NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork newsy Zwiedza świat na motorze

Zwiedza świat na motorze

28.07.2013, godz. 23:50
Grzegorz Kogut
foto:

Po kilkumiesięcznych przygotowaniach, Grzegorz Kogut wyruszył na samotną wyprawę motocyklową do Australii i Tasmanii. W drodze do Australii zatrzymał się również w Singapurze, natomiast w drodze powrotnej w Szanghaju. W Tasmanii przemierzył motocyklem 1500 km częściowo asfaltem, a częściowo drogami polnymi oraz leśnymi, podziwiając piękne krajobrazy. Nie zabrakło jazdy po górskich serpentynach, jak również przepraw przez gęste lasy tropikalne.
Grzegorz Kogut czytelnikom „Super Expressu” postanowił opowiedzieć o swojej pasji i zachęcić do zwiedzania świata na dwukołowym rumaku.

Ostatnio był pan w Australii. Proszę opowiedzieć jak wyglądała ta wyprawa?
W drodze do Australii zatrzymałem się również w Singapurze, natomiast w drodze powrotnej w Szanghaju gdzie oddawałem sie eksploracji tamtejszych kulinariów jak również zwiedzaniu obu miast, które okazały się pełne atrakcji. Po odebraniu motocykla z wypożyczalni udałem się na statek, który zabrał mnie do Tasmanii. I tam dopiero poczułem prawdziwą przygodę. Po objechaniu prawie całej wyspy wróciłem na australijski kontynent i kontynuowałem podróż. W Tasmanii przemierzyłęm motocyklem 1500 km częściowo asfaltem, a częściowo drogami polnymi oraz leśnymi, podziwiając piękne krajobrazy. Nie zabrakło jazdy po górskich serpentynach, jak również przepraw przez geste lasy tropikalne. Podziwiałem tam również niecodzienne okazy flory i fauny, która wyewoluowała tutaj jakby niezależnie od reszty naszej planety. Spotkania z tutejszymi zwierzakami takimi jak kangury czy diabły tasmańskie dostarczały wiele emocji, jednakże najbardziej w mojej pamięci zapadło tutejsze ptactwo, które od czasu do czasu dotrzymywało mi towarzystwa. Zdarzyło się, że pędziłem piaszczystą leśną drogą w towarzystwie stada strusi. Innym razem znów wielki tasmański orzeł bielik zdecydował się lecieć tuż przy moim motocyklu. Również tamtejsze niebo, a zwłaszcza krzyż południa zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Patrząc w te obce gwiazdozbiory wydawać by się mogło, że znalazłem się na innej planecie. Zreszta spotkania z tutejszymi zwierzakami utwierdzały mnie jakby w tym przekonaniu. Po powrocie do Melbourne ruszyłem wzdłuż oceanu, kierując sie na zachód przepiękną trasą widokową o dźwięcznej nazwie Great Ocean Road. Trasa ta dostarcza spektakularnych widoków, ocean mieni sie odcieniami głębokiego błękitu, a plaże i skały wyłaniające się z wody zapierają dech w piersiach. No i te serpentyny... Po prostu motocyklowy raj. W sumie podczas całej wyprawy spędziłem w samolotach 50 godzin pokonując drogą powietrzną 42 tys. km. Natomiast na motocyklu spędziłem około dwóch tygodni pokonując 2500 km. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się tam wrócić.

Największa przygoda, która pana spotkała podczas zwiedzania świata?
Podczas wypraw motocyklowych każdy dzień przynosi niezapomniane przeżycia oraz nieoczekiwane przygody. Czy to przeprawa przez góry i rzeki, czy też spanie pod gołym niebem na afrykańskiej pustyni, czy też nieoczekiwany pościg motocyklowy za strusiami w australijskim lesie tropikalnym... Wszystkie te przygody zapewniają niezapomniane wrażenia. Najbardziej jednak utkwił w mojej pamięci moment, w którym podczas jazdy autostradą w Południowej Dakocie nadeszła burza. Podczas gdy przejeżdżałem pod linią wysokiego napięcia w przewody znajdujące się nad autostradą uderzył piorun i rozszczepiając się na cztery odnogi pląsał przez kilka długich sekund po drutach. W tym właśnie momencie nasze cztery motocykle przemknęły pod tańczącą błyskawicą. Było to spektakularne przeżycie, które na pewno pozostanie w mojej pamięci do końca życia.


Od kiedy zaczęło pana pociągać zwiedzanie świata na motocyklu?

Motocykle fascynowały mnie już od dziecka. Już jako kilkuletni brzdąc wdrapywałem się na motocykle wujków i sprawdzałem ile jeszcze brakuje moim nogom, aby dosięgnąć ziemi. W końcu, gdy moje nogi były już wystarczająco długie, kupiłem pierwszy motorower, potem motocykl i tak dziecięce marzenia przemieniły się w rzeczywistość. Zaczęły się pierwsze eskapady w Bieszczady, potem coraz dalej. Jednak prawdziwe długie wyprawy motocyklowe zaczęły się dopiero tutaj w Stanach, oczywiście na Harley’u. Pierwsze zloty w Daytonie, Laconii, Sturgis... Początkowo jeździłem samotnie, aż podczas jednego ze zlotów Daytona Bike Week spotkałem motocyklistów z Orła Białego z Chicago. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Po jakimś czasie wyruszyłem z nimi na wspólną wyprawę z Los Angeles do Sturgis i Chicago. Krótko potem wstąpiłem w ich szeregi zakładając jednocześnie nowojorski oddział Orła Białego. W moim odczuciu, apetyt na podróże rośnie wprost proporcjonalnie do liczby przejechanych mil. Im więcej człowiek podróżuje, tym bardziej spragniony jest nowych miejsc i wrażeń, a co za tym idzie, chce podróżować więcej. Po to właśnie bije serce motocyklisty.


Najtrudniejsza wyprawa w pana życiu?
Najtrudniejszą dla mnie jak do tej pory wyprawą była wyprawa do Maroka. Dotychczas, jako harlejowiec przyzwyczajony byłem głównie do jazdy po asfalcie i twardych nawierzchniach. Tym razem postanowiłem zmierzyć się z afrykańskimi bezdrożami, górami, rzekami oraz pustynią. Wyprawa ta była dla mnie ogromną szkołą przetrwania. Momentami ostro dostawałem w kość, ale warto było. Podróż ta przyniosła mi przeogromną satysfakcję.


Jak udaje się Panu zdobywać fundusze na podróże?
Bardzo dużo pracuję. Uważam, że jest czas na pracę i jest czas na przyjemność. Gdy jestem na miejscu poświęcam się pracy niemal całkowicie, wiedząc, że mój trud się opłaci, i już niedługo będę mógł wyruszyć na kolejną wyprawę. Podróże finansuję zatem z własnej kieszeni.


Najtrudniejsze momenty, które spotykają pana podczas wypraw?

Każdy trudny moment podczas wyprawy motocyklowej to tak naprawdę przygoda, coś co można później wspominać, coś z czym trzeba się zmierzyć aby można było brnąć dalej. Najgorsze momenty to takie, w których widzimy wywrotkę lub wypadek współtowarzysza wyprawy. Jest to moment, w którym wyprawa może się zakończyć, i nie jest to niestety szczęśliwe zakończenie.


Proszę zachęcić polonię do aktywnego spędzania czasu i zwiedzania świata?
Wiele osób podróżuje robiąc to na przeróżne sposoby, jednak frajda z jazdy motocyklem w połączeniu z podążaniem w nieznane jest w mojej opinii jednym z najlepszych sposobów poznawania naszej planety. Jest to również mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Towarzyszące podróżom motocyklowym poczucie wolności nie ma sobie równych. Aby zachęcić Polaków do udziału w motocyklowych wypadach zapraszam do odwiedzenia strony nowojorskiego Orła Białego www.orzelbialyny.com i obejrzenia foto galerii. Fotografie są w stanie powiedzieć o wyprawach motocyklowych dużo więcej niż słowa.


Chciałbym jednocześnie w imieniu własnym oraz całej Unii Polskich Motocyklistów Świata „Orzeł Biały” pozdrowić wszystkich czytelników. Zachęcam również gorąco do odwiedzenia naszej strony, a wszystkich zainteresowanych zapraszam do wspólnych wypraw motocyklowych.
ORZEŁ BIAŁY NY
www.orzelbialyny.com
tel. 347-967-8315

rozmawiała
Agnieszka Granatowska

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: