„Super Express”: – Został pan wybrany Wielkim Marszałkiem Parady Pułaskiego 2025. Co ten tytuł znaczył dla pana osobiście?
– To był dla mnie ogromny zaszczyt, oczywiście duży obowiązek. Bycie Wielkim Marszałkiem Parady Pułaskiego oznaczało reprezentowanie Polonii i środowiska, z którego się wywodzę. To nie był tylko tytuł honorowy. To było duże zobowiązanie wobec ludzi, którzy przez lata pracowali na rzecz Polonii, organizowali kontyngenty, szarfowania, bale i wszystkie wydarzenia związane z Paradą.
Jako Wielki Marszałek uczestniczyłem w szarfowaniach wielu kontyngentów. To wymagało czasu, obecności i zaangażowania, ale dawało też bardzo dużo satysfakcji. Mogłem zobaczyć, jak wiele osób w różnych miejscach pracuje społecznie, z serca, żeby polska tradycja była widoczna w Ameryce. Duże zobowiązanie, które działa w obie strony.
– Dużymi krokami zbliżamy się do kolejnej Parady. Co doradziłby pan tegorocznym marszałkom kontyngentów Parady Pułaskiego?
– Przede wszystkim doradziłbym im, żeby zapraszali ludzi. Trzeba zapraszać na paradę, na bale, na szarfowania i na wszystkie wydarzenia polonijne. Nie można czekać, aż ludzie sami przyjdą. Trzeba ich zachęcać, mówić im, że są potrzebni i że ta tradycja zależy od nas wszystkich.
Każdy marszałek potrzebuje pomocy. Nie da się wszystkiego zrobić samemu. Potrzebni są ludzie do organizacji, promocji, kontaktów, mediów społecznościowych, sprzedaży biletów i przygotowania wydarzeń. Bardzo ważne są dzisiaj social media, media polonijne i wszelkiego rodzaju promocja.
Jeśli chcemy, żeby ludzie przyszli, muszą wiedzieć, że coś się dzieje. Trzeba pokazywać, że Parada Pułaskiego jest żywa, ważna i otwarta dla wszystkich pokoleń. Tegorocznym marszałkom powiedziałbym więc: zapraszajcie ludzi, angażujcie młodych, korzystajcie z mediów i nie bójcie się prosić o pomoc. Parada Pułaskiego jest naszą wspólną sprawą.
– Od 35 lat mieszka pan w Stanach Zjednoczonych. Co było dla pana najważniejsze na początku emigracyjnej drogi?
– Przyjechałem do Ameryki w latach 90. Miałem wtedy 20 lat. Jak wielu ludzi z Polski przyjechałem za chlebem. Początki były bardzo ciężkie, bo trzeba było odnaleźć się w nowym kraju, w nowym języku, w zupełnie innych realiach. W tamtych czasach wielu Polaków przyjeżdżało z myślą, że zostaną tylko na chwilę, zarobią trochę pieniędzy i wrócą do Polski. Ja miałem trochę inne myślenie. Chciałem wykorzystać szansę, jaką dawała Ameryka, i zbudować tutaj coś trwałego.
– Pierwszym miejscem pana życia w Ameryce było Passaic w New Jersey. Dlaczego to miasto do dziś jest dla Pana tak ważne?
– Passaic zawsze będzie dla mnie szczególnym miejscem, bo tam zaczęła się moja amerykańska droga. To było pierwsze miasto, w którym zamieszkałem po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Tam poznawałem Amerykę, tam pracowałem, tam budowałem pierwsze relacje.
Passaic ma bardzo silny polonijny charakter. Jest tam parafia, są polskie rodziny, organizacje, ludzie, którzy pielęgnują tradycję. To miejsce do dziś jest mi bliskie, bo wiąże się z moimi początkami, z pracą, z parafią i z działalnością polonijną. Dla mnie Passaic to nie tylko punkt na mapie. To część mojej historii.
– Od 18 lat jest pan przewodniczącym kontyngentu z Passaic przy Sanktuarium św. Jana Pawła II przy Holy Rosary Church. Skąd bierze się pana zaangażowanie w życie Polonii?
– Duże znaczenie miało dla mnie spotkanie z księdzem Stefanem Lasem. Poznałem go wiele lat temu i dziś jesteśmy przyjaciółmi. To właśnie ksiądz zapytał mnie kiedyś czy chciałbym przewodzić tej organizacji. Zgodziłem się, chociaż wiedziałem, że to nie jest łatwe zadanie. Staram się prowadzić nasz kontyngent dobrze i odpowiedzialnie. Zależy mi na tym, żeby był ważny, widoczny i żeby ludzie chcieli się w niego angażować. Dzięki tej działalności poznałem też Jadzię Kopałę i Richarda Zawistnego. To osoby, które bardzo mi pomogły, wskazały drogę i pokazały, jak dużo pracy trzeba włożyć w działalność polonijną. Pamiętam, jak powiedziałem do Jadzi Kopały: „Jadzia, ja wiem, ile pracy trzeba w to włożyć. Nie wiem, czy jestem tą osobą”. A Jadzia odpowiedziała mi bardzo mądrze: „Jak po przyjęciu powiesz, że mnie nadal kochasz, i ja będę ciebie nadal kochać, to znaczy, że tak. Im więcej będziesz na polskich imprezach, tym milej będziesz to wspominał”. I miała rację. Jadzia dobrze wybrała, bo ona zna wszystkich i dobrze rozumie Polonię. To Jadzia Kopała, nasz proboszcz i Richard Zawistny mnie wybrali, nakierowali i dodali mi odwagi. Dzisiaj wiem, że było warto.
– Zaczynał pan jako pracownik w firmie Commercial Roofing, a po kilku latach stworzył pan własną firmę. Co było najtrudniejsze na początku budowania biznesu w Ameryce?
– Najtrudniejsze było to, że wszystko trzeba było budować od zera. Przez pierwsze pięć lat pracowałem w firmie Commercial Roofing. Uczyłem się pracy, rynku, odpowiedzialności i tego, jak funkcjonuje biznes w Stanach Zjednoczonych. Po pięciu latach firma, w której pracowałem, została zamknięta. Wtedy podjąłem decyzję, że zacznę własny biznes.
Nie było łatwo. Trzeba było zdobywać klientów, budować zaufanie, pracować bardzo ciężko i brać odpowiedzialność za każdą decyzję. Zaczynałem od trzech osób, trzeba było wszystko robić samemu. Dziś, po latach, mogę powiedzieć, że było warto.
Budujemy dużo. Od domów rodzinnych po duże obiekty i magazyny typu warehouse. Jestem bardzo zajęty, ale jestem też zadowolony. Mam sukces w biznesie i w rodzinie, a to dla mnie bardzo ważne.
– Dziś pana Arco Construction jest jedną z rozpoznawalnych firm na Wschodnim Wybrzeżu w branży dachów i elewacji. Z czego jest pan najbardziej dumny jako przedsiębiorca?
– Najbardziej jestem dumny z tego, że firma przetrwała, rozwinęła się i przez lata zbudowała dobrą opinię. W budownictwie reputacja jest bardzo ważna. Klienci muszą wiedzieć, że mogą na nas liczyć, że praca zostanie wykonana dobrze, profesjonalnie i terminowo. Dumny jestem również z ludzi, którzy tworzą firmę. Bez dobrego zespołu nie ma sukcesu. Arco Construction to nie tylko nazwa, ale lata pracy, doświadczenia i wspólnego wysiłku. Mam też firmę w Polsce, która przygotowuje rysunki i dokumentację dla naszych firm w Stanach Zjednoczonych. To jest dla mnie ważne, bo pokazuje, że można łączyć amerykański biznes z polskim potencjałem.
– Jest pan znany z zainteresowania technologią, innowacjami i nowoczesnymi rozwiązaniami w budownictwie. Jak bardzo zmieniła się ta branża od czasu, kiedy zaczynał pan swoją karierę?
– Branża budowlana zmieniła się ogromnie. Kiedy zaczynałem, wiele rzeczy wyglądało zupełnie inaczej. Dziś technologia odgrywa bardzo dużą rolę, zarówno w projektowaniu, jak i w materiałach, systemach dachowych, elewacjach czy organizacji pracy. Pojawiają się nowoczesne rozwiązania, nowe materiały, nowe standardy bezpieczeństwa i efektywności. Interesuję się tym, bo uważam, że firma musi iść z duchem czasu. Innowacje w budownictwie nie są tylko modą. One wpływają na jakość, trwałość i estetykę projektów. Jeśli człowiek chce się rozwijać, musi być ciekawy nowości i gotowy do nauki. To dotyczy zarówno biznesu, jak i życia.
– Ostatnio rozwija pan także działalność w gastronomii i organizacji eventów. Skąd pojawił się ten nowy pomysł i nowa pasja?
– To rzeczywiście nowy rozdział i nowa pasja. Przez lata byłem związany głównie z budownictwem, ale zawsze interesowały mnie różne formy działalności. Gastronomia i organizacja uroczystości to przestrzeń bardzo bliska ludziom. Tam liczy się atmosfera, gościnność, dobra obsługa i szczegóły, które sprawiają, że wydarzenie zostaje w pamięci.
Zainwestowałem w dwie restauracje. Jedna została już odnowiona i działa, druga jest w trakcie renowacji. To dla mnie ciekawe wyzwanie, bo łączy biznes z kontaktem z ludźmi i tworzeniem miejsca, do którego chce się wracać. Lubię nowe wyzwania. Człowiek nie powinien bać się rozwijać, jeśli widzi w czymś potencjał i ma do tego serce.
– W pana biografii ważne miejsce zajmuje wiara i rodzina. Jakie wartości wyniósł pan z domu rodzinnego od rodziców, Stanisława i Barbary?
– Wyniosłem przede wszystkim wiarę, pracowitość, szacunek do innych i odpowiedzialność za rodzinę. Rodzice nauczyli mnie, że człowiek powinien być uczciwy, powinien pomagać innym i nie powinien zapominać o swoich korzeniach. Te wartości są ze mną przez całe życie.
Wiara i rodzina są dla mnie fundamentem. Można odnieść sukces w biznesie, można dużo pracować, ale jeśli nie ma rodziny i wartości, to człowiekowi czegoś brakuje.
Jestem mężem i ojcem. Mój syn Noah działa już w biznesie, a córka Angelina dorasta w polsko-amerykańskiej rzeczywistości. Chciałbym, żeby młode pokolenie znało swoje korzenie i było z nich dumne.
– Co zatem chciałby pan przekazać młodemu pokoleniu Polonii, które urodziło się już w Ameryce, ale chce zachować więź z polskimi korzeniami?
– Chciałbym im powiedzieć, że polskość jest wartością. To nie jest coś, co przeszkadza w życiu w Ameryce. Przeciwnie, to daje siłę, tożsamość i dodatkową dumę. Można być dobrym obywatelem Ameryki i jednocześnie pamiętać o Polsce, mówić po polsku, znać historię swojej rodziny i uczestniczyć w życiu Polonii.
Bardzo mnie cieszy, że młoda Polonia wraca do polskości. W ostatnich kilku latach dołączyło do nas wielu młodych ludzi i to jest bardzo ważne. Widać, że czują się Polakami, chcą uczestniczyć w wydarzeniach, chcą być częścią tej wspólnoty. Widzimy też nową generację dzieci, które wspaniale mówią po polsku. To jest ogromna zasługa rodziców.
Rodzice wykonali wielką pracę, przekazując język, kulturę i tradycję. Pod tym względem wiele zmieniło się na lepsze. Najważniejsze jest, żeby młodych ludzi zapraszać i dawać im miejsce. Oni muszą czuć, że są potrzebni, że nie są tylko dodatkiem do starszego pokolenia, ale przyszłością naszej społeczności.
– Kiedy Piątą Aleją w Nowym Jorku przechodzi Parada Pułaskiego, co chciałby Pan, aby Amerykanie zobaczyli w Polonii? Tradycję, siłę, jedność, sukces czy wszystko razem?
– Chciałbym, żeby zobaczyli wszystko razem.
Polonia to tradycja, wiara, rodzina, ciężka praca, sukces i ogromny wkład w życie Ameryki. Jesteśmy społecznością, która wiele osiągnęła, ale nadal pamięta o swoich korzeniach. Bóg, honor, ojczyzna, to jest dla mnie najważniejsze. Wspaniałe hasło, jak jesteśmy mocni jako naród. Teraz wszyscy wiedzą, gdzie jest Polska, jesteśmy jedną z największych parad, ważne, żeby to kontynuować.
Od samego początku parady, od mszy, do śniadania i jak się wszystko skończyło, zapadła cisza, przeszły ostatnie kontyngenty. To było wspaniałe uczucie, jak to wszystko wspaniale było zorganizowane, wyjątkowe uczucie. Parada Pułaskiego jest wyjątkowym momentem, bo pokazuje naszą jedność. Idą dzieci, młodzież, organizacje, parafie, szkoły, przedsiębiorcy, całe rodziny. To piękny obraz Polonii.
Rozmawiała Agata Drogowska