Polonii ubywa, ale on wierzy, że polskość w USA nie zaniknie. „Nie wystarczy mówić, że jesteśmy dumni z Polski”

Od 31 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, a od ponad ćwierć wieku rozwija własną firmę, którą budował od podstaw. Mieczysław Janusz został Marszałkiem Parady Pułaskiego reprezentującym Westchester Pulaski Association. To wyróżnienie przyjmuje nie tylko z dumą, ale również z poczuciem odpowiedzialności za przyszłość polskiej społeczności w Yonkers. Polonia jest tam coraz mniej liczna, dlatego szczególnego znaczenia nabiera troska o miejsca, które od dziesięcioleci podtrzymują polskość. W rozmowie z „Super Expressem” nie krył radości, że jego wnuczka, Maja Borucki, będzie towarzyszyć mu jako Junior Miss Polonia. – Musimy zrobić wszystko, żeby nasze dzieci i wnuki wiedziały, skąd pochodzą i były dumne ze swoich polskich korzeni – podkreśla.

„Super Express”: – Panie Mieczysławie, został pan Marszałkiem Parady Pułaskiego 2026 reprezentującym Westchester. Co oznacza dla pana to wyróżnienie?

– To dla mnie przede wszystkim ogromny zaszczyt, ale również odpowiedzialność. Od wielu lat mieszkam tutaj, znam tę społeczność i widzę, jak bardzo się zmienia. Bycie marszałkiem oznacza dla mnie możliwość reprezentowania ludzi, którzy przez lata budowali polską społeczność w Yonkers i całym Westchester County. Chciałbym, aby tegoroczna Parada Pułaskiego była nie tylko świętem i okazją do pokazania biało-czerwonych barw, ale także przypomnieniem, że o polskość na emigracji trzeba cały czas dbać.

– Od wielu lat mieszka pan w Stanach Zjednoczonych. Pamięta pan swoje początki w Ameryce?

– Oczywiście. Początki na emigracji nigdy nie są łatwe. Trzeba odnaleźć się w nowym kraju, nauczyć się, jak tutaj funkcjonuje życie i praca, a jednocześnie próbować zbudować swoją przyszłość praktycznie od początku. Przyjechałem do Ameryki 31 lat temu i przez ten czas wiele się zmieniło. Dzisiaj patrzę na tę drogę z dużą wdzięcznością. Ameryka dała mi możliwość rozwoju, stworzenia własnej firmy i zapewnienia przyszłości rodzinie, ale Polska zawsze pozostaje bardzo ważną częścią mojego życia.

– Przez te trzy dekady zmieniła się również Polonia w Yonkers. Jak pan dzisiaj ocenia jej sytuację?

Polonia w Yonkers niestety się zmniejsza. Kiedyś było tutaj znacznie więcej Polaków i polskie życie było dużo bardziej widoczne. Ludzie mieszkali blisko siebie, spotykali się w kościele, posyłali dzieci do polskiej szkoły, uczestniczyli w polonijnych wydarzeniach. Dzisiaj wiele rodzin przeniosło się do innych miejsc, starsze pokolenie odchodzi, a młodsze coraz częściej żyje przede wszystkim amerykańskim życiem. Dlatego musimy zadać sobie pytanie, co zrobić, żeby zachować to, co stworzyły wcześniejsze pokolenia.

– Jednym z najważniejszych miejsc dla Polonii w Yonkers jest parafia św. Kazimierza. Dlaczego utrzymanie polskiego kościoła jest tak ważne?

– Kościół dla polskich emigrantów zawsze był czymś więcej niż miejscem, do którego przychodziło się tylko na niedzielną mszę. To było miejsce spotkania, rozmowy, pomocy i budowania wspólnoty. Przy kościele ludzie poznawali się, organizowali wydarzenia, podtrzymywali tradycje i przekazywali je swoim dzieciom. Dzisiaj, kiedy Polaków w Yonkers jest mniej, utrzymanie tej parafii staje się jeszcze ważniejsze. Jeżeli takie miejsca znikną, bardzo trudno będzie je kiedykolwiek odbudować.

– Czy uważa pan, że istnieje realne zagrożenie, że wraz ze zmniejszającą się liczbą Polaków takie miejsca mogą w przyszłości zniknąć?

– Takiego zagrożenia nie można lekceważyć.

Każda parafia, szkoła czy organizacja potrzebuje ludzi. Potrzebuje osób, które przyjdą, pomogą, zaangażują się, przyprowadzą dzieci i będą uczestniczyć w życiu wspólnoty. Nie możemy zakładać, że polski kościół czy polska szkoła będą istnieć zawsze tylko dlatego, że były tutaj przez wiele lat. Każde pokolenie musi dołożyć swoją cegiełkę do ich utrzymania.

– Podobna sytuacja dotyczy Polskiej Szkoły im. Marii Konopnickiej. Dlaczego polska szkoła jest dla pana tak ważna?

– Bez języka bardzo trudno zachować prawdziwą więź z krajem swoich rodziców czy dziadków. Polska szkoła daje dzieciom znacznie więcej niż tylko naukę poprawnego pisania czy czytania. Daje im historię, kulturę, tradycję i świadomość tego, skąd pochodzą. Dziecko wychowane w Ameryce może być w pełni Amerykaninem i jednocześnie być dumne ze swoich polskich korzeni. Jedno drugiemu absolutnie nie przeszkadza.

– Jak przekonać młodych rodziców, aby nadal posyłali dzieci do polskiej szkoły?

– Trzeba przede wszystkim pokazywać im, że znajomość polskiego jest wartością, a nie dodatkowym obowiązkiem dla dziecka. Rozumiem, że rodziny są bardzo zajęte. Dzieci mają szkołę amerykańską, sport i inne zajęcia, a rodzice pracują. Ale za kilkanaście lat te dzieci mogą być bardzo wdzięczne rodzicom za to, że potrafią porozmawiać z dziadkami po polsku, przeczytać polską książkę czy pojechać do Polski i czuć się tam jak u siebie. Tego później nie da się łatwo nadrobić.

– W pana przypadku pięknym przykładem podtrzymywania polskiej tradycji przez młodsze pokolenie jest także pana wnuczka, Maja Borucki, która została Junior Miss Polonia. To chyba szczególny powód do dumy?

– Oczywiście, jestem z niej bardzo dumny. Dla dziadka to ogromna radość widzieć, że wnuczka interesuje się polską kulturą, tradycją i chce reprezentować naszą społeczność. Maja jako Junior Miss Polonia pokazuje, że młode pokolenie może być wychowane w Ameryce, a jednocześnie czuć silną więź z Polską i z dumą reprezentować swoje korzenie. Właśnie o to chodzi w naszej działalności. Chcemy, żeby dzieci i wnuki wiedziały, skąd pochodzą, znały tradycje swoich rodzin i chciały je dalej przekazywać.

– Czy jej zaangażowanie daje panu nadzieję, że młode pokolenie nadal będzie chciało uczestniczyć w życiu Polonii?

– Zdecydowanie tak.

Młodzieży trzeba dać możliwość uczestniczenia w polonijnym życiu i pokazać, że może robić to na swój sposób. Nie możemy wymagać, żeby młodzi ludzie wszystko robili dokładnie tak, jak robiliśmy to my. Świat się zmienia. Najważniejsze jest, żeby zachowali więź z polskością i czuli z niej dumę. Kiedy patrzę na moją wnuczkę, widzę, że jest to możliwe.

– Co powinna zrobić Polonia w Yonkers, aby zatrzymać proces zmniejszania się polskiej społeczności?

– Przede wszystkim musimy działać razem. Nie możemy czekać, aż zrobi to ktoś inny. Potrzebujemy większego udziału młodych ludzi, rodzin z dziećmi i przedsiębiorców. Musimy wspierać polski kościół, szkołę i organizacje polonijne nie tylko finansowo, ale przede wszystkim swoją obecnością. Jeżeli organizowane jest polskie wydarzenie, przyjdźmy na nie. Jeżeli szkoła potrzebuje pomocy, pomóżmy. Jeżeli parafia organizuje uroczystość, pokażmy, że ta wspólnota nadal żyje.

– Jest pan także przedsiębiorcą. Ma pan własną firmę Matthew Roofing i od podstaw budował jej pozycję. Jak wyglądała ta droga?

– Firmę otworzyłem sam w 2000 roku i od początku sam ją budowałem. To były lata bardzo ciężkiej pracy. W Ameryce nic nie przychodzi samo. Trzeba być solidnym, uczciwym, odpowiedzialnym i konsekwentnym. Firma rozwijała się przez lata dzięki jakości wykonywanej pracy i zaufaniu klientów. W tej branży dobra opinia jest niezwykle ważna. Jeżeli klient jest zadowolony, poleca firmę dalej i właśnie w taki sposób krok po kroku budowałem swoją działalność.

– Teraz jednak to już rodzinny biznes, prawda?

– Tak. Firma powstała jako moja własna działalność i przez wiele lat sam ją rozwijałem. Osiem lat temu dołączył do mnie mój syn i pracuje razem ze mną. Od tego momentu rzeczywiście można powiedzieć, że stała się również firmą rodzinną. Bardzo się cieszę, że syn jest ze mną, bo dla ojca możliwość pracy razem z dzieckiem i przekazywania mu swojego doświadczenia ma szczególne znaczenie.

– Zapewne jest też satysfakcja, że coś, co sam stworzył pan od podstaw, może być dzisiaj kontynuowane przez kolejne pokolenie?

– Zdecydowanie. Kiedy człowiek przez tyle lat pracuje nad firmą, to nie patrzy na nią tylko jak na biznes. To jest duża część życia. Dlatego cieszy mnie, że syn jest zainteresowany tą działalnością i może korzystać z mojego doświadczenia, a jednocześnie wnosić własne pomysły. Najważniejsze jednak, żeby zachować zasady, na których firma została zbudowana – uczciwość, odpowiedzialność, solidność i szacunek do ludzi.

– W pana historii widać więc dwa rodzaje przekazywania pałeczki kolejnemu pokoleniu: syn pracuje z panem w firmie, a wnuczka Maja jako Junior Miss Polonia angażuje się w życie polonijne.

I właśnie z tego jestem bardzo dumny. Człowiek pracuje przez całe życie nie tylko dla siebie. Chce coś zostawić swoim dzieciom i wnukom. Nie tylko materialnie, ale także wartości, tradycje i świadomość tego, kim jesteśmy. Dla mnie bardzo ważne jest, żeby następne pokolenie pamiętało o Polsce, ale jednocześnie dobrze wykorzystywało możliwości, jakie daje Ameryka.

– Czy podobną zasadę można odnieść do całej Polonii: starsze pokolenie musi przekazać młodszemu to, co przez dziesięciolecia budowało?

– Dokładnie tak. Kościół, polska szkoła, organizacje i Parada Pułaskiego. To wszystko ktoś przed nami stworzył. Jeżeli młodsze pokolenie tego nie przejmie, część tych rzeczy może zniknąć. Dlatego trzeba zapraszać młodych ludzi do działania, ale także pozwolić im wprowadzać własne pomysły. Nie możemy oczekiwać, że będą robić wszystko dokładnie tak samo jak ich rodzice czy dziadkowie.

– W tym roku poprowadzi pan kontyngent podczas Parady Pułaskiego Piątą Aleją. Jakiego obrazu Westchester i Yonkers chciałby pan tego dnia?

Chciałbym zobaczyć przede wszystkim dużo ludzi. Rodziny, dzieci, młodzież, naszych seniorów i przedsiębiorców. Chciałbym, żebyśmy pokazali, że mimo zmian Polonia w Westchester nadal istnieje, jest aktywna i jest dumna ze swoich korzeni. Parada Pułaskiego jest jednym z tych momentów, kiedy możemy bardzo wyraźnie pokazać Nowemu Jorkowi i całej Ameryce, kim jesteśmy.

– Obecność pana wnuczki Mai jako Junior Miss Polonia sprawi zapewne, że tegoroczna parada będzie dla pana jeszcze bardziej osobista?

– Na pewno. Prowadzić kontyngent jako marszałek to już ogromne przeżycie, ale możliwość dzielenia tego dnia z wnuczką sprawia, że będzie on dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowy. To pokazuje też symbolicznie, że Parada Pułaskiego łączy pokolenia. Dziadkowie, rodzice, dzieci i wnuki mogą razem maszerować pod biało-czerwoną flagą. Właśnie tak powinniśmy budować przyszłość Polonii.

– Tegoroczna parada odbywa się także w roku 250-lecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Polacy mają szczególny powód, aby przypominać o swoim wkładzie w historię Ameryki.

– Oczywiście. Pułaski i Kościuszko są najlepszym przykładem tego, jak bardzo historia Polski i Stanów Zjednoczonych jest ze sobą związana. Walczyli o wolność Ameryki, ale reprezentowali jednocześnie wartości bardzo bliskie Polakom. To piękny symbol również dla dzisiejszej Polonii. Możemy być dobrymi obywatelami Stanów Zjednoczonych, budować tutaj swoje życie i jednocześnie być dumni z Polski.

– Jakie przesłanie jako marszałek chciałby pan skierować do Polonii przed tegoroczną Paradą Pułaskiego?

– Chciałbym przede wszystkim zaprosić wszystkich do wspólnego świętowania.

Nie wystarczy mówić, że jesteśmy dumni z Polski. Trzeba tę polskość pokazywać i przekazywać następnym pokoleniom. Przyjdźmy razem na Paradę Pułaskiego, zabierzmy dzieci i wnuki. Wspierajmy naszą polską szkołę i parafię św. Kazimierza. Spotykajmy się i działajmy razem.

Polonia w Yonkers może być dzisiaj mniejsza niż kiedyś, ale jeżeli będziemy zjednoczeni i zaangażowani, nadal może być silna. Chciałbym, żeby właśnie takie było przesłanie mojego marszałkowskiego roku.

Rozmawiała Agata Drogowska