„Super Express”: – Nicole, w tym roku zostałaś Miss Polonia ZPA 2026 i właśnie w tej roli pojedziesz Piątą Aleją podczas Parady Pułaskiego. Co znaczy dla ciebie to wyróżnienie?
– To jest dla mnie bardzo miłe wyróżnienie. Nie mówię tego, żeby się chwalić, ale przez lata wielu członków ZPA mówiło mi, że kiedyś zostanę Miss Polonia. To takie kochane z ich strony, że widzieli we mnie coś, czego ja wcale nie widziałam. Jestem raczej skromną osobą. Mimo że od lat tańczę i występuję na scenie, w życiu prywatnym nie lubię być w centrum uwagi. Dlatego tym bardziej dużo dla mnie znaczy, że tyle osób mnie wspierało i zachęcało do przyjęcia tego tytułu.
– Twoja historia z Paradą Pułaskiego zaczęła się bardzo wcześnie. Jako czteroletnia dziewczynka jechałaś Piątą Aleją jako „Mini Miss ZPA”. Pamiętasz tamten dzień?
Pamiętam! Pamiętam, że ludzie mówili mi, żebym machała jak księżniczka, więc tak właśnie robiłam! Pamiętam też Camilę Orbik, która była wtedy Miss ZPA. Dla mnie, jako małej dziewczynki, była taką piękną, „dużą Miss” w koronie i byłam nią zauroczona.
– Dziś wracasz na Piątą Aleję już jako Miss Polonia ZPA 2026. Czy czujesz symbolikę tej chwili – że w pewnym sensie zatoczyłaś koło?
– Tak, naprawdę jest to niesamowite. Taki prawdziwy „full circle moment”! Kiedy jesteś dzieckiem, rodzice każą ci chodzić do polskiej szkoły, zabierają cię na różne polonijne wydarzenia i tak naprawdę nie zawsze rozumiesz, po co to wszystko robisz. Po prostu dorastasz przy ZPA i staje się to częścią twojego życia. A potem mijają lata i nagle sama zostajesz Miss Polonia ZPA. To taka wisienka na torcie. Dopiero wtedy zaczynasz rozumieć, ile te wszystkie lata ci dały.
I jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że ten moment będzie dla mnie wyjątkowy. Mój tata prowadził kabriolet, kiedy jako czteroletnia „Mini Miss ZPA” jechałam Piątą Aleją, i w tym roku znowu będzie za kierownicą. Tata to duży, twardy facet, ale coś mi mówi, że tego dnia może mu się zakręcić łezka w oku.
– Parada Pułaskiego jest jednym z największych wydarzeń polonijnych w Nowym Jorku. Co dla ciebie oznacza możliwość pokazania polskości właśnie na Piątej Alei?
– Bardzo się cieszę i jestem podekscytowana. Założyć koronę i szarfę Miss Polonia ZPA, jechać kabrioletem Piątą Aleją i reprezentować organizację, przy której dorastałam, to naprawdę wielki zaszczyt. Już nie mogę się doczekać. Cieszę się też, że będę tam razem z naszą wspaniałą Marszałek, panią Iwoną Dzietczyk. Znam panią Iwonę od wielu lat, jeszcze z czasów, kiedy była opiekunem naszej Polskiej Szkoły. Zawsze bardzo dbała o szkołę, o nas, uczniów, i była dla nas bardzo kochana i troskliwa. Dlatego cieszę się, że właśnie z nią będę przeżywać ten dzień. Przy pani Iwonie wiem, że nie muszę się niczego bać!
– W tym roku kończysz również bardzo ważny etap, ukończyłaś Polską Szkołę ZPA i zdałaś egzamin maturalny.
– Ojej, matura była naprawdę trudna! Tyle pytań i tyle materiału do nauczenia – to nie jest łatwe! Ale przygotowanie do niej przybliżyło mnie do polskiej literatury i historii. Całe to doświadczenie pokazało mi też, że czasami jesteśmy silniejsi, niż nam się wydaje. Jestem dzieckiem urodzonym w Stanach Zjednoczonych, a mimo to mogłam po 13 latach Polskiej Szkoły zdać polską maturę. Jestem z tego bardzo dumna. Nauczyciele polonijni są niesamowicie wspierający i sama na pewno nie dałabym rady.
– Dorastałaś w Stanach Zjednoczonych, ale polskość była obecna w twoim życiu od najmłodszych lat. Jak ważne są dla ciebie dzisiaj polskie korzenie?
Zawsze czułam się Polką. W domu rozmawiamy po polsku, praktycznie dorastałam przy ZPA, więc chyba nie było innej opcji. Od malutkiego dziecka wiele razy jeździłam też na wakacje do Polski. Miałam szczęście poznać moją prababcię Jadzię, która odeszła w ubiegłym roku w wieku 96 lat. Bardzo się cieszę, że mogłam ją znać osobiście i mieć z nią wspólne wspomnienia. Takie rzeczy jeszcze bardziej uświadamiają mi, jak ważne są rodzina i nasze korzenie.
– Jak ważna jest dla ciebie znajomość języka polskiego?
– Bardzo ważna, dlatego że mimo, iż nie mówię po polsku perfekcyjnie, potrafię porozumieć się z rodziną tutaj i w Polsce. Dobrym przykładem jest też mój brat Kyle. On również ukończył Polską Szkołę ZPA i zdał maturę, chociaż mówienie po polsku nie przychodziło mu łatwo. Teraz pracuje jako elektryk i przygotowuje się do zdobycia licencji. Okazuje się, że mówi po polsku więcej niż kiedykolwiek wcześniej, bo również w pracy spotyka wielu Polaków. Polacy są wszędzie, więc nigdy nie wiadomo, kiedy znajomość języka okaże się przydatna.
– Podczas Parady Pułaskiego zobaczą cię również młodzi Polacy wychowani w Ameryce. Co chciałabyś im powiedzieć o utrzymywaniu kontaktu z polską kulturą i polonijną społecznością?
– Warto! Warto poświęcić czas na naukę polskiego i utrzymywanie kontaktu ze swoimi korzeniami, bo nigdy nie wiadomo, kiedy w życiu może się to przydać.
Na przykład mój wujek jako dziecko nie chciał chodzić do polskiej szkoły. Później poznał dziewczynę, która słabo znała angielski, a on nie znał polskiego. Do dzisiaj mówi, że to wina jego rodziców, bo nie posyłali go do polskiej szkoły.
A oni odpowiadają: „Przecież nie chciałeś chodzić!”. Na co on: „Ale ja byłem mały, co ja mogłem wiedzieć?”. Teraz oczywiście winni są rodzice! Dlatego powiedziałabym rodzicom: czasami warto nie słuchać dzieci, kiedy mówią, że nie chcą iść do polskiej szkoły. Kiedyś mogą wam za to podziękować!
– Twoja mama od wielu lat jest prezeską ZPA. Twoje dzieciństwo i dorastanie naturalnie było więc związane z tą organizacją?
– No tak… moja mamusia jest prezeską ZPA prawie przez całe moje życie. Trudno więc było nie być blisko Polonii. Od maleństwa nosiłam stroje krakowskie i wianki. Byłam z nią na różnych uroczystościach, paradach, festiwalach i podniesieniach polskiej flagi. ZPA było po prostu naturalną częścią mojego dzieciństwa i dorastania. Ale nie tylko mama miała na mnie wpływ. Panie z zarządu ZPA znam właściwie od dziecka i niektóre z nich są dla mnie trochę jak ciocie. Patrzyły, jak dorastam, zawsze mnie wspierały i cieszyły się z moich sukcesów. Wspominam też kochane panie z Klubu Seniora ZPA – zawsze były dla mnie bardzo serdeczne i nigdy nie brakowało od nich uścisków. Kiedy dorasta się wśród takich ludzi, ZPA przestaje być tylko organizacją. Staje się trochę jak druga rodzina.
– Jak przygotowujesz się do samej Parady? Jest już stres przed koroną, białą suknią i przejazdem Piątą Aleją?
– Opalam się przez całe lato, żeby ładnie wyglądać w mojej białej sukni… Żartuję! A tak na poważnie, bardzo się cieszę i jestem podekscytowana. Już nie mogę się doczekać.
– Za kilka czy kilkanaście lat, kiedy spojrzysz na zdjęcia z Parady Pułaskiego 2026, co chciałabyś zapamiętać z tego dnia najbardziej?
– To trudne pytanie! Pewnie będę się chwalić przez całe życie, że spotkał mnie taki zaszczyt. Kiedyś pokażę zdjęcia swoim dzieciom i powiem: „Zobaczcie, mama była Miss Polonia i jechała w Paradzie Pułaskiego w Nowym Jorku!”.
Ale tak na poważnie, chciałabym pamiętać, że warto utrzymywać kontakt z Polonią, bo to jest część ciebie, twoich korzeni, rodziny i tego, kim jesteś. Parada Pułaskiego jest taką piękną i radosną manifestacją polskości. To niesamowite, że tego dnia jedna z najsłynniejszych alei na świecie staje się biało-czerwona. A ja w 2026 roku mogłam być częścią tego wszystkiego jako Miss Polonia ZPA.
Rozmawiała Agata Drogowska