Fotografuje zmiany na Greenpoincie. „Coraz trudniej jest sobie pozwolić na to, by tu zostać”

2026-04-01 17:42

Greenpoint to „jej miejsce” i tak jak wielu długoletnich mieszkańców polskiej dzielnicy z niepokojem spogląda na zachodzące w nim zmiany. Kamila Latała przyjrzała im się przez obiektyw swojego aparatu, a efekty oglądać można w restauracji Retro na Brooklynie na wystawie „Niestabilne Struktury”. Nostalgiczny list miłosny do Greenpointu”. W rozmowie z „Super Expressem” artystka opowiedziała o swoich pracach i samej dzielnicy.

„Super Express”: - Twoja wystawa w restauracji Retro wzbudza duże zainteresowanie, skąd pomysł na taką przestrzeń dla sztuki?

Kamila Latała: - Pomysł, żeby pokazać tam moje fotografie wynikał z chęci dotarcia do mojej społeczności na Greenpoincie. Ludzi, którzy tak jak ja obserwują zmiany zachodzące w naszej dzielnicy. To idealnie się złożyło, bo właściciel restauracji również chciał wspierać lokalnych artystów i pokazywać ich twórczość.

- Czy pokazanie prac poza galerią zmienia sposób ich odbioru przez publiczność?

- Myślę, że ludzie reagują na sztukę w podobny sposób, niezależnie od tego, czy widzą ją w galerii, czy w lokalnej kawiarni. Jeśli ktoś jest wrażliwy na sztukę, dostrzega ją wszędzie wokół siebie.

- Jakie emocje lub przesłanie kryją się za tą wystawą?

- To przede wszystkim nostalgia. Tęsknota za „starym” Greenpointem. Nowa wersja dzielnicy staje się coraz mniej przyjazna dla osób, które mieszkają tu od lat. Ceny rosną, czynsze są coraz wyższe i wielu z nas jest wypychanych do bardziej oddalonych miejsc. Greenpoint traci swoją tożsamość i wygląd. Nowe, wysokie budynki zasłaniają widok na Manhattan. Osobiście bardzo to odczuwam, bo mój właściciel próbuje mnie wypchnąć z mieszkania, w którym mieszkam od 13 lat, wiedząc, że może wynająć je komuś nowemu za prawie dwa razy więcej. Ta niestabilność w nowym krajobrazie wpływa na moją pracę. Dekonstruuję obrazy Greenpointu i tworzę z nich nowe, bardziej fantastyczne pejzaże.

- Jak opisałabyś swój styl komuś, kto jeszcze nie zna twojej twórczości?

- Fragmentuję i ponownie składam fotografie powierzchni architektonicznych, odsłaniając napięcia ukryte w pozornie znajomych przestrzeniach. Moja praca bada niestabilność, transformację oraz kruchą granicę między poczuciem przynależności a wyparciem.

- Co najczęściej inspiruje cię do pracy?

- Najczęściej jest to emocjonalna reakcja na obraz. Nie mam poczucia pełnej kontroli nad tym procesem. To raczej coś, co mnie „łapie”.

- Jak wygląda twój proces twórczy, od pomysłu do gotowego obrazu?

- Przeglądam swoje zdjęcia i wybieram te, które wywołują we mnie reakcję. Następnie zaczynam je przekształcać — proces bywa destrukcyjny, ale jednocześnie bardzo ekscytujący, bo prowadzi do powstania czegoś zupełnie nowego.

- Czy zdarzają ci się momenty zwątpienia? Jak sobie z nimi radzisz?

- Tak, to właściwie ciągła walka. Są dni, kiedy radzę sobie z tym lepiej, i takie, kiedy wątpliwości biorą górę. Zauważyłam jednak, że jeśli mimo wszystko zacznę pracę od jednego zdjęcia bez presji, to uczucie stopniowo mija.

- Twoja sztuka trafia do Polonii, czy to dla ciebie szczególny odbiorca?

- Na pewno jest to dla mnie ważne, bo sama jestem częścią tej społeczności. Cieszę się, kiedy moja praca trafia do osób, które dzielą podobne doświadczenia i rozumieją kontekst miejsca, z którego wyrasta moja twórczość. Jednocześnie zależy mi, żeby moje prace były uniwersalne i mogły rezonować z każdym odbiorcą, niezależnie od pochodzenia.

- Zostałaś zaproszona do kolejnej wystawy na Greenpoincie, co możesz już zdradzić?

- Moja praca została wybrana w otwartym naborze do wystawy w lokalnej galerii, która odbędzie się w przyszłym miesiącu.

- Czy pokażesz tam coś zupełnie nowego?

- Tak, moje prace stają się coraz bardziej abstrakcyjne i przypominają trochę test Rorschacha zachęcają widza do własnej interpretacji: „co widzisz?”.

- Kim jesteś poza sztuką? Co robisz, żeby się zresetować?

- Mam wiele zainteresowań, czasami aż za dużo. Lubię chodzić do galerii, muzeów, kina i na koncerty. Interesują mnie filmy dokumentalne, historia, polityka, natura i podróże. We wszystkim znajduję inspirację. Pracuję też w studiu fotograficznym, gdzie realizuję kreatywne sesje z artystami i projektuję scenografie. Interesuję się też kreatywnym makijażem.

- Mnogość zajęć to pewnie długa lista projektów. Jakie masz marzenia i plany artystyczne na najbliższy czas?

- Pracuję obecnie nad nową sesją fotograficzną w studiu, to będzie większy projekt z trzema modelkami i trzema różnymi scenografiami. Poza tym jestem w trakcie szukania nowego mieszkania. Bardzo chciałabym zostać na Greenpoincie, ale niestety coraz trudniej jest sobie na to pozwolić.

Rozmawiała Agata Drogowska

Super Express Google News