W środę, 22 lipca Donald Trump uczestniczył w ceremonii w bazie sił powietrznych Dover w stanie Delaware, gdzie sprowadzono ciała czterech amerykańskich żołnierzy poległych podczas działań na Bliskim Wschodzie. Jak przekazuje Polska Agencja Prasowa (PAP), prezydent USA nie ukrywał emocji.
Oddamy im cześć. To jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia dla mnie, to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie muszę zrobić jako prezydent. Ale trzeba to zrobić – powiedział Trump przed odlotem na uroczystość.
Hołd poległym oddali również sekretarz obrony Pete Hegseth oraz przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Dan Caine.
Podczas wizyty w Dover amerykański prezydent spotkał się także z rodzinami poległych wojskowych.
Wszystko, co mogę powiedzieć, to: kochamy was. Kochamy wasze dzieci – powiedział Trump dziennikarzom, pytany o rozmowy z bliskimi żołnierzy.
Jak dodał, w takich chwilach nie ma miejsca na politykę.
Tu nie ma żadnych kalkulacji ani żadnych gier, to jest ich dziecko, a jedyne, co można zrobić, to okazać im współczucie i wsparcie – podkreślił.
Jak przypomina PAP, troje amerykańskich żołnierzy zginęło w piątek po uderzeniu irańskiego pocisku w koszary w bazie lotniczej w Jordanii. Ofiarami byli 25-letni Tyler James Feehan, 28-letnia Angel S. Rampersad oraz 19-letnia Isabella Gonzales. Wszyscy służyli w brygadach obrony powietrznej armii USA.
Czwarty żołnierz, 30-letni Michael Emmanuel Swinton, zginął dzień później w Iraku podczas kontrolowanej detonacji niewybuchu pochodzącego z zestrzelonego irańskiego drona kamikadze.
Według informacji przytoczonych przez PAP, od rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Iranowi 28 lutego zginęło już 18 amerykańskich żołnierzy, a liczba rannych przekroczyła 500.
Na początku tygodnia Donald Trump zapowiedział, że każda śmierć amerykańskiego żołnierza z rąk Iranu spotka się z zdecydowaną odpowiedzią Stanów Zjednoczonych. Prezydent oświadczył, że Teheran za takie działania „poniesie wielokrotnie gorsze konsekwencje”.