Pochodzi z Kenii, mówi o sobie „góral z Czarnego Dunajca”. „Przykro mi, gdy spotykam polskie dzieci, które nie mówią po polsku”

Franciszkanin Ayub Mwenda (48 l.) z Kenii żartobliwie przedstawia się jako „góral z Czarnego Dunajca”. Na co dzień pełni posługę w banku żywności przy parafii św. Tomasza z Canterbury w Chicago. W rozmowie z „Super Expressem” opowiedział o swojej posłudze w Illinois, związkach z Polską i podzielił się opiniami na temat Polonii.

„Super Express”: – Jak to się stało, że zostałeś duchownym?

Ayub Mwenda: – Urodziłem się w Kenii 12 października 1978 roku. Jestem ósmym z dziewięciorga dzieci Veroniki i Michaela. Podczas nauki w szkole średniej w Kenii poczułem powołanie do życia zakonnego i mając 19 lat, tuż po ukończeniu szkoły, zgłosiłem się do franciszkanów. Moja formacja zakonna zaprowadziła mnie najpierw na dwa lata do Tanzanii, a następnie na cztery lata do Zambii, gdzie ukończyłem studia filozoficzne na Uniwersytecie św. Bonawentury w Lusace. Po powrocie do Kenii powierzano mi różne zadania duszpasterskie w parafiach, w których pracowałem wraz z polskimi franciszkanami. To właśnie wtedy polski przełożony zaproponował mi kontynuację nauki i formacji w Polsce. Pomysł ten urzeczywistnił się we wrześniu 2006 roku, kiedy przybyłem do Polski, nie znając ani jednego słowa w języku polskim. Dzięki nauce pod okiem znakomitych wykładowców z renomowanego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, już po pół roku potrafiłem prowadzić rozmowy po polsku.

– Finalnie trafiłeś do Chicago. Podczas posługi masz kontakt również z chicagowską Polonią?

– Od momentu przybycia do Chicago, czyli od 2019 roku, staram się ilekroć nadarzy się ku temu okazja nawiązywać kontakty z Polonią, zwłaszcza w licznych polskich parafiach archidiecezji chicagowskiej, gdzie niekiedy pomagam w prowadzeniu rekolekcji dla młodzieży. Obecnie jestem managerem w banku żywności przy parafii św. Tomasza z Canterbury.

Jestem bardzo dumny ze swoich związków z Polską i żartobliwie przedstawiam się jako „góral z Czarnego Dunajca”. To, że jestem Kenijczykiem mówiącym po polsku i na co dzień posługującym się tym językiem w służbie ludziom, jest wielkim darem, który bardzo sobie cenię.

Modlę się, aby w trakcie pełnienia swoich obowiązków wywierać w mniejszym czy większym stopniu pozytywny wpływ na społeczność polonijną. Staram się aktywnie udzielać w społeczności polskiej, ilekroć tylko mam ku temu okazję. Dokładam również wszelkich starań, by używać języka polskiego i go nie zapomnieć. Wykorzystuję go także, by pomagać osobom posługującym się językami słowiańskimi, zwłaszcza imigrantom z Ukrainy, którzy nie znają angielskiego. Znajomość języka polskiego jest bardzo przydatna w moich codziennych obowiązkach.

– W pracy spotykasz ludzi z różnych kontynentów. Jak franciszkańska duchowość pomaga ci w czasie misji w Chicago?

– Duchowość franciszkańska wzywa nas do odpowiadania na potrzeby osób zepchniętych na margines społeczeństwa. Spotykamy tu ludzi z najróżniejszych zakątków świata, a wychodząc naprzeciw ich potrzebom jako franciszkanie, nawiązujemy z nimi naturalną więź.

– Czy Kościół w Chicago szczególnie wspiera migrantów?

– Owszem, podejmuje się już znaczne wysiłki, by to podtrzymać, na przykład poprzez coroczną mszę dla imigrantów odprawianą w katedrze. Zawsze jednak jest przestrzeń na codzienne udoskonalenie działań na rzecz imigrantów.

– Czy spotkałeś się z sytuacjami, w których różnice kulturowe wiernych były dla ciebie wyzwaniem?

Z pewnością wszędzie można napotkać wyzwania wynikające z różnic kulturowych. Moja zasada to nie oceniać, lecz traktować każdą kulturę jak dar oraz starać się zrozumieć i tolerować kultury innych ludzi, zwłaszcza gdy się z nimi mieszka. To jeszcze nikomu nie zaszkodziło, prawda?

– Co daje ci największą siłę w codziennej posłudze?

– Polegać na Chrystusie. Jeden z moich dawnych kierowników duchowych poradził mi, że gdy czuję brak motywacji lub zniechęcenie w codziennych obowiązkach, wystarczy po prostu powierzyć wszystko Jezusowi, mówiąc: „Jezu, zajmij się tym”. To zawsze u mnie działało.

– Kto jest twoim mistrzem?

– Nasz seraficki ojciec, święty Franciszek z Asyżu. Podczas studiów w Krakowie mieszkałem w dużym klasztorze, w którym przebywało wielu świętych zakonników. Ich życie wywarło na mnie ogromny wpływ.

– Jakie masz plany związane z przyszłą posługą?

– Nauczyłem się polegać na Bogu. Nie snuję żadnych planów. Nasze życie to całkowite poddanie się posłuszeństwu Bogu. Pójdę tam, dokąd Bóg zechce mnie posłać.

– Chciałbyś coś przekazać Polonii w USA przy okazji naszej rozmowy?

By nadal byli dobrymi ambasadorami wspaniałego narodu, jakim jest Polska. Zachęcam również do dalszego przekazywania pięknej polskiej kultury i języka pokoleniom urodzonym tutaj. Jest mi przykro, gdy spotykam polskie dzieci, które nie mówią po polsku lub nie są zainteresowane nauką tego języka.

Rozmawiała Marta J. Rawicz