„Super Express”: – „Artisti ’26” to wydarzenie o międzynarodowej randze. Co ono oznacza dla artystów?
Kasia Korus: – To wyjątkowa przestrzeń spotkania twórców, kuratorów i krytyków z całego świata. Sam fakt obecności w oficjalnym katalogu „50 ikon sztuki współczesnej” jest ogromnym wyróżnieniem. Każdy artysta otrzymuje nie tylko publikację z własnym dossier, zawierającym biografię, analizę krytyczną i dokumentację prac, ale także symboliczne potwierdzenie swojej obecności w międzynarodowym obiegu sztuki. To bardzo ważne, bo dzisiaj sztuka funkcjonuje globalnie.
– Wernisaż w Nowym Jorku to dopiero początek projektu…
– Tak, kulminacją będzie wrześniowa wystawa w Palermo, w galerii Effetto Arte. Tam prace zostaną zaprezentowane w przestrzeni fizycznej, a dodatkowo powstanie elegancki katalog pod kuratelą dr Salvatora Russo, z pogłębionymi esejami krytycznymi o każdym artyście. To zamyka pewien proces, od selekcji, przez prezentację, po archiwizację dorobku twórców.
– Dziś coraz częściej mówi się o „marce osobistej artysty”. Na ile to konieczność?
– Współcześnie to wręcz nieuniknione.
Żyjemy w świecie przesyconym obrazem i informacją, więc samo tworzenie, choć najważniejsze, już nie wystarcza. Trzeba umieć komunikować swoją wizję, budować spójny wizerunek i być obecnym w międzynarodowym obiegu sztuki. To proces wymagający strategii, konsekwencji i autentyczności, ale też ogromnej pracy.
– Czy to oznacza, że artysta musi być dziś także menedżerem?
– Zdecydowanie tak. Artysta staje się ambasadorem własnej marki. Nawiązywanie kontaktów na całym świecie otwiera ogromne możliwości wystaw, współprac, dialogu kulturowego, ale jednocześnie stawia wysokie wymagania. Trzeba być elastycznym, mobilnym i świadomym różnych kontekstów funkcjonowania sztuki.
– Pani patrzy na sztukę z wielu perspektyw…
– To prawda. Nie tylko tworzę, ale też kuratoruję wystawy, współpracuję z galeriami, domami aukcyjnymi, muzeami i instytucjami artystycznymi, prowadzę fundację i realizuję własne projekty artystyczne. Dzięki temu widzę rynek sztuki „z lotu ptaka”. To doświadczenie pozwala mi lepiej rozumieć mechanizmy, które rządzą światem sztuki, zarówno lokalnie, jak i globalnie.
– Jak bardzo zmienił się świat sztuki od czasu, gdy zaczynała pani swoją drogę?
Diametralnie. Kiedy obroniłam dyplom w 2000 roku, realia były zupełnie inne, dostęp do zagranicznych galerii, komunikacja, mobilność artystów. Ponad 25 lat temu do galerii w Londynie pisałam i wysyłałam listy. Dziś świat jest otwarty, mamy media społecznościowe, które umożliwiają bezpośrednie prezentowanie swojej twórczości. Ale to też pułapka, łatwo się w tym wszystkim zagubić. Dlatego tak ważna jest świadomość własnej drogi.
– Pani dorobek jest imponujący, ponad 100 wystaw na świecie…
– Rzeczywiście, miałam okazję prezentować swoje prace w wielu miejscach, od Londynu, gdzie były jedne z moich pierwszych wystaw, przez Paryż, Italię po Nowy Jork, gdzie pojawiły się między innymi na Times Square. To ogromne doświadczenie, które uczy pokory, ale też daje siłę do dalszego rozwoju.
– Co jest dziś dla pani najważniejsze w sztuce?
– Łączenie. Sztuka ma niezwykłą moc budowania mostów, między ludźmi, kulturami, dziedzinami. Dlatego moje działania są transmedialne, łączą różne formy wyrazu. Wierzę, że sztuka naprawdę jednoczy i to jest jej największa wartość. Językiem sztuki mówi się na całym świecie i to nie tylko między artystami. Jestem wdzięczna za to że mogę w życiu robić to co kocham najbardziej.
Rozmawiała Agata Drogowska