200 osób, 1500 kostiumów, dwie ciężarówki sprzętu - tak „Mazowsze” rusza za ocean. „Taki koncert zdarza się raz na generację”

2026-04-22 13:34

Legendarny Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” po 16 latach znów wystąpi na amerykańskiej ziemi. Będzie to największe show w historii występów polskich artystów w Stanach Zjednoczonych, które zobaczyć będzie można jedynie w czterech miasta USA i Kanady. Organizator koncertu Grzegorz Fryc, właściciel firmy Gram-X Promotions Inc., w rozmowie z „Super Expressem” przyznał, że to największe wyzwanie, jakie dotąd podjął. Uchylił rąbka tajemnicy, jak wyglądały przygotowania do niezwykłego amerykańskiego tournée słynnego zespołu.

Grzegorz Fryc opowiedział o trasie koncertowej Zespołu „Mazowsze”

i

Autor: Mazowsze/Facebook, Grzegorz Fryc/ Materiały prasowe

„Super Express”: - Sprowadzenie do USA tak licznego zespołu jest wielkim wyzwaniem. Co może pan powiedzieć?

Grzegorz Fryc: – To największe wyzwanie, jakie miałem. Tak naprawdę to jest 200 osób. 150 osób to artyści występujący na scenie plus następne 50 osób z obsługi technicznej i menagement. Nigdy do tej pory nie produkowałem i wątpię, żeby kto inny próbował podjąć się takiego dużego przedsięwzięcia, jeżeli chodzi o sprowadzenie artystów z Polski. To są ogromne koszta, ogromne ryzyko, ogromne wyzwanie. 

Oprócz ludzi mamy dwie ciężarówki sprzętu, dwie ciężarówki sukni, bo Mazowsze przywozi ponad 1500 kostiumów. Do tego dochodzą cztery autobusy dla zespołu. Dodajmy do tego wymagające warunki techniczne miejsc koncertowych, ale Mazowsze to jest perła w koronie kultury polskiej i chcemy ją zaprezentować w najlepszym świetle tutaj w Ameryce. Musieliśmy podjąć to wyzwanie. Bo kto, jak nie my? Prawda? (Śmiech).

– W Nowym Jorku zaplanowany jest tylko jeden koncert, ale nie będzie jedynym w USA. Jak będzie wyglądała trasa koncertowa Mazowsza po Stanach Zjednoczonych?

– Rozpoczynamy trasę w Waszyngtonie 25 kwietnia. Następnie wystąpią w Nowym Jorku w niedzielę 26 kwietnia. Później czeka nas Toronto i następnie 1 maja w Chicago rozpocznie koncert Mazowsza weekend trzeciomajowy, którego zwieńczeniem jest parada. Na paradę przyjedzie bardzo dużo osobistości z Polski, z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, z Sejmu i Senatu i reprezentanci samorządów województw. Trasa zapowiada się bardzo vipowsko i będzie to największa trasa Mazowsza w historii. Do tej pory Mazowsze zawsze występowało w liczbie 100 osób, a teraz przyjeżdżają w liczbie 200 osób. W takiej liczbie jeszcze nikt Mazowsza nie widział. Nawet w Polsce. Mamy też specjalnie zaproszonych do występów z Mazowszem gości, laureatów Konkursu Chopinowskiego. Będzie to specjalne wydanie Mazowsza zbiegające się z 250-leciem istnienia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i ta trasa też ma celebrować ten jubileusz.

– Jakiej publiczności się pan spodziewa? Tylko Polonia jest zaproszona?

– O występie Mazowsza już informują media amerykańskie: CBS, „New York Times” i inne. Zapowiadają obecność na koncercie główne media amerykańskie, tak więc jeżeli chodzi o publiczność, to Mazowsze tradycyjnie gromadzi publiczność amerykańską i polską. Spodziewamy się bardzo różnorodnej publiczności i już widzimy po sprzedaży biletów, jaka publiczność się na ten koncert wybiera.

– Patrząc na trasę i daty koncertów, to trudno się oprzeć wrażeniu, że program jest bardzo napięty.

Cztery koncerty w ciągu tygodnia. Przejazdy. Duże wyzwanie i tak, jest to bardzo duża produkcja. Można porównać do produkcji Rolling Stones sprzed laty. Niczego większego z Polski niż Mazowsze w USA nie zobaczycie. Nie mieliśmy większego przedsięwzięcia wcześniej. W Chicago musimy przebudowywać scenę , żeby wszyscy się mogli na niej pomieścić. Nie ma większego w Polsce zespołu niż Mazowsze.

– Można powiedzieć, że to prawdziwa gratka?

Ostatni raz „Mazowsze” było na ziemi amerykańskiej 16 lat temu. Następnym razem, gdy tu przybędą, to my możemy być dużo, dużo starsi. Taki koncert zdarza się raz na generację. To wydarzenie bardzo drogie i bardzo ciężkie do zrealizowania i dlatego można się spodziewać, że nieprędko zobaczymy „Mazowsze” kolejny raz w Ameryce. Do koncertu zostało już tylko kilka dni. Zapraszamy na blisko trzygodzinny program, który jest warty każdego wydanego dolara. Bilety może nie są najtańsze, ale produkcja tego wymaga. Na pewno wiem jedno: nikt nie wyjdzie z występu „Mazowsza” zawiedziony. Satysfakcja gwarantowana w 100 proc. i jestem pewny, że tego wydarzenia nikt nie zapomni do końca życia.

– Od lat promuje pan kulturę Polską w USA, również jako szef firmy Gram-X Promotions Inc. Kogo pan sprowadził do tej pory z Polski do USA?

– Chyba wszystkich. Było ich tak wielu, że musielibyśmy zrobić o tym wywiad-rzekę. Do tej pory wyprodukowaliśmy ponad 400 koncertów na terenie USA i Kanady. Promowaliśmy polski rock, hip hop, reggae. Organizowaliśmy koncerty w Central Parku i w dużych arenach Nowego Jorku, Chicago, Detroit, na Florydzie, w Toronto, tak że jest za dużo tych artystów i zespołów żeby ich teraz wymieniać, a nie chciałbym kogoś przeoczyć. Każdy koncert był dla nas ważny i każda trasa była piękna.

– Czy chciałby pan komuś podziękować za pomoc przy organizacji trasy „Mazowsza”?

– Oczywiście, że tak. Przede wszystkim sponsorom, którzy pomagają nam zrealizować to wydarzenie. Przede wszystkim dziękuję Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, która obchodzi w tym roku 50-lecie istnienia. Dziękuję greenpoinckiej restauracji „Pierożek”, kancelarii prawnej Spektor & Associate, Greenpoint Insurance i naszemu prawnikowi, mecenasowi Pawłowi Wierzbickiemu. Dziękujemy za wsparcie, bo przy takich przedsięwzięciach pomoc sponsorów i ludzi dobrej woli jest niezwykle ważna. Dziękujemy także wojewodzie mazowieckiemu i polskim władzom, które dużo kosztów związanych z tym wydarzeniem pokryły.

Rozmawiał Teodor Lisowski

Super Express Google News