„Super Express”: – Jak się czujesz jako nowa królowa ZPPA?
Renata Marusarz: – Jestem bardzo dumna i cieszę się niezmiernie. Od malućka, zawsze było to dla mnie marzeniem i wiem, że zostanie piękna pamiątka w moim życiu.
– Jak wyglądał twój dom rodzinny i które góralskie zwyczaje były tam najmocniej pielęgnowane?
– Mój dom rodzinny był miejscem, w którym tradycja była czymś bardzo naturalnym i obecnym na co dzień. Pochodzę z muzykalnej rodziny, więc często spotykaliśmy się aby razem grać, śpiewać i tańczyć.
– Kto w waszej rodzinie był największym strażnikiem tych tradycji?
– Wszyscy moi bliscy, a szczególnie mój tata. To właśnie od niego nauczyłam się, że tradycję należy nie tylko znać, ale przede wszystkim szanować i żyć nią na co dzień. Poświęcał swój czas na próby i lekcje grania góralskiej muzyki, żebyśmy mogli dalej kultywować naszą tradycję i pamiętać skąd pochodzimy.
– Jakie jest twoje najwcześniejsze wspomnienie związane z góralszczyzną?
– Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień są rodzinne spotkania, podczas których zawsze można było usłyszeć gwarę, muzykę, taniec i śpiew.
– Które góralskie wartości najbardziej wpłynęły na ciebie?
– Myślę, że najbardziej wpłynęły na mnie takie wartości, jak szacunek do kultury, ciężka praca, przywiązanie do tradycji i wzajemna pomoc. Od najmłodszych lat uczono mnie, że należy być dumnym ze swoich góralskich korzeni. Te wartości do dziś mają duży wpływ na moje decyzje i na to, jak podchodzę do życia.
– Jak udało ci się zachować góralską tożsamość, mieszkając w USA?
Odległość od Podhala nigdy nie oznaczała dla mnie odległości od własnych korzeni. Góralską tożsamość zachowywałam przez język, muzykę, rodzinne tradycje, spotkania z innymi góralami oraz uczestnictwo w wydarzeniach związanych z kulturą podhalańską. W Chicago są ludzie, którzy przyjechali z Polski i przekazują cząstkę naszej kultury i tradycji. Starają się robić tak, aby nasze tradycje nigdy nie zaginęły.
– Także gwara góralska?
– Tak, gwara była i nadal jest dla mnie ważną częścią góralskiej tożsamości. Moi rodzice i dziadkowie mówili gwarą w domu i nauczyli nas mówić nią z dumą. Jestem ogromnie wdzięczna, że rodzina mnie nauczyła mówić gwarą, bo dzięki temu łatwiejsza jest komunikacja z innymi góralami.
– Czyli muzyka góralska towarzyszyła ci od dziecka?
– Od najmłodszych lat. Obecnie jestem instruktorką w zespole Mali Siumni.
Ciesze się bardzo, że to, co się nauczyłam nie poszło na marne. Dzisiaj mogę dzielić się tym, co umiem. Kontakt z kulturą regionalną i wydarzeniami góralskimi zawsze były dla mnie ważne. Od najmłodszych lat tańczę, śpiewam i występuję na scenie w Domu Podhalan w Chicago. Obserwowanie zespołów, muzyków i tancerzy pozwalało mi jeszcze lepiej zrozumieć naszą tradycję. Przez to też poznawałam dużo znajomych.
– Który element góralskiej kultury: strój, muzyka, taniec, obrzędy jest ci najbliższy?
– Trudno byłoby mi wybrać tylko jeden element, ponieważ wszystkie tworzą jedną całość. Jeśli miałabym wskazać coś szczególnie bliskiego mojemu sercu, byłaby to muzyka. Jest w niej ogromna siła i emocje, a jednocześnie potrafi łączyć śpiew, taniec i zgromadzić ludzi.
– Myślisz, że góralskie korzenie przygotowały cię do pełnienia funkcji Królowej Podhalan?
– Nauczyły mnie odpowiedzialności i aby dobrze reprezentować Związek Podhalan w Północnej Ameryce. Dzięki wychowaniu w góralskim domu mogłam pokazać jurorom i publiczności to, co umiem.
– Co według ciebie najbardziej świadczy o autentycznym góralskim duchu królowej ZPPA?
– Myślę, że to, że kultura, którą reprezentuję jest naprawdę ważna dla mnie.
Góralski duch to szacunek do ludzi, rodziny i tradycji, a także pielęgnowanie jej i przekazywania dalej. Dla mnie najważniejsze jest, aby to, co robię, wynikało z serca, a nie tylko z pełnionej funkcji. Jestem przykładem na to, że można być dumnym ze swoich korzeni mieszkając w USA.
Góralszczyzna ma ogromną wartość dla mnie i staram się ją pielęgnować.
Rozmawiała Marta J. Rawicz