NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork newsy Rozmowa z Aleksandtrą Kurzak: połączył nas „Napój miłosny” 

Rozmowa z Aleksandtrą Kurzak: połączył nas „Napój miłosny” 

09.04.2016, godz. 00:00
Aleksandra Kurzak
foto: EAST NEWS

Rozmawiamy z Aleksandrą Kurzak, śpiewaczką operową, sopranistką, która występowała w nowojorskiej Metropolitan Opera w roli Adiny w operze pod tytułem „Napój Miłosny” Gaetano Donizettiego. Polska śpiewaczka rolą zachwyciła zarówno nowojorskich melomanów jak i wybrednych krytyków.

Śpiewa pani na scenach całego świata, która z nich to ta ulubiona? -

AK: Najbardziej lubię Opery w Londynie i w Nowym Jorku. Londyn nazywam swoim artystycznym domem. Nowy Jork sam w sobie jest magicznym miejscem. A także Paryż, Wiedeń wszystkie te teatry są wspaniałe.

A Teatr Wielki w Warszawie ?

- Tak, bardzo go lubię, tylko zawsze mam problem ze znalezieniem wolnego terminu by tam wystąpić. Planuję swoje występny na scenach światowych z nawet sześcioletnim wyprzedzeniem. Ja bardzo lubię grać na deskach Teatru Wielkiego w Warszawie i nie jest to z mej strony żadna kokieteria.

Pani rodzice to Jolanta Żmurko, wspaniała sopranistka i Ryszard Kurzak, waltornista, chyba nie miała pani innego wyboru jak zostać śpiewaczką?

- Pewnie coś w tym jest. Proszę także pamiętać, że były to inne czasy. Granice były zamknięte. Tata chciał, abym została skrzypaczką, znalazła pracę w jakieś orkiestrze w Berlinie Zachodnim i dzięki temu mogła dobrze żyć. W związku z tym rodzice posłali mnie do szkoły muzycznej. A także zabierali mnie często do opery i praktycznie wychowywałam się za kulisami. Tak jak teraz moja córka Malena. Opera była dla mnie jak drugi dom. Zupełnie naturalnie zamieniłam grę na skrzypcach na śpiew.

To córka też będzie śpiewać?

-  Kto wie? Ma dopiero dwa lata, ale już bardzo lubi wychodzić z nami do opery. Naśladuje mnie w garderobie, maluje się, śpiewa i tańczy i wszyscy się śmieją, że rośnie nam nowa gwiazda. Nie będziemy jej ani zniechęcać ani zachęcać do tego zawodu.

Kiedy zaśpiewała pani pierwszą arię?

- W wieku 4 lat. Naśladowałam wtedy moją mamę w garderobie, kiedy się przygotowywała do koncertu. I wtedy padła od dyrygenta propozycja nagrania płyty, który nie mógł uwierzyć, że ja tak śpiewam z moją mamą. Dyrygent chciał nagrać ze mną płytę, ale rodzice się na to nie zgodzili, bo nie chcieli mieć żadnego cudownego dziecka w domu.

Pani lubiła ten muzyczny świat?

- Tak, bardzo. Chodziłam do szkoły muzycznej. Kształciłam się tam przez 12 lat z tymi samymi koleżankami i kolegami. Nasza klasa była jak rodzina. Każdy grał na jakimś instrumencie. Nie znałam innego świata. Było to dla mnie bardzo naturalne.

Jak pani zmaga się z tremą przed występem?

- Nie mam tego problemu. Nigdy nie paraliżowała mnie trema. Zapewne pomogła w mi tym gra na skrzypcach, bo pamiętam, że bardzo się denerwowałam przed każdym występem w podstawówce. Widocznie w dzieciństwie się już nerwy wypaliły i teraz nie mam z tym problemu.

Lubi pani porównania do słynnej śpiewaczki operowej Marii Callas?

- To trochę niedorzeczne i śmieję się z nich. Prasa kolorowa każdą śpiewaczkę co jakiś czas do niej porównuje. A Maria Callas to Maria Callas. Koniec, kropka.

O jej przygotowaniach do występów krążyły legendy? A jak jest z panią?

- Zawsze powtarzam, że dla śpiewaka najważniejszy jest sen. Nie mam żadnych zaklęć ani przesądów. Jestem też mamą. Gotuje, zmywam, wychodzę do pracy i toczę normalne życie.

Na walizkach?

- Tak. I jest to bardzo trudne - zbudować sobie życie prywatne. Moje pierwsze małżeństwo nie przetrwało próby czasu, a właściwie próby odległości. Poznaliśmy się bardzo młodo i naiwnie myśleliśmy, że miłość załatwi wszystko. A to jest wielką nieprawdą. Nad każdym związkiem trzeba ciężko pracować przez całe życie i go pielęgnować. Byłam grubo po trzydziestce i myślałam sobie, już na założenie rodziny jest za późno. A tu wielka, miłosna niespodzianka. W czasie występów w przedstawieniu pod tytułem „Napój miłosny” w Londynie poznałam swego męża. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Marzenia się spełniły łączymy miłość, pracę i rodzinę.

A biznesy, jak pani idą?

- Mój biznes to te dwie struny głosowe w moim gardle i tu, jak mówi mój mąż, mam kopalnię złota. Trzeba się w życiu zajmować tym do czego jesteśmy stworzeni.

A jak wyglądają występy prywatne dla gwiazd opery?

- Ostatnio miałam zaśpiewać na przyjęciu z okazji urodzin męża Anny Wintour, ale szkoda, że moja choroba pokrzyżowała plany.

Rozmawiała Marta Rawicz, współpraca Paweł Sabaj i Olivia Szulc

Źródło: Iwona Havranek
se24.tv
autor: Marta Rawicz zobacz inne artykuły tego autora
Marta J. Rawicz, Paweł T. Sabaj zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: