielisz życie między Nashville, a Europę. Jak wygląda twoja codzienność w dwóch światach?
– Trochę chaotycznie. Studio, samoloty, koncerty, pisanie i ciągłe pakowanie walizki. Ale właśnie takie życie sobie wybrałam i bardzo je lubię.
– Nad jaką muzyką pracujesz teraz?
Pracuję jednocześnie nad muzyką amerykańską i polską. Będzie trochę country, trochę popu i kilka rzeczy, których ludzie raczej się po mnie jeszcze nie spodziewają.
– Aktywności ci nie brak. A co daje ci największą siłę w momentach zwątpienia?
– Wiara. Nawet kiedy nie rozumiem, dlaczego coś się dzieje, wierzę, że wszystko prowadzi mnie dokładnie tam, gdzie powinnam być. Moje życiowe motto to: „Zaufaj Bogu. On widzi całą drogę, nawet wtedy, kiedy ty widzisz tylko jej mały fragment”.
Rozmawiała Marta J. Rawicz