To była piękna celebracja życia założyciela kultowego dla Polonii z Chicago miejsca. W Art Gallery Cafe w Wood Dale, IL, spotkali się stali bywalcy, artyści i przyjaciele Wiesława Gogacza, który zmarł 4 kwietnia w wieku 71 lat pod Łomżą. Nie mogło zabraknąć występów. Wystąpili jego znajomi: Janusz Rychlewski i Bogdan Łańko, który zagrał na pożegnanie. Ania Radzikowska odczytała swój wiersz, ponieważ to „Wiechu” namówił ją do tworzenia i występów na scenie. Wspominano, że takich przypadków było więcej – zainspirował bowiem wiele osób działalności społecznej czy artystycznej.
Wszyscy koncentrowali się na tym, ile dobrego „Wiechu” zrobił dla społeczności polonijnej, zarówno dla artystów, jak i dla publiczności z Chicago i okolic.
Mnie popchnął do pokazania moich prac malarskich na ścianach jego kafejki. Jak większość młodych artystów, wiedziałam, że mam wiele do nauczenia się i nie czułam, że jestem gotowa na publiczne pokazanie moich prac. Ta moja pierwsza wystawa odbyła się ponad 20 lat temu właśnie w AGK dała mi zapał do dalszej pracy oraz wiarę we własne siły
– powiedziała nam obecna na pożegnaniu „Wiecha” chicagowska malarka Katarzyna Szczesniewski.
Takie wspomnienia, jak jej, powtarzały się na spotkaniu. Ktoś wydał tomik poezji, ktoś odkrył w sobie talent organizacyjny, ktoś napisał żartobliwy scenariusz do wystawienia na scenie i odtąd nie przestaje pisać, ktoś odważył się pokazać umiejętności muzyczne. Mówiono także o tym, że „Wiecho” był wszechstronnie utalentowany, był wspaniałym mówcą, był też bardzo życzliwy dla ludzi i tolerancyjny. Duże wrażenie zrobiło na zebranych archiwalne nagranie, w którym „Wiechu” bezpośrednio zwracał się do bywalców AGK. Syn Wiesława Gogacza, który przyszedł na spotkanie ze swoją rodziną, gorąco dziękował za zorganizowanie tego wieczoru.