Dla Zbigniewa Rybczyńskiego była to już piąta wizyta na Oscarach. Laureat Nagrody Akademii z 1983 roku za film „Tango” i wieloletni członek Akademii przyznaje, że udział w gali to przywilej, nawet dla jej członków.
– Członków jest około 9-10 tysięcy, a teatr jest niewielki. Dlatego co roku jest loteria, nie każdy może się pojawić – tłumaczy Rybczyński. – Głosuję co roku, ale nie zawsze mogę być na miejscu – mówi nam.
Spotkania, które zostają na lata
Dla polskiego artysty, który od wielu lat mieszka i tworzy w USA, jednym z najważniejszych momentów wieczoru było spotkanie z Maciejem Szczerbowskim, którego film został nagrodzony Oscarem w tej samej kategorii, w której ponad cztery dekady wcześniej zwyciężył Rybczyński. Polsko-kanadyjski reżyser i twórca animacji, urodzony w Poznaniu, zdobył Oscara za najlepszy krótkometrażowy film animowany. Statuetkę odebrał wspólnie z Chrisem Lavisem za film „The Girl Who Cried Pearls”. Podczas konferencji prasowej po ceremonii nie zapomniał o swoim rodzinnym mieście. - Chciałbym podziękować Polsce. Poznaniaki, kocham was! Dziękuję, że mnie od czasu do czasu zapraszacie – powiedział po polsku.
Bardzo nam się jego film podobał. Zbyszek, jako członek Academy, głosował właśnie na ten tytuł. Rozmawialiśmy z Maćkiem w palarni
– wspominają Dorota i Zbigniew. Spotkanie szybko nabrało osobistego charakteru.
Zaskoczyło mnie, że Maciek świetnie mnie znał i bardzo ciepło się ze mną przywitał
– mówi Rybczyński.
Powiedział, że spotkaliśmy się już 18 lat temu w Poznaniu, na festiwalu Animator
– dodaje.
Zbieg okoliczności i nieoczekiwana pamiątka
Równie ważna była rozmowa z Pavlem Talankinem, współtwórcą nagrodzonego Oscarem dokumentu „Mr Nobody Against Putin”.
To właśnie ten film podobał mi się najbardziej spośród tegorocznych tytułów. Rozmawiałem z Pavlem, na niego również głosowałem
– mówi Rybczyński.
Nie zabrakło także spotkania z Małgosią Turzańską, nominowaną za kostiumy do filmu Hamnet, jednym z ważniejszych europejskich akcentów tegorocznej gali. Rozmowa z artystką obojgu zapadnie w pamięć, podobnie jak cała gala. Z powodu sukni Doroty, którą sama zaprojektowała i wykonała. W drodze na ceremonię okazało się, że w materiale została szpilka, która zaczęła ją boleśnie uwierać.
Nie mieliśmy przy sobie nic, czym można by to naprawić
– wspominają. Pomoc przyszła dopiero na miejscu.
Małgosia Turzańska uratowała sytuację, miała na sobie sukienkę z agrafkami i naprawiła suknię Doroty. To był naprawdę zabawny zbieg okoliczności
– mówią, śmiejąc się, że dziś ta drobna rzecz ma wyjątkową wartość.
To nasza najcenniejsza pamiątka z Oscarów, srebrna agrafka od Małgosi
– zapewniają.
Gala oglądana zza kulis
Choć dla widzów Oscary to spektakl pełen emocji, dla uczestników wyglądają zupełnie inaczej.
Większość gali spędziliśmy w kuluarach, bo tam dzieje się najwięcej. To tam można naprawdę porozmawiać, spotkać ludzi z branży, wymienić się doświadczeniami
mówią Dorota i Zbig, którzy oglądali Oscary na monitorach. Rybczyński, który widział galę już wielokrotnie, nie ma wątpliwości:
Po pięciu wizytach mogę powiedzieć jedno, sama ceremonia niewiele się zmienia. Najważniejsze rzeczy zawsze dzieją się poza sceną.
Jak mówią Dorota i Zbigniew, nominowani siedzą na dole teatru i czekają na ogłoszenie wyników, podczas gdy część widowni zajmują tzw. „wypełniacze”. Tegoroczna oprawa wizualna nie zrobiła na nich dużego wrażenia.
Dekoracje były uboższe niż podczas gali w 2019 roku. Za to jedzenie było lepsze, więcej przekąsek
- stwierdzają zgodnie.
Nowe zasady, więcej kontroli
Największe zmiany dotyczą dziś organizacji wydarzenia.
Nie ma już fizycznych biletów, wszystko działa przez telefon. Informacje dostaliśmy dopiero dwa dni wcześniej. Bez odpowiednich danych nie dało się ani wejść, ani nawet dojechać na galę
– mówi Rybczyński.. Do tego dochodzą znacznie ostrzejsze zabezpieczenia.
Można było dojechać właściwie tylko jedną ulicą. Wszystko jest dziś dużo bardziej kontrolowane niż kiedyś
– słyszymy.
Choć oscarowy wieczór dla wielu osób „przeciąga się do rana”, Dorota i Zbig, wybrali inne zakończenie, zamiast afterparty. - Było bardzo gorąco, więc wróciliśmy pieszo do hotelu – opowiadają. Spacer przez nocne Los Angeles okazał się jedną z najprzyjemniejszych części całego dnia.
Zrobiliśmy sobie zdjęcie z policjantami, podziękowaliśmy im za pracę. Ludzie na ulicy pytali: 'Z jakiego jesteście filmu?'
– śmieją się.
Czy Oscar nadal „zmienia wszystko”? Choć prestiż nagrody pozostaje ogromny, jej realne znaczenie, zdaniem Rybczyńskiego, ewoluowało.
Dla aktorów to nadal potężna promocja. Dla innych twórców wygląda to inaczej
– mówi. Oscar otwiera drzwi i podnosi prestiż, ale nie gwarantuje pracy.
W Stanach produkcje są finansowane prywatnie i działają według własnych układów
– twierdzi artysta.