Uczy dzieci w niewielkim Hewitt w New Jersey. „Z małej szkoły wyrosła prawdziwa polonijna wspólnota”

Dwadzieścia lat temu po raz pierwszy stanęła na Piątej Alei podczas Parady Pułaskiego jako młoda mama, która dopiero zaczynała swoje życie w Stanach Zjednoczonych. W tym roku przejdzie tą samą aleją na czele kontyngentu Hewitt w New Jersey jako jego marszałek. Natalia Juszczak, nauczycielka, związana z Polską Szkołą Dokształcającą im. św. Maksymiliana Marii Kolbego, opowiada „Super Expressowi” o wychowywaniu kolejnych pokoleń Polaków w Ameryce, nowoczesnym patriotyzmie, znaczeniu polskiej szkoły i o tym, dlaczego młodzi ludzie nie muszą wybierać między polską a amerykańską tożsamością.

„Super Express”: – Pani Natalio, została pani wybrana Marszałkiem kontyngentu Hewitt na Paradę Pułaskiego 2026. Co to wyróżnienie dla pani oznacza i jak zareagowała pani na wiadomość o wyborze?

– To dla mnie ogromny zaszczyt i bardzo osobiste wyróżnienie, ponieważ Parada Pułaskiego od wielu lat zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Dokładnie 20 lat temu, rok po naszym przyjeździe do Stanów Zjednoczonych, po raz pierwszy stanęliśmy na Piątej Alei razem z moim mężem, naszą czteroletnią wtedy córką Amelią i moimi rodzicami. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że właśnie zaczyna się nasza piękna rodzinna tradycja. Przez kolejne lata co roku wracaliśmy na Paradę, najpierw z Polską Szkołą w Garfield, w której pracowałam blisko 15 lat, a od pięciu lat razem z naszą szkołą w Hewitt. Dlatego kiedy zostałam wybrana marszałkiem byłam naprawdę wzruszona.

Przypomniałam sobie wtedy o tej młodej kobiecie, która w 2006 roku po raz pierwszy uczestniczyła w tym niezwykłym święcie Polonii, niepewna jeszcze, co przyniesie jej życie w Ameryce. Nie przypuszczałam wtedy, że pewnego dnia będę miała zaszczyt iść na czele kontyngentu. To niezwykłe uczucie i piękny przykład tego, jak życie potrafi zatoczyć koło.

– Od lat jest pani związana z edukacją polonijną. Czy traktuje pani wybór na marszałka również jako wyróżnienie dla nauczycieli, rodziców i całej społeczności skupionej wokół szkoły w Hewitt?

– Zdecydowanie tak. Przy każdej okazji podkreślam, że nie traktuję tego wyłącznie jako mojego osobistego wyróżnienia. To właśnie dzięki polskiej szkole mogę robić to, co kocham, i w dużej mierze dzięki niej jestem dzisiaj w tym miejscu. Dlatego chciałabym, aby nauczyciele, księża, rodzice, dzieci i wszystkie osoby związane z naszą szkołą traktowały ten wybór jako wyróżnienie dla całej naszej społeczności. Ja po prostu mam zaszczyt ją reprezentować.

Mam ogromne szczęście pracować z ludźmi, którzy wkładają w tę szkołę mnóstwo serca. Rodzice powierzają nam swoje dzieci i razem z nami budują tę społeczność, a dzieci są największą inspiracją do tego, co robimy. To właśnie dla nich staramy się tworzyć żywą tradycję, wspólne wspomnienia i poczucie dumy z polskich korzeni. Dlatego szarfę Marszałka przyjęłam z ogromną radością, ale symbolicznie dzielę się nią z całą naszą szkołą i społecznością w Hewitt.

– Jako nauczycielka ma pani szczególny kontakt z młodym pokoleniem Polonii. Czy dzieci urodzone i wychowane w Stanach Zjednoczonych nadal czują więź z Polską i są dumne ze swoich polskich korzeni?

– Tak, choć ich polskość jest inna niż polskość ich rodziców czy dziadków. Ameryka jest ich domem, a coraz częściej także ich rodzice są już pokoleniem urodzonym tutaj.

W wielu rodzinach jedno z rodziców nie ma polskiego pochodzenia, więc ta więź z Polską naturalnie wygląda dziś inaczej. A jednak widzę wiele przykładów na to, że jest wciąż bardzo silna. 

Nasze polskie dzieci chętnie spędzają wakacje w Polsce, mają tam kuzynów i przyjaciół, z którymi utrzymują kontakt. Znam młodych ludzi urodzonych tutaj, którzy wybrali studia w Polsce, a nawet zdecydowali się tam zamieszkać. Nasi uczniowie zdają również egzaminy z języka polskiego w swoich amerykańskich szkołach. Później, już na studiach, wielu z nich dołącza do polskich klubów lub sami je organizują. To pokazuje, że z czasem polskość przestaje być czymś, o co dbają za nich rodzice, a staje się ich własnym wyborem.

Niedawno na 10. urodzinach mojej bratanicy, obok „Happy Birthday”, oczywiście pojawiło się nasze „Sto lat”. Okazało się, że polskie dziewczynki nauczyły wcześniej swoje amerykańskie koleżanki śpiewać „Sto lat” po polsku. Takie chwile pokazują, że młodzi nie tylko zachowują swoją polskość, ale również z dumą dzielą się nią z innymi. Ich polskość może wyglądać inaczej niż nasza, ale jest ich własna i właśnie to jest najważniejsze.

– Polska szkoła w Hewitt jest stosunkowo młoda, a jednak bardzo szybko się rozwija. Co sprawiło, że Polonia w tej części New Jersey tak bardzo potrzebowała własnej szkoły i miejsca, w którym dzieci mogą poznawać język, historię i kulturę Polski?

– Kiedy pięć lat temu, wraz z księdzem Kamilem Stachowiakiem, tworzyliśmy szkołę w Hewitt, wiedzieliśmy, że w okolicy mieszkają polskie rodziny, ale nie przypuszczaliśmy, jak szybko ta społeczność będzie się rozwijać.

W ostatnich latach coraz więcej młodych rodzin z dziećmi przeprowadza się w te okolice z bardziej zurbanizowanych części New Jersey i Nowego Jorku, szukając spokojniejszego miejsca do życia i wychowywania dzieci. W pierwszym roku do naszej szkoły dołączyło nieco ponad 20 rodzin, dziś jest ich ponad 60, a liczba uczniów przekroczyła 100.

Rodzicom zależy nie tylko na nauce języka, historii i kultury, ale również na tym, aby dzieci miały kontakt z rówieśnikami o podobnych korzeniach i czuły się częścią polskiej wspólnoty.

Ogromne znaczenie ma to, że szkoła działa przy Polskiej Misji Katolickiej. Dzięki temu możemy pielęgnować nie tylko język i kulturę, ale także wiarę i polskie tradycje religijne. Nasze rodziny uczestniczą we mszach świętych w języku polskim, a dzieci mogą również przygotowywać się po polsku do przyjęcia sakramentów. Dziś szkoła jest miejscem, które łączy polskie rodziny, buduje przyjaźnie i pozwala wspólnie pielęgnować język, wiarę i tradycje. Z małej szkoły wyrosła prawdziwa polonijna wspólnota.

– Czy dzisiaj trudniej jest przekonać młodych ludzi, że znajomość języka polskiego oraz historii kraju ich rodziców i dziadków jest wartością, którą warto zachować? Jak pani jako pedagog stara się zainteresować ich Polską?

– Na pewno nie można już uczyć dzieci wyłącznie z podręcznika i oczekiwać, że to je zainteresuje.

Dzisiaj jako nauczyciele mamy znacznie więcej możliwości i pomocy dydaktycznych, dzięki którym łatwiej zainteresować dzieci Polską.

Staram się więc urozmaicać lekcje, korzystając z materiałów multimedialnych, gier i obrazów. Słuchamy polskich piosenek, śpiewamy po polsku, oglądamy filmy i materiały związane z omawianymi tematami. Kiedy poznajemy historię czy ważne miejsca w Polsce, staram się przedstawiać je tak, aby nie były tylko nazwą czy datą z podręcznika, ale czymś, co dzieci mogą zobaczyć, usłyszeć i dzięki temu lepiej zapamiętać. Często przypominam też dzieciom, jak wielki dar otrzymują od rodziców, dorastając z dwoma językami. Co roku w naszej szkole obchodzimy Polonijny Dzień Dwujęzyczności. Chcemy, aby był to dla dzieci radosny dzień, w którym szczególnie podkreślamy, że dwujęzyczność jest ich atutem, a to święto jest właśnie dla nich. Dzięki znajomości polskiego mogą rozmawiać z rodziną w Polsce, lepiej poznawać kulturę, a podczas pobytu w kraju czuć się swobodnie. Najbardziej zależy mi na tym, aby z czasem same odkryły, że język, historia i kultura Polski nie są tylko przedmiotami, których uczą się w sobotę, ale częścią ich własnej historii i czymś, z czego mogą być dumne.

– Parada Pułaskiego jest jednym z największych polonijnych wydarzeń w Stanach Zjednoczonych. Jak chciałaby pani zachęcić swoich uczniów i młode rodziny z Hewitt do udziału w przemarszu Piątą Aleją?

– Co roku bardzo zachęcamy rodziny z naszej szkoły do udziału w Paradzie. Podczas rozpoczęcia roku szkolnego zapraszamy Marszałka oraz przedstawicieli Komitetu Parady Kontyngentu Hewitt, którzy osobiście zapraszają dzieci i rodziców do wspólnego świętowania na Piątej Alei. Nasz Komitet wspaniale dba o to, aby udział w Paradzie był dla całych rodzin nie tylko patriotycznym, ale również radosnym wydarzeniem. Mamy zapewnione autobusy do Nowego Jorku, pięknie udekorowaną platformę, na której mogą jechać dzieci, a po powrocie do Hewitt czeka na wszystkich wspólny posiłek. Dla dzieci już sama podróż autobusem z kolegami, przejazd platformą przez Manhattan i wspólne świętowanie są ogromną atrakcją. A jednocześnie na Piątej Alei widzą tysiące ludzi, których łączą polskie korzenie, i mogą poczuć, że są częścią znacznie większej polonijnej wspólnoty.

Dzieci być może nie będą pamiętały każdej lekcji z polskiej szkoły, ale zapamiętają biało-czerwone flagi, muzykę, wspólny marsz i emocje, które temu towarzyszą. Właśnie takie doświadczenia budują więź z polskością poprzez radość, poczucie przynależności i wspólne wspomnienia. I właśnie to staramy się przekazać rodzinom, które jeszcze nigdy nie miały okazji przeżyć Parady razem z nami.

– Tegoroczne hasło Parady odwołuje się do wolności oraz postaci generałów Kazimierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszki. Jak rozmawiać z młodymi Polakami w Ameryce o patriotyzmie, żeby nie był dla nich tylko lekcją historii, ale czymś żywym i współczesnym?

– Pułaski i Kościuszko są ważnymi bohaterami dla młodych Polaków wychowanych w Ameryce, ponieważ ich historie łączą Polskę i Stany Zjednoczone. Ich życie pokazuje, że patriotyzm i przywiązanie do własnej ojczyzny mogą iść w parze z walką o wolność i dobro innych narodów. Myślę, że rozmawiając z młodymi ludźmi o patriotyzmie, warto pokazywać im, że nie oznacza on tylko walki o ojczyznę czy znajomości historii. To również szacunek do języka, tradycji i historii swojej rodziny, zainteresowanie tym, skąd pochodzili nasi rodzice i dziadkowie, ale także odpowiedzialność za miejsce i społeczność, w której dzisiaj żyjemy.

Ważne jest, aby młodzi rozumieli, że patriotyzm nie ujawnia się tylko w przełomowych momentach historii czy podczas wielkich narodowych wydarzeń. Możemy okazywać go każdego dnia poprzez nasze wybory i postawę, pielęgnowanie języka i tradycji oraz pamięć o swoich korzeniach.

– Czym dla pani jest nowoczesny patriotyzm na emigracji? Można być jednocześnie dumnym Amerykaninem i dumnym Polakiem, pielęgnując obie kultury i tradycje?

– Oczywiście. Te dwie tożsamości nie tylko się nie wykluczają, ale mogą się pięknie uzupełniać. Od ponad 20 lat budujemy nasze życie w Stanach Zjednoczonych. Tutaj dorastała nasza córka, tutaj pracujemy, mamy przyjaciół i społeczność, która stała się ważną częścią naszego życia. Jednocześnie Polska pozostaje nam bardzo bliska. Tam są nasze korzenie, nasza rodzina, wspomnienia i miejsca, do których zawsze z radością wracamy.

Dla mnie nowoczesny patriotyzm na emigracji to właśnie umiejętność połączenia tych dwóch światów, wdzięczności i szacunku dla kraju, w którym żyjemy i który stał się naszym domem, z miłością do Polski i pamięcią o tym, skąd pochodzimy. Nie musimy wybierać między jedną a drugą tożsamością. Możemy być dumni z obu i przekazywać to poczucie naszym dzieciom.

– Hewitt i okolice przyciągają coraz więcej polskich rodzin. Jak zmienia się tutejsza Polonia i czego, Pani zdaniem, najbardziej potrzebuje dzisiaj polska społeczność w tej części New Jersey?

– Myślę, że zmiany, które obserwujemy w Hewitt i okolicach, są częścią szerszego procesu zachodzącego w całej Polonii amerykańskiej.

Coraz większą część Polonii stanowią kolejne pokolenia urodzone już w Stanach Zjednoczonych. Coraz częściej spotykamy też rodziny mieszane, w których tylko jedno z rodziców ma polskie pochodzenie. To naturalnie zmienia potrzeby naszej społeczności, ale również sposób, w jaki musimy przekazywać polskość kolejnym pokoleniom.

Dlatego szczególnie potrzebujemy miejsc i inicjatyw, które będą nas łączyć i dawać poczucie przynależności. W Hewitt taką rolę pełnią Polska Misja Katolicka i nasza szkoła. Ludzie przychodzą tutaj nie tylko na mszę czy przywożą dzieci na lekcje. Poznają się, nawiązują przyjaźnie, wspierają się i wspólnie organizują różne wydarzenia.

Jeśli chcemy, żeby polskość przetrwała w kolejnych pokoleniach Polaków w USA, musimy nie tylko uczyć o niej nasze dzieci, ale również tworzyć wspólnotę, której same będą chciały być częścią.

– Jak chciałaby pani wykorzystać czas pełnienia funkcji Marszałka? Czy są inicjatywy związane z polską szkołą, młodzieżą lub integracją Polonii, które szczególnie chciałaby pani promować?

– Najbardziej zależy mi na promowaniu polonijnej edukacji i angażowaniu młodego pokolenia. Chciałabym wykorzystać nie tylko ten rok, ale również każdy kolejny, aby pokazywać, że polskie szkoły nie są jedynie miejscem, gdzie dzieci przez kilka godzin w sobotę uczą się języka czy historii. Mają ogromny wpływ na to, czy język, kultura i polskie tradycje będą obecne również w życiu kolejnych pokoleń. Chciałabym również zachęcać całe rodziny do aktywnego uczestnictwa w życiu Polonii i wspierać inicjatywy, które łączą ludzi i pokolenia. Parada jest tego pięknym przykładem. Dziadkowie, rodzice i dzieci mogą razem maszerować Piątą Aleją, tworząc rodzinne tradycje i wspomnienia, które zostają na całe życie. Jeżeli funkcja marszałka pozwoli mi jeszcze głośniej mówić o znaczeniu polonijnej edukacji, zachęcić młodych ludzi do większego zaangażowania i choć trochę przyczynić się do wzmacniania naszej wspólnoty, będzie to dla mnie największa wartość tego wyróżnienia.

– Za działalność na rzecz polskiej edukacji została pani wyróżniona Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Co daje Pani największą satysfakcję w tej pracy?

– Medal Komisji Edukacji Narodowej jest jednym z najważniejszych wyróżnień przyznawanych zarówno nauczycielom pracującym w Polsce, jak i osobom zaangażowanym w edukację polonijną poza jej granicami. Dlatego znalezienie się w gronie osób uhonorowanych tym medalem jest dla mnie ogromnym zaszczytem. Medale przyznawane nauczycielom polonijnym są wyrazem uznania dla ich pracy i potwierdzeniem, że wysiłek wkładany w nauczanie jest dostrzegany i ceniony również w Polsce.Jednak po tylu latach pracy mogę powiedzieć, że największą nagrodą są dla mnie relacje z uczniami i świadomość, że pozostawiło się w ich życiu choć mały, pozytywny ślad. Ogromną radość dają mi zwyczajne, codzienne momenty, każdy nawet najmniejszy postęp w nauce, dziecko, które z dumą przeczyta po polsku coś, co wcześniej sprawiało mu trudność, uśmiech po udanym występie czy zwykły uścisk i radosne „dzień dobry” w sobotni poranek. To właśnie z takich drobnych chwil składa się dla mnie największa satysfakcja z bycia nauczycielem.

Najpiękniejsze są też chwile, kiedy po latach spotykam swoich uczniów już jako dorosłych ludzi i widzę, że mówią po polsku, pamiętają polską szkołę i wspominają ją z sentymentem.

Jedna z moich dawnych uczennic z polskiej szkoły w Garfield dzisiaj przyprowadza własne dzieci do naszej szkoły w Hewitt. To dla mnie niezwykle wzruszające, widzieć, że to, co kiedyś staraliśmy się przekazać naszym uczniom, dziś oni sami chcą przekazywać swoim dzieciom.

– Kiedy 4 października stanie pani na Piątej Alei jako Marszałek Hewitt, kto będzie maszerował obok pani i jakie przesłanie chciałaby pani tego dnia przekazać Polonii, szczególnie najmłodszemu pokoleniu Polaków w Ameryce?

– To będzie dla mnie bardzo radosny i niezapomniany moment, ponieważ obok mnie będą ci, z którymi dzielę tę historię, mój mąż Robert, córka Amelia, moja mama, która specjalnie na to wydarzenie przyleci z Polski, a także rodzina i przyjaciele. Będą ze mną również nasi uczniowie, nauczyciele, rodzice, księża oraz cała społeczność skupiona wokół Polskiej Szkoły oraz Polskiej Misji Katolickiej w Hewitt.

Naszym najmłodszym chciałabym powiedzieć przede wszystkim: bądźcie dumni z tego, kim jesteście.

Mówcie po polsku, pytajcie rodziców i dziadków o ich historie, odwiedzajcie i poznawajcie Polskę, nie bójcie się łączyć dwóch kultur. Bo polskość w Ameryce nie jest tylko historią ich rodziców i dziadków. Ma swoją przyszłość i to oni właśnie są tą przyszłością.

Rozmawiała Agata Drogowska