- Skąd decyzja o tak szybkim kolejnym starcie?
- To nie impuls. Ten plan dojrzewał we mnie od dawna. Mój mistrz, legenda ultramaratonu Dean Karnazes, zrobił podobny projekt 20 lat temu. Teraz mam szansę zostać drugim człowiekiem na świecie, który tego dokona, i pierwszym Polakiem. Okazja jest wyjątkowa, bo przypada 250-lecie podpisania amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Lepszego momentu nie będzie, dlatego wracam do USA właśnie teraz.
- Co będzie największą różnicą między tym biegiem a poprzednim?
- Największa zmiana to logistyka. W poprzednim biegu kończyłem maraton tam, gdzie wypadał 42. kilometr, spałem i rano ruszałem dalej. Teraz starty kolejnych maratonów będą oddalone od siebie o setki, a czasem tysiące kilometrów. To oznacza ciągłe przemieszczanie się i odpoczynek „w drodze”. Pod tym względem będzie znacznie trudniej.
- Zawsze biegniesz z jakimś przekazem i w jakiejś intencji. Jak będzie tym razem?
- Hasło zostaje to samo: „Możesz więcej, niż myślisz”. Chcę inspirować ludzi i pokazywać, że to, co wydaje się niemożliwe, jest w zasięgu. Zależy mi też na zmianie mentalności w Polsce, żebyśmy bardziej wierzyli w siebie. Ten bieg będzie również okazją do promowania Polski podczas jubileuszu 250-lecia USA.
- Czy na trasie pojawią się wydarzenia towarzyszące?
- Tak. Planuję sporo eventów. Będą spotkania z Polonią, studentami, weteranami, lokalnymi władzami, możliwe eskorty policyjne. Na trasie będzie się działo dużo, nie tylko sportowo.
- Jak będzie wyglądała logistyka tej wyprawy?
- Znów jedziemy kamperem, ale tym razem będzie to kamper-autobus. Przez dwa miesiące będziemy w nim mieszkać całą ekipą. Kluczowe jest to, że będę musiał odpoczywać w trakcie jazdy między stanami. To zupełnie inny poziom wyzwania.
- Możesz zdradzić szczegóły trasy?
- Start 15 maja na moście Golden Gate Bridge w San Francisco. Dalej Oregon, Seattle w stanie Waszyngton, potem Alaska, Hawaje, powrót na kontynent do Nevady i dalej na wschód. W 50 dni maraton w każdym stanie i finał 4 lipca w Waszyngtonie, DC.
- Powstanie film z wyprawy?
- Na pewno będą vlogi na YouTubie. Nie wiem jeszcze czy powstanie duży dokument. Obecnie promujemy film „Marathons Across America”, a ten bieg będzie dobrą okazją, by o nim przypominać.
- Mówisz „my”. Wiadomo, że nie jest to samotna wyprawa, ale kto tworzy zespół?
- Docelowo sześć osób, razem ze mną. Fizjoterapeuta, który jest też fotografem reportażowym, kierowca pełniący rolę koordynatora, osoba od social mediów, filmowiec od vlogów i, jeśli pozwoli budżet, druga osoba do pracy przy filmie. Dlatego potrzebny jest duży kamper-autobus.
- Ile par butów tym razem przygotowujesz?
- Podczas biegu przez USA zużyłem 25 par. Teraz liczę, że wystarczy około 10 par na 50 maratonów w 50 stanach.
- Nad czym trudniej zapanować w takich wyzwaniach, jakie podejmujesz i w tym, które Cię czeka – ciałem czy głową?
- Obie rzeczy są bardzo trudne. Czasem bardziej boli ciało. Zmęczenie, kontuzje. Innym razem psychika, bo wyzwanie trwa długo. Ta wyprawa będzie krótsza niż poprzednia, ale bardzo intensywna, więc wszystko może się wydarzyć.
- Co daje Ci bieganie na takim poziomie?
- Daje mi życie, o jakim marzyłem jako dziecko. Chłopak z małego miasteczka na Śląsku może dziś prowadzić niezwykłe życie, mieć wpływ na ludzi, motywować ich, biegać charytatywnie i jednocześnie podróżować po świecie. Chciałbym, żeby ludzie zapamiętali jedno: granice są dużo dalej, niż nam się wydaje.
Rozmawiała Agata Drogowska