Wiadomość o śmierci Wiesława Gogacz podała na Facebooku jego ukochana żona Anna.
„Z ogromnym żalem zawiadamiam, że 4 kwietnia 2026 roku Wiecho wyruszył w niekończącą się podróż. Odszedł świadomy, że przeżył życie szczęśliwe. Nieustannie patrzył w przyszłość, zafascynowany nowymi marzeniami, pomysłami i w poczuciu, że czasu wciąż jest za mało na Jego wyzwania. Podróżnik nie umiera, on po prostu wyrusza dalej…”
- napisała we wzruszającym wpisie.
Wiesław i Anna stworzyli i prowadzili Art Gallery Cafe w Wood Dale na przedmieściach Chicago. Przez wiele lat ta polonijna galeria była nie tylko miejscem gdzie odbywały się koncerty, przedstawienia, wernisaże, ale wręcz „kolebką polskości na amerykańskiej ziemi” i miejscem, gdzie rodziły się nowe przyjaźnie, a i nierzadko miłości.
W 2021 r. małżonkowie sprzedali galerię i przeprowadzili się do Polski. Po powrocie Anna i Wiesław osiedli się w Piątnicy Poduchownej niedaleko Łomży. Tam też wybudowali swój wymarzony dom i prowadzili galerię artystyczną.
Jak się dowiedzieliśmy, Wiesław zmarł po walce z chorobą nowotworową.
Jego śmierć to wielka strata. Pamiętam go przede wszystkim jako osobę wrażliwą na sztukę i patriotę. Z pasją popierał polonijnych artystów w ich twórczości. Potrafił pięknie mówić o tym co mu się podobało, co go poruszało. Razem z żoną Ania stworzyli w Wood Dale oazę polskości, miejsce, w którym powstawały nowe inicjatywy, nawiązywały się przyjaźnie
- wspomina w rozmowie z „Super Expressem” malarka Kasia Szcześniewski.
Żal po odejściu pana Wiesława wyraziło też wielu internautów.
„Był pełen życia, niestrudzonej energii i ciekawości świata, która nie pozwalała mu stać w miejscu. Był artystą w najpełniejszym znaczeniu tego słowa — nie tylko w tym, co tworzył, ale w tym, jak żył. Człowiek renesansu, łączył w sobie pasję, intelekt i działanie. No cóż, następne spagetti za jakiś czas...już niedługo!”
– napisał Tomasz Walczuk.
„Wiesiu był kochanym człowiekiem - ogromna strata. Głębokie wyrazy współczucia”
– pożegnała go Monika K Filipiak.