Marszałek Greenpointu marzy o wielkim polonijnym festynie i przyciąga młodych. „Polonia potrzebuje nowych liderów”

Ponad 270 gości, sala wypełniona po brzegi, przedstawiciele organizacji polonijnych, przedsiębiorcy, działacze społeczni, rodzina i przyjaciele. Jednak to nie liczba gości była największym zaskoczeniem podczas szarfowania Łukasza Skrodzkiego 6 czerwca w Terrace on the Park na Brooklynie, NY. Uwagę wszystkich zwróciła obecność młodego pokolenia. Wśród uczestników dominowali trzydziesto- i czterdziestolatkowie, młode rodziny oraz ludzie, którzy do tej pory rzadko pojawiali się na polonijnych uroczystościach. Dla nowego Marszałka Greenpointu na tegorocznej Paradzie Pułaskiego to właśnie oni są największą nadzieją na przyszłość Polonii, o czym opowiedział w rozmowie z „Super Expressem”. Zdradził też swoje marzenie stworzenia wielkiego polonijnego festynu.

Rodzina Łukasza Skrodzkiego, Marszałka Greenpointu 2026, pozuje do zdjęcia podczas szarfowania. Na fotografii widać także starszego mężczyznę w szarfie „MARSHAL 2018 GREENPOINT, NY”. O działalności Łukasza Skrodzkiego przeczytasz więcej na naszym portalu.
Autor: Łukasz Skrodzki/ Archiwum prywatne

„Super Express”: – Łukaszu, od twojego szarfowania minęło już trochę czasu, ale wciąż mówi się o tym wydarzeniu. Wiele osób podkreślało, że dawno nie widziało tak licznej i młodej publiczności na polonijnej uroczystości. Czy był to sygnał, że Polonia jest gotowa na zmianę pokoleniową?

Łukasz Skrodzki: – Myślę, że tak. Powiem szczerze, że kiedy wszedłem na salę i zobaczyłem ponad 270 osób, poczułem ogromne wzruszenie. Było tam wielu ludzi, których znam od lat, ale również mnóstwo nowych twarzy. Najbardziej cieszyło mnie jednak to, że było tam tak dużo młodych ludzi. Od dawna słyszymy, że młode pokolenie nie interesuje się życiem polonijnym, że nie angażuje się w organizacje, że nie uczestniczy w wydarzeniach. Ja od początku uważałem, że to nie do końca prawda. Młodzi ludzie są zainteresowani swoją tożsamością i swoimi korzeniami, tylko często nie wiedzą, gdzie znaleźć dla siebie miejsce. Podczas szarfowania zobaczyłem ludzi w moim wieku, młode małżeństwa, rodziców z dziećmi, młodych przedsiębiorców. To pokazało mi, że jest ogromny potencjał. Musimy tylko nauczyć się lepiej komunikować z młodym pokoleniem i zaprosić je do współtworzenia Polonii.

– Masz 32 lata i zostałeś jednym z najmłodszych Marszałków Greenpointu w historii. Czujesz, że reprezentujesz nowe pokolenie Polonii?

– Zdecydowanie tak. To właśnie dlatego przyjąłem tę funkcję z tak dużą odpowiedzialnością. Oczywiście jest to ogromny zaszczyt, ale dla mnie ważniejsze jest to, co mogę zrobić dzięki tej pozycji. Mam 32 lata. Należę do pokolenia ludzi, którzy dorastali już w Ameryce, ale wychowywali się w polskich domach. Doskonale rozumiem wyzwania, przed którymi stoją moi rówieśnicy. Wiem, jak trudno jest pogodzić pracę, rodzinę, obowiązki i działalność społeczną. Dlatego chcę być głosem mojego pokolenia. Chcę pokazać, że Polonia nie jest tylko wspomnieniem naszych rodziców czy dziadków. Ona może być nowoczesna, dynamiczna i atrakcyjna dla ludzi młodych.

– Dlaczego właśnie młodzi ludzie stali się najważniejszym punktem twojej działalności?

Bo bez nich nie będzie przyszłości. To bardzo prosta odpowiedź, ale całkowicie szczera. Możemy organizować najpiękniejsze wydarzenia, mieć najlepsze organizacje i najwspanialsze tradycje, ale jeśli nie będziemy mieli ludzi, którzy przejmą odpowiedzialność za ich kontynuowanie, wszystko to może zostać utracone.

Jestem ogromnie wdzięczny starszemu pokoleniu za wszystko, co zrobiło dla Polonii. Dzięki nim mamy szkoły, organizacje, parafie i wydarzenia, które budują naszą tożsamość. Teraz jednak nadszedł moment, aby do tej pracy dołączyli młodzi. Nie chodzi o zastępowanie kogokolwiek. Chodzi o współpracę. Chciałbym, aby doświadczenie starszego pokolenia połączyło się z energią młodych ludzi. Tylko wtedy będziemy mogli skutecznie rozwijać naszą społeczność.

– Twoje korzenie są bardzo mocno związane z Greenpointem.

– Tak i jestem z tego bardzo dumny. Greenpoint to nie tylko miejsce, gdzie się wychowałem. To część mojej tożsamości. Tutaj dorastałem, chodziłem do szkoły, poznawałem przyjaciół i obserwowałem, jak rozwija się polska społeczność. Moja rodzina od lat prowadzi tutaj biznes i angażuje się w życie Polonii.

Dla wielu osób Greenpoint to po prostu jedna z dzielnic Brooklynu. Dla mnie to miejsce wyjątkowe. To tutaj tysiące polskich rodzin rozpoczynały swoje życie w Ameryce. To tutaj powstawały polskie firmy, sklepy, restauracje, organizacje i parafie.

– Powiedziałeś kiedyś, że Greenpoint jest dla Ciebie ważniejszy niż Manhattan.

– I nadal tak uważam. Oczywiście Manhattan jest piękny. To wizytówka Nowego Jorku i miejsce rozpoznawalne na całym świecie. Ale dla mnie sercem tego miasta zawsze będzie Greenpoint.

Manhattan można podziwiać. Greenpoint można kochać. To tutaj są moje wspomnienia, moja rodzina i moja historia. Kiedy spaceruję ulicami Greenpointu, widzę miejsca związane z moim dzieciństwem. Widzę historię Polonii i ludzi, którzy ciężką pracą budowali tutaj swoje życie. Dlatego zależy mi, aby Greenpoint nie utracił swojej polskiej duszy. Oczywiście dzielnica się zmienia i rozwija. To naturalne. Chciałbym jednak, żeby Polacy nadal byli widoczną częścią tej historii.

– Jednym z Twoich najbardziej ambitnych projektów jest organizacja polonijnego festynu.

– To prawda. Bardzo chciałbym zrealizować ten pomysł już w 2027 roku. Moim marzeniem jest stworzenie dużego rodzinnego wydarzenia w McGolrick Park, niedaleko kościoła św. Stanisława Kostki. To miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie. Jako dziecko spędzałem tam mnóstwo czasu. Dzisiaj przychodzę tam z własnymi dziećmi. To park, który od pokoleń łączy mieszkańców Greenpointu. Wyobrażam sobie wydarzenie, które zgromadzi tysiące ludzi. Chciałbym, aby były tam występy artystyczne, muzyka, polskie jedzenie, atrakcje dla dzieci, prezentacje organizacji polonijnych i lokalnych firm. Ale najważniejsza byłaby możliwość spotkania. Dzisiaj żyjemy bardzo szybko. Coraz rzadziej mamy okazję usiąść razem i po prostu porozmawiać. Taki festyn mógłby ponownie zintegrować naszą społeczność.

– Jaką rolę odgrywa w twoim życiu rodzina?

– Najważniejszą. Wszystko, co robię, robię z myślą o rodzinie. Moi rodzice nauczyli mnie szacunku do pracy, odpowiedzialności i przywiązania do polskich tradycji. Dzisiaj staram się przekazywać te same wartości moim dzieciom. Chcę, żeby znały język polski, historię Polski i rozumiały, skąd pochodzą ich korzenie. Uważam, że właśnie rodzina jest pierwszym miejscem, gdzie buduje się polską tożsamość.

– Jak chciałbyś zostać zapamiętany jako Marszałek Greenpointu 2026?

Chciałbym, aby ludzie powiedzieli, że był to marszałek, który otworzył drzwi młodemu pokoleniu. Nie zależy mi na wielkich tytułach czy osobistych sukcesach. Chciałbym, aby po mojej kadencji więcej młodych ludzi uczestniczyło w życiu Polonii, angażowało się w organizacje społeczne i czuło dumę ze swoich korzeni.

Jeżeli za kilka lat zobaczę młodych liderów przejmujących odpowiedzialność za naszą społeczność, będę wiedział, że ten rok miał sens.

– Jakie przesłanie chciałbyś przekazać Polonii przed tegoroczną Paradą Pułaskiego?

– Przede wszystkim chciałbym powiedzieć: bądźmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Bez względu na to, gdzie mieszkamy i czym się zajmujemy, mamy wspólną historię i wspólne korzenie. To ogromna wartość. Mam też apel do młodych ludzi: nie bójcie się angażować.

Polonia potrzebuje waszej energii, pomysłów i talentów. Potrzebuje nowych liderów. Jestem przekonany, że przed naszą społecznością są jeszcze wspaniałe lata. Musimy tylko działać razem i pamiętać, że przyszłość Polonii zaczyna się właśnie od młodego pokolenia.

Rozmawiała Agata Drogowska