Po 35 latach cierpienia przeszła operację w USA. Ma szansę na nowe życie, ale potrzebuje pomocy

Kiedy wybudzała się z narkozy, jeszcze przed otwarciem oczu pomyślała: „Czuję nogi!”. Po 35 latach cierpienia, licznych hospitalizacjach i walce o właściwą diagnozę Magdalena Janaszewska wreszcie przeszła operację, która dała jej szansę na nowe życie. Do Stanów Zjednoczonych dotarła dzięki tysiącom ludzi wspierających publiczne zbiórki. Dziś 35-latka ma za sobą najważniejszy zabieg, ale jej walka wciąż trwa. Potrzebuje specjalistycznej rehabilitacji, która może pomóc jej odzyskać sprawność i samodzielność.

Ten moment Magdalena zapamięta na zawsze. Po kilku godzinach operacji, kiedy zaczęła wybudzać się z narkozy, jeszcze nie otworzyła oczu, ale wiedziała, że może być już tylko lepiej. Czuła nogi. Oznaczało to, że zabieg odkotwiczenia jej rdzenia kręgowego musiał się udać. Dla 35-latki, której organizm przez lata zmagał się z niedowładami, przykurczami i postępującą utratą sprawności, był to początek jej nowego życia.

Dziś Magdalena, której historię opisaliśmy w czerwcu 2026 roku, przebywa razem z tatą Antonim w Providence w stanie Rhode Island. Od lipca mieszkają na plebanii przy kościele Holy Cross, gdzie schronienie i opiekę zapewnili im miejscowi polscy księża. Pomaga im również Polonia, organizując żywność, codzienne wsparcie i transport 35-latki na rehabilitację. Zarówno ona, jak i jej tata, są wdzięczni za każdy spędzony tam dzień i gest. Podobnie, jak te, dzięki którym stało się to możliwe.

Pragniemy wszystkim podziękować. Za każdą wpłatę, udostępnienie, licytację, wiadomość, modlitwę i każdy gest pomocy. Dzięki życzliwości tylu osób mogłam dotrzeć do Stanów Zjednoczonych, przejść operację, która dała mi szansę na dalsze życie, i rozpocząć tutaj terapię. Tego nigdy nie zapomnimy

– mówi Magdalena w imieniu swoim i rodziny.

Przez lata nie znano przyczyny jej cierpienia. Diagnozę postawiono dopiero w USA

Historia Magdaleny to 35 lat walki z chorobami, które stopniowo odbierały jej sprawność. Przechodziła liczne hospitalizacje, potrzebowała tlenu, kroplówek i lewatyw, zmagała się z atakami, niedowładami i bolesnymi przykurczami. Z czasem musiała korzystać z wózka inwalidzkiego, a w wielu codziennych czynnościach stała się zależna od najbliższych.

Przez lata słyszała, że jej dolegliwości mogą mieć podłoże psychiczne. Dopiero w wieku 34 lat rozpoznano u niej hipermobilny zespół Ehlersa-Danlosa (hEDS) i zakotwiczenie rdzenia kręgowego, które odpowiadało za postępującą degradację jej ciała. Przez lata nić końcowa w organizmie Magdy, która mocuje dolny koniec rdzenia kręgowego do kości ogonowej i ma go stabilizować, była tak sztywna, że działała jaj napięta struna. Pociągała rdzeń kręgowy w dół powodując naciąganie struktur nerwowych, fatalne w skutkach niedokrwienia, a za tym bój i postępujące objawy neurologiczne.

Mimo licznych badań w Polsce nie rozpoznano tej nieprawidłowości. Co więcej, wykluczono ją w opisach trzech kolejnych rezonansów magnetycznych. Przełom nastąpił 28 listopada 2025 roku. Profesor neurochirurgii z USA, analizując te same obrazy, rozpoznała zakotwiczenie rdzenia. Rodzina sprawdziła najpierw możliwość operacji w Polsce. Pojechała na konsultację do znanego profesora neurochirurgii, ale również tam nie potwierdzono diagnozy. To jednak nie wszystko.

Chcieliśmy dowiedzieć się, czy operacja w Polsce jest możliwa i jak wyglądałaby późniejsza opieka nad córką. Usłyszałem, że lekarz przeprowadza zabieg, a szóstego dnia córka wychodzi ze szpitala i na tym jego rola się kończy. Zapytałem: „I co dalej? Kto ma ją rehabilitować?”. Nie dostałem odpowiedzi. Przez lata wielokrotnie ratowałem córkę w stanach zagrażających życiu i wiedziałem, że po tak poważnym zabiegu nie mogę zostać z tym sam

– wspomina Antoni Janaszewski.

Rodzina zdecydowała więc, że Magdalena przejdzie operację w Stanach Zjednoczonych. Dzięki publicznym zbiórkom udało się zgromadzić pieniądze na wyjazd i leczenie.

Do ostatniej chwili nie wiedzieli, czy dotrą na operację

Przygotowania do podróży były pełne niepewności. Choć bilety zostały kupione, Magdalena i jej tata wciąż czekali na paszporty z odpowiednimi wizami. Dokumenty udało się odebrać w Krakowie dopiero dzień przed wylotem.

Wydawało się, że najgorsze już za nimi, ale tuż przed podróżą stan Magdaleny ponownie się pogorszył. 35-latka trafiła na pogotowie z tak silnym obrzękiem nóg, że nie mogła założyć butów. Ze względu na genetyczną predyspozycję do zakrzepicy otrzymała zastrzyki przeciwzakrzepowe. Kolejny atak nastąpił już na lotnisku.

Do ostatnich chwil nie wiedzieliśmy, czy stan Magdy pozwoli jej wejść na pokład. Byłem przerażony

– mówi jej ojciec. Podczas dziewięciogodzinnego lotu Magdalena musiała leżeć w klasie biznes, podczas gdy Antoni podróżował w klasie ekonomicznej.

Magda była tak osłabiona, że przespała niemal cały lot. Wiedziałem, że w każdej chwili może potrzebować mojej pomocy, a nie mogłem być przy niej. Jesteśmy ogromnie wdzięczni całej załodze za wyjątkową życzliwość i troskę

– wspomina pan Antoni.

1 lipca 35-latka i jej ojciec dotarli do USA. Tam pojawiły się kolejne problemy. Amerykański sposób wystawiania dokumentów dotyczących kosztów leczenia nie odpowiadał wymaganiom rozliczania pieniędzy zebranych w Polsce.

To był koszmar. Zamiast spać i próbować regenerować ciało, zaczynałam działać o drugiej czy trzeciej w nocy, bo wtedy w Polsce rozpoczynał się dzień pracy

– opowiada Magdalena.

Dopiero cztery dni przed operacją klinika potwierdziła, że mimo nierozwiązanych trudności formalnych zabieg nadal odbędzie się zgodnie z planem – 13 lipca.

Na sali operacyjnej odkryto dwie nici końcowe

Data zabiegu miała dla Magdy szczególne znaczenie. 13 lipca 1917 roku miało miejsce trzecie objawienie Matki Bożej w Fatimie. Ostatnia noc przed zabiegiem była jednak bardzo trudna. Magdalena zmagała się z silną biegunką, wyczerpaniem i brakiem snu. O godzinie 7 rano spotkała się z rehabilitantem, który miał prowadzić ją również po operacji. Przed operacją przyjęła komunię świętą. Ze względu na zespół Ehlersa-Danlosa, powodujący znaczną hipermobilność i niestabilność stawów, konieczne było także szczególne zabezpieczenie jej ciała.

Anestezjolog powiedział: „Proszę się nie martwić. Jeszcze rano rozmawialiśmy o pani z profesor”. Wyjaśnił, że przygotowano większy zespół, który po uśpieniu miał odpowiednio zabezpieczyć, obrócić i ułożyć moje ciało do operacji

– wspomina Magdalena.

Przed zabiegiem spotkała się jeszcze z profesor, która rozpoznała jej chorobę. Jak wspomina Antoni Janaszewski, córka od razu się rozpromieniła. Zamieniły kilka zdań, wkrótce potem narkoza i 35-latka zaczęła zasypiać.

Chwilę później zaczęli ją wywozić. Mnie pozostało jedynie ufać i czekać

– mówi ojciec.

Po kilku godzinach Magdalena zaczęła wybudzać się z narkozy. Jej pierwsza myśl brzmiała: „Czuję nogi!”.

Jeszcze większe emocje przyniósł raport pooperacyjny. Okazało się, że podczas zabiegu usunięto nie jedną, ale dwie nici końcowe, choć rezonans wskazywał tylko na jedną.

Nie wierzyłem. Pierwsza miała 10,1 cm długości, a druga 10,6 cm. Późniejsze badanie histopatologiczne potwierdziło wrodzony charakter zmian. Oznaczało to, że Magda żyła z nimi od urodzenia

– mówi Antoni Janaszewski.

Radość mieszała się jednak z niepokojem. Choć planowano trzy dni hospitalizacji, organizm Magdaleny był tak wyczerpany, że nie mogła stanąć na nogach. Czwarta próba pionizacji zakończyła się utratą przytomności.

Myślałem tylko: czy doszło do jakiegoś uszkodzenia? Czy jej ciało, wyczerpane 35 latami walki, jeszcze raz da radę się podnieść?

– wspomina ojciec.

Pobyt w szpitalu mógł potrwać nawet dwa tygodnie, ale każdy dodatkowy dzień kosztowałby około 12 tysięcy złotych. Ostatecznie Magdalena opuściła klinikę po tygodniu.

Zbieg przyniósł poprawę, ale to nie koniec leczenia

Po zabiegu pojawiły się pierwsze pozytywne zmiany. Ataki, niedowłady i przykurcze kończyn zaczęły występować znacznie rzadziej. Po ponad 20 latach Magdalena zaczęła funkcjonować bez stałego wspomagania tlenem, a kroplówki z magnezem przestały być codzienną koniecznością.

Para prezydencka w USA. Wzruszające sceny w kościele na Greenpoincie

Dostałam drugie życie i przede wszystkim motywację, żeby chcieć żyć. Po 35 latach cierpienia każda, nawet najmniejsza poprawa ma dla mnie ogromną wartość. Nie wiem, ile jeszcze uda się odzyskać, ale jestem wdzięczna za to, co już się zmieniło

– mówi 35-latka.

Lekarze poinformowali ją, że zmiany neurologiczne po tak długim okresie choroby mogą zachodzić jeszcze przez wiele miesięcy, nawet do dwóch lat. Operacja uwolniła rdzeń, ale nie wyleczyła zespołu Ehlersa-Danlosa. Jednym z największych wyzwań pozostaje niestabilność czaszkowo-szyjna.

Za nami operacja, ale przed nami kolejna ogromna praca. Robimy wszystko, aby poprawić stabilność mojego ciała i je wzmocnić, a jeśli będzie to możliwe, uniknąć kolejnej operacji

– podkreśla Magdalena.

Teraz najważniejsza jest rehabilitacja. Rodzina znów prosi o pomoc

Magdalena nadal potrzebuje specjalistycznej, wielomiesięcznej rehabilitacji. Rodzina zamówiła kolejną ortezę stabilizującą ciało od szyi aż po biodra. 35-latka podejmuje próby chodzenia przy balkoniku, ale wciąż korzysta również z wózka i potrzebuje pomocy taty przy wielu podstawowych czynnościach.

Rehabilitacja została zaplanowana do końca czerwca 2027 roku. Koszty terapii, zobowiązania wobec kliniki, dalszy pobyt w USA i codzienne wydatki przekraczają możliwości finansowe rodziny.

Operacja dała naszej córce szansę na dalsze życie, ale jej leczenie się nie zakończyło. Dziś najbardziej obawiamy się, że brak pieniędzy może pozbawić Magdę możliwości dalszej rehabilitacji, na którą tak długo czekała

– mówią pan Antoni i pani Agnieszka, mama 35-latki, mieszkająca w Niemczech i stamtąd wspierająca córkę. .

Sama Magdalena również zwraca się do osób, które już raz pomogły jej zawalczyć o życie.

Z całego serca prosimy, nie zostawiajcie nas teraz samych. Pomogliście nam dotrzeć do operacji, pomóżcie nam również przejść przez kolejne miesiące leczenia i rehabilitacji. Każda wpłata i każde udostępnienie mają dla nas ogromne znaczenie

– apeluje.

Wie, że przed nią długa droga. Ale po 35 latach oczekiwania w końcu może patrzeć w przyszłość z nadzieją.

Osoby, które chcą wesprzeć rehabilitację Magdy Janaszewskiej mogą to zrobić m.in. za pośrednictwem strony Zrzutka.pl oraz Fundacji Avalon.

ROLKI