Ten wzruszający moment w kościele zarejestrowany został przez wszystkich fotografów i dziennikarzy towarzyszących na Greenpoincie Karolowi Nawrockiemu i jego żonie. Moment, w którym Naczelna Prezes Korpusu Pomocniczego Pań przy Stowarzyszeniu Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, prawie stuletnia Helena Knapczyk, utonęła w objęciach prezydenta, a zwłaszcza jego małżonki. O czym rozmawiała z Pierwszą Damą Martą Nawrocką?
Pierwsza dama zapytała: „Jak się pani czuje? Czy czuje się pani dobrze?" A ja wtedy powiedziałam, że czuję się bardzo dobrze i podziękowałam jej za opiekę, jaką okazała mi na Monte Cassino bo dała mi tam koc i przytuliła mniea
– opowiada w rozmowie z „Super Expressem” pani Helena, wspominając majową wyprawę w rocznicę zwycięstwa II Korpusu gen. Władysława Andersa i otwarcia przez Polaków „drogi na Rzym".
W ogóle powiedziałam jej, że ich kocham ponad wszystko, że bardzo ich kocham. A pani prezydentowa powiedziała,że jest bardzo zadowolona, że jest z nami i ze mną. Że mnie widzi, cieszy się, że czuję się jeszcze dość dobrze, życzyła mi zdrowia i podziękowała, że przyszłam na mszę i na spotkanie z nimi
– relacjonuje z radością w głosie pani Helena.
Przyznaje, że rozmawiała też z prezydentem.
Dziękowałam mu za książki
– mówi, wyjaśniając, że chodzi o autobiograficzną książkę, w której z nieżyjącym już mężem Wincentym Knapczykiem spisali swoje, wcale niełatwe losy. Wojenna zawierucha, wywózka na Syberię, wyjście z ZSRR razem z Armią Andersa. Wincenty Knapczyk jako żołnierz, a pani Helena jako sierota. Los nie tylko ich, ale i dziesiątek tysięcy innych Polaków z Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej.
Zostały wydrukowane w Polsce i przyleciały razem z panem prezydentem jego samolotem. I pan prezydent bardzo się ucieszył i powiedział mi, że on też się bardzo cieszy, że mógł mi je przywieźć
– mówi.
Przyznaje, że bardzo przeżyła możliwość rozmowy i tego spotkania.
To była piękna, piękna chwila dla mnie i dla całej Polonii. My wszyscy, którzy byliśmy wtedy w kościele, powinniśmy naprawdę podziękować Bogu, że mogliśmy znaleźć się w takim miejscu, z takimi ludźmi i z tak piękną modlitwą, bo modliliśmy się wszyscy. A kiedy chór śpiewał „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” to bardzo to przeżyliśmy. Ja bardzo to przeżyłam i myślę, że inni też
– dodaje. Zaraz potem stwierdza, że Polonia też nie może się poddawać i zaniedbywać swoich spraw. Że trzeba znaleźć nowe siły i inspiracje, że należy być dumnym ze swojego pochodzenia i trzymać się razem, tak jak kiedyś.
Pani Helena zdradza, że ta wizyta pary prezydenckiej dodała jej sił i optymizmu. Po raz kolejny przyznaje, że była bardzo szczęśliwa i wzruszona.
Znaleźć się w ramionach takiej pięknej, naszej Pierwszej Damy, a ona uściskała mnie tak, że brak mi słów... kto by to inaczej przeżywał?
– mówi.
Jak to się stało, że ja doczekałam tych lat i taka prosta kobieta jak ja ma do czynienia z takimi osobistościami i czuję tyle miłości od głowy państwa polskiego i od wszystkich innych? Prawda?
- upewnia się pani Helena i podkreśla, że prezydenta i pierwszą damę powinno się „naprawdę szanować”, przywołując doniesienia o rozmaitych atakach na parę prezydencką.
Ja nie wiem, ludzie, opamiętajmy się. Nic nie osiągnie się przez takie poniżanie kogoś i przez to stajemy się takim, przepraszam, że to powiem, podłym narodem
- mówi i dzieli się radą dla wszystkich:
Szanuj drugiego, potrzebny jest szacunek i dobre słowo. Potrzebna jest miłość i to w takich czasach jest bardzo ważne. Od razu każdy myśli inaczej o takich ludziach.
Nestorka Polonii przyznaje, że w chwile kościele były bardzo ważne i wzruszające.
W tym kościele byłam bardzo, bardzo szczęśliwa. Taka byłam szczęśliwa, że mogłam jeszcze raz tam być, spotkać się z parą prezydencką, modlić się z nimi i razem ze wszystkimi zgromadzonymi w kościele ludźmi
- mówi, a w jej głosie słychać wzruszenie, choć za chwilę pobrzmiewa w nim także troska, bo jak tłumaczy, bardzo leży jej na sercu los Polonii i przyszłość organizacji polonijnych.
Kazanie było przepiękne. Bardzo dobrze biskup powiedział. Powiedział to, co ja zawsze myślę. Dlaczego dawniej było tak, a dzisiaj jest zupełnie inaczej? Musimy się poważnie nad tym zastanowić, naprawdę poważnie, gdzie został popełniony błąd? Co my robimy źle, że nie wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli? Czy brakuje nam sił? Sama nie wiem, czy brakuje nam siły, czy odwagi, czy wiedzy, aby działać skutecznie i na dużą skalę w naszym życiu polonijnym, tak jak robili to nasi poprzednicy
– zastanawia się. Ma na myśli malejącą liczbę aktywnych członków organizacji, polonijne budynki, które przechodzą w obce ręce. Martwi ją coraz mniejsza liczba wiernych w kościołach, znikające polskie parafie i szkoły oraz malejąca liczba młodzieży uczęszczającej do tych szkół. Uważa, że Polonię czeka ciężka praca na rzecz zachowania polskiej tradycji, wiary i dorobku poprzednich pokoleń.
Dużo mamy do zrobienia, ale musimy wspólnie zastanowić się, jak to zrobimy, żeby to powstrzymać i móc pochwalić się jakimiś postępami, tak jak było 100 czy 200 lat temu
– stwierdza i wskazuje, żeby spojrzeć na Amerykę.
250 lat i ogrom rzeczy, których przez ten czas dokonała. A dlaczego my teraz tak gubimy te budynki, gubimy młodzież, gubimy organizacje i rozwija się między nami wielka nienawiść?
– pyta i mówi, że chodzi jej o coraz niższy poziom debaty publicznej w Polsce, który przez telewizję i prasę przenosi się także do Polonii i skłóca ludzi.
Ja nie jestem z tego w ogóle zadowolona. Kiedy tak myślę i porównuję swoje życie, to jakim żyłam, gdy byłam młoda, ludzi, z którymi pracowałam i których słuchałam - starszych wtedy ode mnie - z tym, co jest dzisiaj... Podziwiałam tę starą Polonię i dziękuję jej za wszystko. Za to, kim byli i co robili. Tego dzisiaj nie mamy. A przecież musimy być podobni do nich. Przebudzić się i łączyć. Tylko wtedy będziemy w stanie coś więcej zrobić
– stwierdza pani Helena i gdy wypowiada te słowa, czuć w jej głosie siłę i przekonanie. Zaraz potem da się jednak słyszeć odrobinę zwątpienia.
Zachowujemy się tak, jakbyśmy się zatrzymali. Jakie są te organizacje teraz? Dlaczego kurczą się z roku na rok? Nowi członkowie nie zapisują się i nie chcą dołączać. Budynki giną, kościoły giną, szkoły giną
- żali się i znów pyta:
Pomyślmy, co jest? Gdzie popełniliśmy błąd?