„Super Express”: – Urodziłeś się w Chicago, jak udało ci się tak świetnie nauczyć się polskiego?
Andrzej Błachut: – Od najmłodszych lat byłem związany z góralszczyzną. W naszym domu rozmawiamy tylko po polsku i po góralsku. Czasem żartuję, że znam trzy języki: polski, angielski i góralski. Chodziłem do polskiej szkoły im. Ks. Stanisława Cholewińskiego, gdzie uczyłem się polskiego oraz innych przedmiotów.
– Czujesz się bardziej Polakiem czy Amerykaninem?
– Chociaż urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, to dzięki mojej rodzinie, podtrzymywaniu naszych góralskich tradycji i wartości, silnemu związkowi z kulturą polską i góralską oraz poprzez członkostwo w ZPPA czuje się Polakiem, a przede wszystkim góralem. Z drugiej strony moja druga amerykańska tożsamość daje mi możliwość niezależności i skupienia się na mojej przyszłości, szczególnie przez edukację. Jestem studentem biznesu I roku na DePaul University. Szybko zrozumiałem, że sukces w życiu osiąga się dzięki ciężkiej pracy i własnym działaniom, oczywiście marzenia też się przydają (śmiech).
– Jakie były początki twojej artystycznej kariery?
– Moi rodzice bardzo często słuchali w domu góralskiej muzyki. Szybko zauważyli moje zainteresowanie strojem góralskim, tańcem i muzyką i już we wczesnym dzieciństwie zapisali mnie do zespołu folklorystycznego Music and Goral Ensembles. Później zacząłem też tańczyć w Szkółce Pieśni i Tańca przy Zarządzie Głównym ZPPA. A następnie tańczyłem w zespole Holni. Obecnie należę do zespołu Siumni i jestem z tego bardzo dumny. Jako członek tych zespołów na przestrzeni lat brałem udział w licznych konkursach organizowanych między innymi przez ZPPA, festiwalach i grałem też w sztukach. Na skrzypcach gram już parę lat, a uczy mnie tej sztuki prawdziwy mistrz w tej dziedzinie: były kapelmistrz ZPPA Jan Suchecki.
ZOBACZ GALERIĘ: Andrzej Błachut Zbójnikiem ZPPA 2026/2027
– Muzyka góralska musi więc odgrywać sporą rolę w twoim życiu?
– Jest to moją ogromna pasja życiowa, która łączy mnie z tradycjami podhalańskimi. Grając, wyrażam swoje emocje. Kiedy gram albo słucham podhalańskiej muzyki, to czuje wielką dumę, że jestem góralem.
– Twoim zdaniem w USA podchodzi się inaczej do muzyki niż w Polsce?
– Myślę, że jest mała różnica. W Polsce muzyka jest bardziej naturalna i zakorzeniona w nas i towarzyszy nam od wieków. W Ameryce, muzyka wiąże się z podtrzymywaniem tradycji, pokazaniem dumy z naszego pochodzenia. Jest też bardziej różnorodna, ponieważ Ameryka jest wielokulturowa, mieszkają tu ludzie z całego świata, w związku z czym muzyka jest także mieszanką kultur. Muzyka w USA, jak i w Polsce niesie te same wartości, łączy ludzi.
Rozmawiała Marta J. Rawicz