„Super Express”: Twój film „Can’t Let It Go” po pokazach na Brooklynie w Nowym Jorku trafił do Oklahomy. Jak amerykańska publiczność reaguje na historię przedstawioną w filmie?
Roy Szuper: - Publiczność reaguje bardzo entuzjastycznie, szczególnie w Nowym Jorku. Było to dla mnie wyjątkowe doświadczenie, bo film oglądali również moi bliscy, przyjaciele oraz członkowie ekipy. Widzowie śmiali się dokładnie w tych momentach, w których powinni, a dla twórcy to ogromna satysfakcja. Kiedy ludzie doceniają twoją pracę, czujesz, że wszystkie poświęcenia miały sens. W moim przypadku także finansowe, bo w dużej mierze sam sfinansowałem ten film. Bardzo ciekawie było też na Florydzie, gdzie po projekcji wywiązała się gorąca dyskusja polityczna między Kubańczykami i Wenezuelczykami. Właśnie takie rozmowy chciałem wywołać tym filmem. Sesja pytań i odpowiedzi trwała ponad godzinę.
- Twoi rodzice pochodzą z Polski. Jak wyglądało dorastanie w USA w rodzinie z polskimi korzeniami?
- W domu mówiło się głównie po polsku, więc był to właściwie mój pierwszy język. Moi rodzice przyjechali do Stanów jako nastolatkowie i wciąż uczyli się angielskiego. Dopiero w przedszkolu zacząłem mówić po angielsku. Uważam, że to ogromne szczęście dorastać w dwóch kulturach. Dzięki temu mam bardziej międzynarodowe spojrzenie na świat. Znajomość polskiego pomogła mi też później uczyć się innych języków, jak francuski czy hiszpański.
- Jakie polskie tradycje lub wspomnienia z dzieciństwa pamiętasz najbardziej?
- Najbardziej pamiętam kuchnię moich babć. Obie przygotowywały w święta ogromne, tradycyjne polskie posiłki. Do dziś bardzo często jem polskie jedzenie. Pamiętam też tradycję święcenia pokarmów przed Wielkanocą oraz kolędy, które śpiewaliśmy w Boże Narodzenie. Z domu wyniosłem również silną etykę pracy, obie strony mojej rodziny były bardzo pracowite. Ta cecha bardzo pomogła mi przy realizacji filmu.
- Jakie polskie potrawy najbardziej kojarzą ci się z dzieciństwem?
- Pierogi, gołąbki i bigos. Pamiętam też kanapki z sardynkami, które robiła mi do szkoły moja babcia. Czasami koledzy się ze mnie śmiali, bo ich lunch był zupełnie inny. Bardzo dobrze pamiętam też, jak tłumaczyłem babci z angielskiego na polski amerykańskie telenowele. Musiałem robić to codziennie!
- Czyli język polski był ważny w twoim domu?
- Tak, ponieważ w ten sposób rozmawiałem z rodziną, zwłaszcza z dziadkami, którzy słabo znali angielski.
ZOBACZ GALERIĘ: Roy Szuper wystąpi na pokazie swojego filmu na Greenpoincie
- Jesteś Amerykaninem, ale jesteś coraz bardziej widoczny w polskim środowisku. Czyżby z czasem twoje polskie korzenie stały się dla ciebie ważniejsze?
- Zdecydowanie tak. W ostatnich latach poznałem wielu nowych polskich przyjaciół, staram się o polskie obywatelstwo i regularnie uczestniczę w wydarzeniach organizowanych przez polski konsulat. Latem spędziłem też dwa tygodnie w Polsce z moim młodszym synem. Chciałem pokazać mu nasze rodzinne korzenie. Nie byłem w Polsce ponad 25 lat, ale teraz planuję wracać tam co roku.
- Wychowałeś jednego syna jako samotny ojciec. Teraz wychowujesz drugiego, pięcioletniego. Jak przekazujesz mu polską część rodzinnej historii?
- Staram się czytać z nim polskie książki i pokazywać mu polską kulturę oraz jedzenie. Zna już trochę polski, a kolejne podróże do Polski na pewno mu w tym pomogą. Jednym z jego najpiękniejszych wspomnień jest spotkanie z kuzynami w Polsce. Mieszkają niedaleko Katowic. Spędziliśmy razem kilka dni. Stefan bardzo lubi polskie jedzenie, zwłaszcza pierogi.
- Wspominałeś, że chciałbyś, aby twój syn mówił po polsku. Dlaczego to dla ciebie takie ważne?
- Chciałbym, żeby mógł w pełni uczestniczyć w naszej kulturze. Nie wszyscy nasi krewni w Polsce mówią po angielsku, więc znajomość języka bardzo ułatwiłaby mu kontakt z rodziną.
- Opowiadasz mu historie o swoich dziadkach i rodzinie?
- Tak. Opowiadam mu o moich dziadkach, którzy bardzo pomogli mnie wychować, oraz o tym, że oboje moi rodzice są Polakami. Stefan często widuje się też z moim ojcem, grają razem w szachy i czytają polskie książki. Po raz pierwszy spotkał także moją mamę podczas naszej podróży do Polski w zeszłym roku. Nawet jego imię, Stefan, wybrałem z myślą o jego polskich korzeniach.
- Pracujesz nad kolejnym filmem o samotnym ojcu wychowującym syna. To osobista historia?
- Bardzo osobista. Film powstaje na podstawie książki, którą właśnie kończę. Opowiada o moim życiu jako młodego, samotnego ojca. Po raz pierwszy zostałem ojcem w wieku dwudziestu kilku lat i musiałem bardzo szybko dorosnąć. Wiedziałem, że mój syn mnie potrzebuje. Byłem dla niego nie tylko ojcem, ale też przyjacielem, starszym bratem, trenerem tenisa i życiowym doradcą. Do dziś jesteśmy bardzo blisko.
- Czy twoje polskie korzenie wpływają na historie, które opowiadasz jako reżyser?
- Myślę, że tak. W pewnym sensie czuję się bardziej Europejczykiem niż Amerykaninem. Postrzegam siebie jako syna polskich imigrantów i dlatego jestem szczególnie wrażliwy na temat imigracji. Moi rodzice i dziadkowie wykazali się ogromną odwagą, zostawiając wszystko i zaczynając nowe życie w Stanach Zjednoczonych. Staram się tę historię i wartości przekazywać dalej. Zrealizowałem nawet film „Charcoal”, opowiadający o rasowym profilowaniu, którego moja rodzina doświadczyła dwa dni po zamachach z 11 września.
- Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agata Drogowska