25 lat bez WTC. Polacy z Nowego Jorku pamiętają 11 września, jak zły sen

Minęło 25 lat od najtragiczniejszego ataku terrorystycznego w historii ludzkości i pierwszego przeprowadzonego przy pomocy porwanych samolotów pasażerskich. Świadkami tych dramatycznych wydarzeń byli mieszkający w metropolii nowojorskiej Polacy. Jak pamiętają tamten dzień? Zapytaliśmy.

Płonące wieże World Trade Center w Nowym Jorku z gęstym dymem. O rocznicy zamachów przeczytasz na SE USA.
Autor: Kingcat3192 / CC BY-SA 4.0 Pożary w bliźniaczych wieżach WTC po uderzeniach samolotów lotów 11 i 175 o godzinach 8:46 i 9:03 czasu lokalnego.

We wtorek, 11 września 2001 roku, Nowy Jork został zaatakowany jako pierwsze miasto w USA. O godzinie 8.46 czasu nowojorskiego samolot American Airlines lot 11 uderzył w północną wieżę World Trade Center. 17 minut później, o godz. 9.03, w południową wieżę wbił się drugi samolot - United Airlines lot 175. Od tego momentu nikt już nie miał wątpliwości. To nie był wypadek. To był atak.

Czas jakby stanął w miejscu, a kiedy ruszył, nic nie było już takie samo. Wraz z informacjami o kolejnych tragediach tego dnia - ataku na Pentagon i katastrofie na polach Pensylwanii - zmienił się cały świat i sposób, w jaki go pojmujemy. Zwykłe życie, nie tylko w Nowym Jorku, ale na całym świecie, ludzie zaczęli mierzyć dwiema miarami: przed atakiem, i tym, co zaczęło się po nim.

Ćwierć wieku po tych wydarzeniach „Super Express” wspominał tragiczne chwile w Nowym Jorku z Polonią. Gdzie byliście? Co robiliście? Pamiętacie ten dzień? Okazuje się, że Polacy z metropolii pamiętają go bardzo dobrze. Ze szczegółami. Mimo upływu lat emocje i ból są wciąż żywe.

Johan Iwanowski, były działacz „Solidarności” ze Stoczni Gdańskiej. W USA od lat 80. Mieszka w New Jersey, biznesmen i działacz polonijny, przyznaje, że doskonale pamięta 11 września 2001 r.

Rano pojechałem do znajomego, wypiliśmy kawę. Wróciłem do domu, włączam telewizję, a tam informacja, że jakiś samolot uderzył w World Trade Center. Początkowo nie wiedziałem, o co chodzi, ale chwilę później słyszę, że drugi samolot uderzył w drugą wieżę. Od razu zadzwoniłem do znajomego, który pracował w WTC. Powiedział, że jeszcze nie dojechał do pracy, bo zrobił się korek na autostradzie i przez radio usłyszał, że WTC się pali. Nawet widział to z autostrady

– relacjonuje Johan.

Jaka była moja reakcja? Bardzo gwałtowna i osobista, bo kilku moich znajomych tam zginęło, o czym dowiedziałem się później. Ale na własne oczy widziałem w telewizji, jak te budynki się walą. A ten znajomy, z którym rozmawiałem, ocalił życie tylko dlatego, że zablokowali drogę i się spóźnił. Stał tuż przed wjazdem do Lincoln Tunnel. To go ocaliło. Gdyby się nie spóźnił, dziś by go nie było

– opowiada mam.

Kiedy do mnie dotarło, co się stało, poczułem straszną złość. To był szok dla mnie i dla wszystkich, których znałem. To, co oglądałem w telewizji, było dowodem na to, do czego są zdolni islamiści

– dodaje.

Celina Urbankowski, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej Północnego New Jersey, tego dnia pracowała w biurze w centrum Jersey City, NJ. Dramat rozegrał się na jej oczach.

11 września był szokiem, przerażającym dniem. A ja widziałam to na własne oczy, bo okna mojego biura w Jersey City miały widok wprost na World Trade Center. Codziennie siedziałam przy biurku i miałam te dwie wieże przed oczami

– opowiada w rozmowie z „Super Expressem”.

Tego dnia rano piliśmy kawę. I widzę przez okno, że jedna wieża dymi. Podeszłyśmy do okna, cztery, może pięć osób. Nie miałyśmy pojęcia, co się dzieje. Włączyłyśmy radio. Na początku żadnych wiadomości nie było. To były czasy, kiedy internet nie działał tak jak dziś

– tłumaczy i ciągnie:

I w pewnym momencie widzimy, że leci samolot. Mówię do koleżanek: pewnie leci ratunek, bo na górnych piętrach ludzie są odcięci. I ten drugi samolot na naszych oczach wbija się w drugą wieżę. Osłupienie. To drugie uderzenie było jeszcze bardziej tragiczne.

Urbankowski opowiada, że około godz. 10 służby nakazały ewakuację jej biura.

Pracowałam w budynku stanowym i była obawa, że budynki rządowe też będą zaatakowane. Jeszcze przed wyjściem, przez okno widziałyśmy, jak zawaliła się druga wieża. Wcześniej widziałyśmy na własne oczy ludzi wyskakujących z okien płonących wież

– relacjonuje.

Jersey City było praktycznie zamknięte. Ulice poblokowane. Straż z Jersey City jechała na pomoc do Nowego Jorku. Tunele zamknięte. Mój starszy syn chodził wtedy do Saint Peter's Prep w Jersey City, tuż przy wodzie. Szkoła kazała odebrać dzieci. Szłam po niego na piechotę. To blisko rzeki Hudson i papiery, dokumenty z płonących budynków WTC wiatr przeniósł na drugą stronę. Ulica była nimi usłana. Latały w powietrzu spalone szczątki, czuć było swąd spalenizny

– mówi z lekkim drżeniem w głosie. Pamięta też, że próba powrotu do domu w Bergen County zajęła im trzy godziny, bo wszystkie drogi były pozamykane.

Syn miał wtedy 17 lat i twierdzi, że została mu trauma. Jechaliśmy wtedy do domu i nawet ze sobą nie rozmawialiśmy. Widziałam, że jest przerażony

– dodaje Urbankowski.

Dariusz Knapik, Nowy Jork, biznesmen i działacz polonijny, pamięta, że 11 września realizował projekt na dolnym Manhattanie.

Moja firma pracowała na rogu Greenwich i Harrison, przy 35-piętrowym budynku. Moi pracownicy byli na 30. piętrze. Pierwszy samolot przeleciał nad nimi od północy i uderzył w wieżę. Byli świadkami, jak ludzie wyskakiwali z budynku. Po 30-40 minutach uderzył drugi samolot, a potem budynki się zawaliły. Wszyscy ewakuowali się i na piechotę wrócili na Greenpoint

– mówi.

Do pracy wróciliśmy tam dopiero po trzech miesiącach i pracowaliśmy w tej okolicy przez następne dwa lata. Niektórzy mieli traumę. Mój brygadzista przyjechał do domu z płaczem i przez tydzień nie wrócił do pracy

– dodaje.

W sąsiedztwie WTC pamiętnego 11 września pracował też Jerzy Leśniak, architekt i prezes Fundacji Nowodworskiego.

Moje biuro było naprzeciwko World Trade Center, przy 90 West Street, na trzecim i czwartym piętrze. Jechałem do biura, ale się spóźniłem i zatrzymano mnie na Grand Central. Nasze biuro zostało totalnie zniszczone. Dwa piętra spalone

– opowiada. Archiwum firmy, mieszczące się w piwnicach World Trade Center też przepadło.

Przez półtora roku odzyskiwaliśmy dokumenty od wykonawców i inżynierów. Część udało się odzyskać, ale nie wszystko. To był początek upadku biura. Po kilku latach zostało sprzedane kanadyjskiej firmie

– dodaje.

Bożena Konkiel, pedagog i muzyk, matka pianisty Nicholasa Kaponyasa, pamięta, że w dniu ataku była na Greenpoincie i jechała na siłownię.

Zobaczyłam, że ludzie stoją nad rzeką i patrzą w górę. Zatrzymałam samochód. Dwie wieże już płonęły. Mój syn był wtedy malutki, z nianią w parku. Pierwsza myśl: szybko zatankować samochód i jechać po dziecko

– mówi nam. Gdy tylko odebrała syna, pojechała do domu.

Oglądaliśmy telewizję i przez okno widziałam ludzi idących boso, zakurzonych, businesswoman w zakurzonych garniturach. Szli na Long Island, bo nie było transportu. Byłam w ciężkiej depresji, płakałam, bo nie wiedziałam, co się dzieje z tym krajem

– mówi, przyznając, że były to koszmarne chwile.

Tadeusz Antoniak, działacz polonijny, tego dnia był w Filadelfii.

Chodziłem do szkoły językowej przy Roosevelt Boulevard. Byliśmy na lekcji i nauczycielka włączyła telewizor. Wszyscy zamarli, przerwano lekcję, więc pojechałem do domu

– wspomina.

Naprzeciwko były budynki Urzędu Skarbowego IRS. Natychmiast pojawiło się wojsko wokół budynku. Zadzwoniłem do Polski, próbowałem dodzwonić się do znajomych w Nowym Jorku, ale nie mogłem się połączyć

– dodaje, przyznając, że będzie pamiętał wydarzenia tamtego dnia do końca życia.

Jolanta Hałaszkiewicz, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej w Michigan, 11 września była w Detroit.

Pamiętam, był ranek, coś robiłam przy komputerze w sypialni i przybiega mój syn: „Mamo, coś się stało w Nowym Jorku, samolot wleciał w budynek". Włączyliśmy telewizor. Szok i niedowierzanie

– mówi.

Ale najbardziej uderzyła mnie reakcja koleżanek z pracy następnego dnia. Weszłam do biura nieruchomości, gdzie pracowałam, i wszyscy siedzieli w kompletnej ciszy. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, jak wielki błąd popełnili ci, którzy to zrobili. Obudzili ducha walki w bardzo spokojnym społeczeństwie

– dodaje. Kolejne jej wspomnienie to relacjonowany przez telewizje obraz prezydenta George'a W. Busha, który czytał dzieciom w szkole.

Ktoś podszedł, szepnął mu coś do ucha i na jego twarzy widać było narastające oburzenie

– wspomina. W Nowym Jorku, gdzie każdy skrawek ziemi jest zabudowany, teren po wieżach, to jedyne miejsce, gdzie celowo zostawiono pustkę. Dwie czarne, kwadratowe dziury w ziemi, z których bez końca spływa woda. Spływa po czarnym marmurze basenów, jak rzęsiste, gorzkie, łzy.