Amerykanie tracą domy na potęgę! Niepokojące dane

Dom w Ameryce to luksus dla milionerów i studnia bez dna. Potwierdzają to kolejne dane. Koszty utrzymania nieruchomości – ubezpieczeń, podatków, remontów czy rat kredytów – wzrosły drastycznie, znacznie prześcigając inflację. Efekt? Rekordowa liczba przejęć nieruchomości za długi.

Miniaturowe drewniane domki, symbolizujące nieruchomości zagrożone przejęciem. Dłoń trzymająca młotek sędziego nad jednym z nich, podkreśla kontekst licytacji komorniczej. Więcej o problemie traconych domów przeczytasz na naszym portalu.
Autor: MonthiraYodtiwong/ Getty Images Rząd przyjął przepisy umożliwiające stworzenie ogólnopolskiej platformy egzekucyjnej

Amerykański sen o własnym domu w ostatnich pięciu latach stał się dla wielu mieszkańców USA finansowym koszmarem. Jak podliczył „Wall Street Journal”, średnie roczne wydatki na podstawowe koszty związane z własną nieruchomością wyniosły około 28,5 tys. dolarów i były o 8,5 tys. dolarów wyższe niż przed pandemią w 2019 roku.

Wyższe raty, opłaty ubezpieczeniowe, rachunki i droższe remonty uderzają po kieszeniach

Największym ciosem dla osób marzących o własnym domu okazały się stopy procentowe. W czasie pandemii oprocentowanie kredytów hipotecznych oscylowało poniżej 3 proc., jednak do 2022 roku wzrosło ponad dwukrotnie i obecnie utrzymuje się na poziomie ok. 6,5 proc. To wpływa jednak nie tylko na poziom rat, ale i realne możliwości kupujących. Za 2500 dolarów miesięcznie kilka lat temu sfinansować można było dom o wartości 517 000 dolarów. Dziś, przy tym samym budżecie, nabywca może sobie pozwolić jedynie na nieruchomość za 384 000 dolarów.

Po kieszeni uderza mocniej też bieżące utrzymanie budynków. Koszty wzrosły tu o niemal 40 proc. od czasu pandemii. Gwałtowny wzrost cen materiałów i robocizny sprawił, że wydatki na remonty i konserwację skoczyły z 9000 dolarów w 2019 roku do prognozowanych 12500 dolarów w 2025 roku. Do tego dochodzą rosnące rachunki za energię – w marcu 2026 roku jedna kilowatogodzina kosztowała prawie 19 centów, podczas gdy w 2019 roku było to 12,5 centa. Prawdziwy wstrząs przeżyli jednak właściciele płacący ubezpieczenie. Przez ekstremalne zjawiska pogodowe, tornada, pożary i huragany, stawki w niektórych stanach wystrzeliły – w Iowa wzrosły o 91 proc. od 2021 roku, a na Florydzie o 35 proc.

Ludzi nie stać na domy. Banki częściej ruszają po swoje

Skok kosztów brutalnie zweryfikował możliwości finansowe Amerykanów. I skutkował dramatycznym wzrostem liczby przejęć nieruchomości. Jak wynika z danych firmy Attom, zbierającej dane z rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych, od 2020 roku systematycznie rośnie liczba postępowań egzekucyjnych wobec właścicieli domów. W 2025 roku wszczęto ich 367,460, o 14 proc. więcej niż w 2024 roku, i 3 proc. więcej niż w 2023.

W 2025 r. kredytodawcy wszczęli procedury egzekucji hipotecznej w odniesieniu do 289 441 nieruchomości w USA. To o 14 proc. więcej niż w 2024 roku i aż o 213 proc. więcej niż w czasie pandemii w 2021 roku, ale też o 14 proc. mniej niż w 2019 roku i o aż 89 proc. niż w szczycie kryzysu mieszkaniowego w 2009 roku.

Liczba przejętych przez kredytodawców domów przyprawia jednak o ból głowy. W 2025 r. kredytodawcy przejęli 46 439 nieruchomości w ramach egzekucji hipotecznych (REO). To wzrost o 27 proc. w porównaniu z rokiem 2024, ale spadek o 68 procent w stosunku do 2019 r. Największą liczbę przejęć domów odnotowano w 2025 roku w Teksasie, Kalifornii, Pensylwanii, na Florydzie i w Illinois.

Dane z maja tego roku też nie napawają optymizmem – liczba wszczętych postępowań była o 14 proc. wyższa niż przed rokiem.

Chociaż liczba postępowań egzekucyjnych spadła w porównaniu z kwietniem, ogólna tendencja nadal wskazuje na stopniowy wzrost w ujęciu rok do roku

– przyznaje w komentarzu do raportu Rob Barber, dyrektor generalny ATTOM.

Zarówno liczba wszczętych, jak i zakończonych postępowań egzekucyjnych wzrosła w porównaniu z ubiegłym rokiem, co odzwierciedla utrzymującą się presję na niektórych właścicieli domów w związku z utrzymującymi się wysokimi stopami procentowymi kredytów hipotecznych, rosnącymi kosztami posiadania nieruchomości oraz ograniczeniami w zakresie dostępności mieszkaniowej

– dodaje.

Pozostaje zatem wierzyć, że liczba wszczętych postępowań nie przełoży się jeden do jednego na liczbę bankowych egzekucji.