Postrzelona w NYC Polka wychodzi ze szpitala. "Cieszę się, że żyję"

Mieszkająca na Ridgewood Renata Koszczuk (48 l.), matka dwójki dzieci, która została postrzelona, gdy starała się pomóc swojej sąsiadce, Migdalii Ortedze (†51 l.) powoli dochodzi do siebie. W sobotę po prawie miesiącu pobytu w szpitalu wyjdzie do domu.

Renata Koszczuk przyznaje, że z dnia na dzień czuje się coraz lepiej, choć wie, że przed nią jeszcze sporo pracy. – Chodzę na razie przy chodziku, pokonując maksymalnie odcinki o długości 15 m. Chcę jak najszybciej stanąć na nogi i wrócić do w miarę normalnego życia. Nastąpi to zdaniem lekarzy za około cztery–sześć miesięcy. Na razie czeka mnie długa i żmudna praca, ale cieszę się, że żyję. Mam tylko nadzieje, że władze zrobią coś, by broń nie była tak dostępna – mówi nam Polka.

Renacie Koszczuk w powrocie do zdrowia kibicuje cała Polonia, ale nie tylko. Nowojorska fundacja We See You z Marią Kosiec na czele, zorganizowała facebookową zbiórkę pod hasłem „Zbiórka na rzecz rodziny Koszczuk", na którą wpłynęło już 12,605 dolarów, a środki nadal można wpłacać. – W imieniu własnym oraz mojej rodziny dziękuję wszystkim z całego serca za okazaną mi pomoc. W szczególności pragnę podziękować pani Marii Kosiec z Fundacji We See You, radnemu Robertowi Holdenowi, pani Krysi z Park Deli oraz Marcie Rawicz i redakcji „Super Expressu”, a także wszystkim przyjaciołom i znajomym oraz wszystkim ludziom dobrej woli, którzy nie znając mnie, wspomogli mnie w tych trudnych chwilach. Państwa bezinteresowna życzliwość jest dla nas wielkim wsparciem i daje mi nadzieję na powrót do zdrowia – przekazuje Renata.

Do tragedii, która na zawsze zmieniła życie Renaty i jej rodziny, doszło 9 maja przy Fresh Pond Road. 15-letnia córka Renaty usłyszał krzyki dochodzące z mieszkania Migdalii Ortegi, cywilnej pracownicy NYPD, która od 11 lat mieszkała piętro wyżej ze swoim partnerem Pedro Cintronem (55 l.), i zaniepokojona powiedziała mamie, że ktoś potrzebuje chyba pomocy. Renata, znając sąsiadów od lat, nie zastanawiała się ani chwili i pobiegła wraz córką na górę. Kiedy zapukała, Cintron otworzył drzwi i zaczął do niej strzelać. Zaledwie chwilę wcześniej strzelił w głowę partnerce, która chciała się z nim rozstać. Jedna z kul trafiła Renatę w płuco, druga w biodro. Polce cudem udało się wrócić z córką do jej mieszkania. Cintron, zbiegając po schodach, strzelił jeszcze kilka razy w drzwi Renaty, dziurawiąc je na wylot. Trzy dni później popełnił samobójstwo na ulicy, strzelając sobie w głowę na oczach przechodniów.