Teksański szeryf miał reprezentować gubernatora Grega Abbotta na Polish-Hungarian American Leadership Summit w Krakowie. Miał tylko przemówić i odebrać nagrodę. Przemówił, nagrodę odebrał i zakochał się w Polsce.
- Od pierwszej minuty wiedziałem, że to coś wyjątkowego – powiedział w rozmowie z „Super Expressem”.
Wylądowali w Krakowie 14 marca. Z żoną Rhyeą. Bez żadnych oczekiwań, ale też i bez uprzedzeń.
Jestem z tych, co nie jadą w nieznane z gotową opinią. Chcę zobaczyć na własne oczy
– mówi Vickery. I zobaczył.
Polska zrobiła na mnie niesamowite wrażenie od momentu, gdy postawiłem stopę na polskiej ziemi. Ludzie mili, wszystko czyste. Wylądowaliśmy w Krakowie i to miasto to kosmos
– rzuca.
Wieczorem poszli na Stare Miasto. Tłumy ludzi, późno, a on, jak stwierdził, czuł się bezpieczniej niż w wielu miejscach w USA:
Bez broni u pasa, idziemy środkiem ulicy, w kraju gdzie nigdy nie byłem, otoczony tłumem. A czułem spokój. Wiedziałem, że gdybym potrzebował pomocy, każdy by mi pomógł. Niesamowite
– przyznaje.
Szczyt w Krakowie? - Dobrze przygotowany i profesjonalizm na maksa – ocenia. Konferencja trwała dwa dni i Vickery nie kryje zachwytu.
Organizacja pierwsza klasa. Czas pilnowany co do minuty. Szanowali każdego uczestnika. To rzadkość
– dodaje.
Mówił o dwóch rzeczach: współpracy USA-Polska w zakresie bezpieczeństwa i o nielegalnej imigracji.
Macie podobny problem przez wojnę na Ukrainie
– podkreśla.
Pytano go, jak Amerykanie radzą sobie z podobnymi problemami w Teksasie. Szeryf zmaga się z nimi prawie codziennie. Hrabstwo Calhoun ma 525 mil linii brzegowej. Kartele przerzucają ludzi i narkotyki łodziami. To najszybsza droga do USA.
Handel ludźmi to większy biznes niż narkotyki. Człowieka można sprzedać nawet 10 razy dziennie. Narkotyk tylko raz
– tłumaczy Vickery.
Po Krakowie szeryf wraz z żoną pojechali do Opatowa. Spotkanie z burmistrzem, inspektorem policji i wizyta w jeszcze nie oddanym dla zwiedzających muzeum templariuszy.
Jestem fanem templariuszy. A to muzeum? Technologia, dokładność historyczna… oszałamiające. Jedno z najlepszych, jakie widziałem
– mówi.
Największe wrażenie zrobiła szkoła mundurowa w Opatowie.
Ponad 200 uczniów. Wyszli, stanęli w szeregu. Dyscyplina niesamowita. Na początku trochę się śmiali, szturchali. Po 5 minutach każdy patrzył mi w oczy jak zaczarowany
– wspomina. Jedno pytanie szczególnie pamięta. Zadała je dziewczyna w mundurze: „ Jak to jest żyć w Teksasie, gdzie każdy nosi broń?”. Vickery rzeczowo tłumaczył.
W Teksasie obywatel z bronią to odstraszacz dla przestępcy
– mówił. Szeryf jest sceptyczny, jeżeli chodzi o miejsca w USA, gdzie prawo utrudnia posiadanie broni.
W Chicago broń jest zakazana, a przestępczość największa. Przestępca broń zdobędzie zawsze. Chodzi o to, żeby praworządny obywatel też mógł się obronić
– wyjaśniał. Młodzież słuchała jak zahipnotyzowana. Na końcu były brawa.
Zobaczyłem, jak przełączają się z „nudna pogadanka” na „nie przestawaj mówić”. To znaczy, że dotarło. Bo to jest honorowy zawód. Kiedy będziecie potrzebni, to do was zadzwonią
– stwierdza. Ostatni przystanek to Warszawa. Ceremonia poświęcenia sztandaru w Katedrze Wojska Polskiego.
Nigdy nie widziałem czegoś takiego. To pokazuje, jak Polacy są dumni ze swojego dziedzictwa.
- mówi. Potem Starówka, spotkanie z Komendantem Głównym Policji.
Świetny gość. Rozmawialiśmy o różnicach i podobieństwach naszej służby. Większość roboty mamy taką samą
– zauważa.
Ale najbardziej poruszyło go jedno – Warszawa, po której oprowadzał go biznesmen z Texasu Zbigniew Zborowski, zniszczona była w 1945 r. w 88 proc., a dziś wygląda jak z obrazka.
Szedłem i Zbyszek Zborowski tłumaczył: „tu zrównane z ziemią”, „tam rozstrzelano Polaków”. Patrzę i nie wierzę. Nic nie widać! Wszystko odbudowane
– mówi, nie kryjąc ekscytacji.
To jest hołd dla uporu Polaków. Zburzyli wam jednopiętrowy dom? Zbudujecie trzypiętrowy. Ja to znam z historii Irlandii i Szkotów. Naszym też dawali po tyłku tysiące lat. Ale wstajemy i walczymy dalej. W Polakach widzę to samo.
Bobby Vickery wrócił do Texasu 23 marca. Zmęczony, ale szczęśliwy.
Miałem zwiedzić więcej miejsc, ale harmonogram pękł w szwach. I dobrze. Każdy dzień to nowi ludzie, nowe miejsca. Ale wszystkiego nie zobaczyłem. Tak, zdecydowanie chcę wrócić. Poleciałbym jutro, gdybym mógł
– zapewnia i dodaje:
Ta wizyta w Polsce i spotkanie z historią to był dla mnie zaszczyt.
Szeryf już działa w Teksasie na rzecz teksańsko - polskiej współpracy. Chce wymiany między policją z Polski a Teksasem. Wymiany uczniów, biznesu, doświadczeń.
Jesteśmy sojusznikami od dawna. To tylko wzmocni sojusz USA,Teksasu i Polski
– mówi i dodaje z uśmiechem:
Mogę tylko życzyć sobie, żeby coraz więcej Amerykanów miało taką dumę z kraju, jaką mają Polacy.