- Nowojorska MET pożegnała hitowy spektakl „Tristan i Izolda” Richarda Wagnera.
- Polak Tomasz Konieczny zachwycił publiczność, stając się bohaterem wieczoru.
- Czym ta innowacyjna inscenizacja podbiła serca widzów?
Zainteresowanie tą adaptacją „Tristana i Izoldy” było tak ogromne, że organizatorzy zdecydowali się dołożyć aż dwa dodatkowe przedstawienia! To najlepiej pokazuje skalę sukcesu tej produkcji. Widowisko w reżyserii Yuvala Sharona, pokazywane w MET od 9 marca, okrzyknięto jedną z najbardziej spektakularnych i nowatorskich inscenizacji ostatnich lat. Surowa, symboliczna scenografia i futurystyczne rozwiązania techniczne stworzyły niezwykły klimat, prawdziwą „medytację o miłości i śmierci”.
Jednym z bohaterów wieczoru w Nowym Jorku był Polak Tomasz Konieczny. Jego wybitna kreacja Gorwenala, jednej z najważniejszych ról drugoplanowych w operze, została uznana za jeden z najmocniejszych punktów spektaklu. Gorwenal to wierny sługa, giermek i najbliższy powiernik Tristana. Reprezentuje świat lojalności i rycerskiego honoru, stojący w kontraście do tragicznej miłości głównych bohaterów. Pojawia się w najważniejszych momentach opery, już w I akcie zapowiada przybycie do Kornwalii, a w III akcie z oddaniem opiekuje się umierającym Tristanem.
Tomasz Tomasz Konieczny nie tylko znakomicie zaśpiewał swoją partię, ale również wspaniale ją zagrał
– przyznała w rozmowie z „Super Expressem” Kamila, obecna na ostatnim przedstawieniu. Wtórowali jej inni widzowie, zachwycając się kreacją.
Niezwykle empatyczna, głęboko przeżyta i wyśpiewana z ogromnym ładunkiem emocjonalnym
– podkreślił Kamil. Nie brakowało też zachwytów nad wyjątkową scenografią.
„Tristan i Izolda” to trzyaktowy dramat muzyczny Richarda Wagnera z 1859 roku, uznawany za jedno z najważniejszych dzieł w historii opery. Opowiada historię tragicznej, niemożliwej miłości między irlandzką księżniczką Izoldą a rycerzem Tristanem, uczucia, które rodzi się przypadkowo po wypiciu eliksiru miłosnego i prowadzi bohaterów ku nieuchronnej katastrofie. Akcja opery rozgrywa się od podróży statkiem do Kornwalii, przez potajemne spotkania kochanków i ich zdradę wobec króla Marka, aż po dramatyczny finał w Bretanii. Tam śmiertelnie ranny Tristan oczekuje na Izoldę, która jako jedyna może go ocalić. Gdy wreszcie do niego dociera, jest już za późno, bohater umiera w jej ramionach, a Izolda w słynnej scenie Liebestod („śmierci z miłości”) podąża za nim, jednocząc się z ukochanym poza granicą życia.
Publiczność żegnała spektakl długimi owacjami. To było operowe wydarzenie sezonu, które na długo zapisze się w historii Metropolitan Opera.