USA wybierają skład nowego Kongresu. Stawką jest przejęcie władzy nad Izbą Reprezentantów i Senatem, które, zdominowane przez Republikanów, stanowią dziś wygodne zaplecze prezydenta Donalda Trumpa. Emocje są gorące, a wyborom przygląda się cały świat, jednak głosujący mówią, że nie są to łatwe wybory. Amerykanie idący do urn zdają się wręcz nastawiać na głosowanie na „mniejsze zło”. John Ciechowski, w czwartym pokoleniu Amerykanin z New Jersey głosował na Republikanów. Zapytany o motywy swojej decyzji odpowiedział obrazowo i konkretnie.
Republikanie, czy Demokraci, to znaczy ich liderzy, są jak dwa skrzydła jednego ptaka
– stwierdza zagadkowo, ale zaraz tłumaczy swoje porównanie.
To klasa ludzi niezwykle bogatych i pomiędzy nimi, a tak zwaną klasą pracującą jest przepaść. Jedyna różnica, to podejście do sprawy podatków. Republikanie od lat obiecują obniżenie podatków i to bardziej może się podobać ludziom ciężko pracującym na byt. Demokraci natomiast skupiają się i kuszą elektorat większą pomocą socjalną z pieniędzy podatnika. Dlatego, chociaż sam nie uważam się za Republikanina, to głosuje na kandydatów republikańskich. Wybieram mniejsze zło
– wyjaśnia.
Pedro Garcia przyjechał do USA z Wysp Kanaryjskich. Od lat głosuje na Demokratów. Uważa się za socjalistę i mówi, że zmiany w USA na lepsze muszą rozpocząć się od wygranej w midterms Demokratów i jak najszybszym usunięciu prezydenta Trumpa z prezydenckiego fotela.
Oczekuje wygranej Demokratów i impeachmentu prezydenta. Trump nie może pozostać w Białym Domu, bo będzie przeszkadzał w reformach. Będzie wetował każdą nową ustawę mającą na celu poprawę naszego bytu. Po usunięciu Trumpa oczekuje rozpoczęcia procesu naprawy systemu. System jest totalnie niewydolny i nie reprezentują nas wszystkich. Musimy go naprawić. Musimy wprowadzić prawo ograniczające czas pełnienia funkcji parlamentarnych. Dziś mamy do czynienia z wiekowymi kongresmenami i senatorami poruszającymi się wózkach inwalidzkich i totalnie wyalienowanymi z rzeczywistości
– stwierdza stanowczo.
Wieloletni działacz związkowy z Nowego Jorku prosi o zachowanie anonimowości. Mówi, że związkowcy w USA od lat tradycyjnie popierają Demokratów, ale on sam i wielu jego kolegów głosuje na Republikanów. Tłumaczy, że powodem są pogarszające się warunki bytowe pracowników i malejąca liczba związkowców i przypomina, że z 70 milionów związkowców pod koniec lat 80., ich szeregi stopniały do 14 milionów.
Od czasów Reagana nie mieliśmy już dobrych prezydentów. Przemysł wyparował do Chin i do Meksyku i ceny w USA szaleją
– stwierdza.
Mówi, że głosował na Republikanów, chociaż jest zawiedziony postawą Donalda Trumpa.
Na początku było dobrze. Uszczelnił granicę i wprowadził do polityki zdrowy rozsądek. Mam na myśli postawę wobec ideologii gender i spraw klimatycznych. Ale obiecywał zakończyć wojny i nie zrobił tego. Teraz jesteśmy w sytuacji niepewności, jeżeli chodzi o wydarzenia na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny paliwa. Z drugiej strony, to paliwo było równie drogie i podczas kadencji prezydenta Bidena, o czym nie pamiętamy dzisiaj. Miejmy nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek i amerykański pragmatyzm
– kwituje.
Odpowiedź na pytanie, co zwycięży, poznamy najwcześniej za kilkadziesiąt godzin. Pierwsze lokale wyborcze w USA zamkną się o godz. 18 czasu wschodnioamerykańskiego, czyli o północy w nocy z wtorku na środę 4 listopada czasu polskiego, ostatnie - na Aleutach na Alasce - dopiero o godz. 1 w nocy, czyli godz. 11 czasu polskiego w środę 4 listopada.
Póki co, sondaże wskazują na kilku procentową przewagę Demokratów.