Nie pozwolono nam w spokoju przeżyć tragedii

2020-01-13 2:26 mjr
GABRYSIA
Autor: Facebook Gabrysia Dzimira zmarła w BożeNarodzenie

Gabrysi Dzimirze (15 l.) z Podkarpacia kibicowali w walce o zdrowie i życie Polacy na całym świecie. Urodzona z wadą serca i niewydolnością płuc nastolatka z Jarosławia dzięki pomocy ludzi o dobrych sercach i zbiórce 4 mln zł przeszła w Kalifornii operację, która miała ją uratować. Niestety, w Boże Narodzenie zmarła w wyniku powikłań pooperacyjnych. Jej mama Zdzisława Dzimira mówi nam, że nie mogła nawet w spokoju pożegnać córki. Po śmierci dziewczynki hakerzy przejęli jej konto na Facebooku, na którym oskarżyli jej mamę o zamordowanie jej i kradzież pieniędzy ze zbiórki. Rodzina złożyła doniesienie w tej sprawie do prokuratury.

– Jakie były ostatnie słowa, które usłyszała pani od Gabrysi?

Zdzisława Dzimira: – Zapytała mnie „kiedy będę mogła normalnie jeść?”. Nie da się opisać tego, co czuje rodzic w takiej chwili, kiedy odeszło jego dziecko. Jest rozpacz, morze wylanych łez, żal i bunt. Kiedy matka stoi przed salą operacyjną, gdzie dziesiątki ludzi walczą o życie jej dziecka, kiedy co rusz przywożą nowe maszyny, użytych zostaje dziesiątki igieł, strzykawek, leków, niezliczone litry krwi. I nagle to wszystko ustaje. Zapada złowieszcza i przerażająca cisza. Nie ma już nadziei, dalsza walka o życie córki nic nie da, bo nasza najukochańsza Gabi odeszła.

– Walczyliście o życie córki przez 15 lat…

– Tak od pierwszego dnia, gdy tylko wzięłam ją na ręce i przytuliłam do swego matczynego serca. Gabrysia od urodzenia cierpiała na bardzo skomplikowaną wadę serca i artezję tętnic płucnych. Była wojowniczką, dzielnie przez 15 lat szła przez życie z chorym sercem i płucami, nie wiedząc, czy dożyje następnego dnia. Miała swoje marzenia, pasje. Kochała koty oraz fotografować to, co ją otaczało. Od chwili narodzin Gabrysi, szukaliśmy pomocy u lekarzy w Polsce, Europie i w USA. Przez te wszystkie lata nikt nie dawał nam szans, że nasze dziecko będzie żyło. Cud, czyli życie Gabi, trwało pomimo opinii lekarzy. Przez lata poszukiwań pomocy znaleźliśmy ją u światowej sławy kardiochirurga dziecięcego, prof. Franka Hanley w Lucile Packard Children's Hospital w Stanford, CA. Ten lekarz uratował serce i życie wielu dzieciom, którym nikt nie umiał pomóc. Pomimo ogromnej kwoty 950 tys. dol., na ile został wyceniony zabieg, dzięki pomocy tysięcy ludzkich serc, udało się zdobyć potrzebną kwotę.

– I operacja się udała…

– 11 grudnia profesor Hanley, przeprowadził zabieg, co dwie godziny dostawaliśmy informacje z bloku i pomimo okropnego strachu, stresu były one zadowalające, wszystko szło zgodnie z planem, nie było żadnych komplikacji. Po 14 długich godzinach, w rozmowie z profesorem, nie padło ani jedno słowo, że coś może być nie tak. Pan profesor cieszył się, że tak dobrze poszło i deklarował, że przeprowadzi drugą operację w ciągu roku. Wszystko biegło dobrym torem, powolutku Gabi dochodziła do siebie. Pomimo dwóch tygodni spędzonych na intensywnej terapii jej stan się poprawiał. Przeszła dodatkowo bronchoskopię, kolejne centralne wkłucie i kolejne narkozy. Zaczynała spacerować. Wyciągano z niej każdego dnia niepotrzebne wkłucia, schodzono z leków, lada dzień mieliśmy ją przenieść na kardiologię. Nagle jej stan się pogorszył. Przez całą noc zespół lekarzy, pielęgniarek, walczył o jej życie. Niestety, stan córki był krytyczny, pomimo godzinnej reanimacji nie udało się przywrócić krążenia, została podłączona do ECCMO. Otworzono ponownie klatkę piersiową w nadziei, że uda się znaleźć przyczynę pogorszenia jej stanu. Niestety, po wielu godzinach morderczej walki straciliśmy nasze ukochane dziecko. Zrobiliśmy wszystko, co było w ludzkiej mocy, by ją uratować.

– Nie dane wam jednak było w spokoju pożegnać Gabrysi…

– Niestety. 27 grudnia hakerzy identyfikujący się jako Falcon 1986 SQUAD przejęli internetowe konto naszej córki. Wykorzystano wszystkie informacje, zdjęcia, spreparowano teksty, stworzono okropne filmiki z udziałem naszego dziecka, spreparowano nawet dowód osobisty Gabrysi. A mnie jako matkę oskarżono o ulokowanie pieniędzy zebranych na jej operację w banku za granicą i o zamordowanie córki. Hakerzy piszą też wiadomości do kolegów i koleżanek Gabrysi, zastraszają i wyłudzają pieniądze, piszą, z jakiej broni będą strzelać na pogrzebie Gabi i, że teraz zabiorą się za „sukę matkę” i, że „ją zamordują, tak jak ona zamordowała swoje dziecko”. Udało nam się na chwilę obecną zablokować konto na FB córki. Sprawą zajmuje się policja, prokuratura i Ministerstwo Sprawiedliwości. Nie dano nam czasu i spokoju, żeby przeżyć tragedię, jaka nas spotkała, obdarto nas z godności, przyzwoitości i poczucia bezpieczeństwa. Nasz dom przestał być naszą oazą, policja monitoruje dom i okolice, moje pozostałe dzieci nie są bezpieczne nawet we własnym domu. Kim są ci ludzie, kim trzeba być, aby wykorzystać śmierć dziecka, rozpacz rodziców, całej rodziny, i posuwać się do tak bestialskich czynów? Zrobimy wszystko, aby sprowadzić córkę do Polski, w godny sposób ją pochować i dopóki wystarczy sił, będziemy walczyć o dobre imię ukochanej Gabi i naszej rodziny.

Rozmawiała Marta J. Rawicz