NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork newsy Nieporozumienie czy nieznajomość przepisów?

Nieporozumienie czy nieznajomość przepisów?

10.11.2013, godz. 09:00
egzamin, test, szokła,
foto:

Problem naszej Czytelniczki i jej dziecka, które nie może przystąpić do egzaminów. Nasza rodaczka Katarzyna Mach od ponad roku - jak sama twierdzi - usiłowała otrzymać zgodę Komisji Oświatowej Kongresu Polonii Amerykańskiej na to, aby jej syn mógł przystąpić do Regents Examinations, który odbędzie się 17 listopada na Uniwersytecie Columbia. Jak czytamy na stronie internetowej Centrali Polskich Szkół Dokształcających, aby przystąpić do egzaminu młodzież, która urodziła się w USA, musi udokumentować, że uczyła się języka polskiego w szkole polonijnej przez co najmniej cztery lata. W przypadku dzieci, które przyjechały z Polski, uwzględnia się ich edukację na podstawie ostatniego świadectwa ze starego kraju. W tym celu należy zgłosić się do najbliższej szkoły polonijnej i poprosić o ewaluację. Jednak syn naszej rozmówczyni nie chodził do żadnej z polonijnych szkół.

Jak do tego doszło...

- Do Stanów przyjechaliśmy, kiedy moje dziecko miało 10 lat. Mój syn Kamil (w tej chwili ma 16 lat) chodził do szkoły podstawowej w Polsce przez trzy lata, obecnie biegle czyta, pisze i mówi po polsku. Cały czas używa języka polskiego, często czyta książki po polsku. Nigdy nie chodził do polonijnej szkoły, bo uważam, że w tego typu placówkach panuje zbyt niski poziom. To tak, jakby lekarza posłać na kurs pielęgniarek - mówi Katarzyna Mach. Jak twierdzi nasza rozmówczyni, od roku usiłowała dowiedzieć się, co musi zrobić, aby jej syn mógł przystąpić do Regents Examinations. - Usłyszałam, że nie ma problemu, żeby Komisja Oświatowa KPA wydała zaświadczenie, w którym to wyrazi zgodę na przeegzaminowanie mojego syna przez nauczycieli z polonijnej szkoły dokształcającej i na tej podstawie mój syn mógłby przystąpić do Regents Examinations - opowiada Katarzyna. Dokładnie na początku września nasza Czytelniczka dostała informację od Jolanty Szulc, dyrektora wykonawczego KO KPA, z informacją, żeby podała wszystkie dane syna. - Myślałam, że to jest znak, że wszystko jest na dobrej drodze i niezbędne zaświadczenie zostanie nam wydane. Niestety, od tamtego czasu upłynęło wiele tygodni, aż pani Jolanta do mnie napisała - opowiada Katarzyna: "Po przedstawieniu sytuacji pani syna Zarząd Komisji Oświatowej nie poparł wniosku o zezwolenie Kamilowi na przystąpienie do egzaminu przeprowadzanego przez Komisję Oświatową. Istniejące przepisy o przystąpieniu do egzaminu wymagają minimum 3-letniego uczęszczania do szkoły polonijnej. W wyjątkowych wypadkach dopuszczeni są uczniowie, którzy mają ukończone co najmniej 2 lata nauki na poziomie liceum w Polsce. W przypadku Kamila jego formalna edukacja w Polsce skończyła się na poziomie początkowych lat szkoły podstawowej. Kamil mieszka na terenie, gdzie funkcjonuje kilka szkół polonijnych, wiec miał możliwość zapisania się do szkoły. Sytuacje wyjątkowe obejmują uczniów, którzy ze względu na położenie geograficzne nie mogli uczęszczać do szkoły polonijnej, bo nie było takiej w ich rejonie" - odpowiedziano.

- Rozumiemy, że Kamil może posiadać dobrą znajomość języka polskiego, za co mógłby uzyskać 3 kredyty w high school, sugerujemy więc, aby spróbowali Państwo załatwić mu możliwość zdawania egzaminu z języka polskiego oferowanego przez niektóre college w rejonie Nowego Jorku. Przykro mi, ale mimo dobrych chęci Kamil nie spełnia wymogów "sytuacji wyjątkowej" - dodała oficjalnie Jolanta Szulc.

Z sytuacją naszej Czytelniczki zaznajomiony był również prezes KO KPA dr Edmund Osysko. - Temat ten był omawiany przez Zarząd Komisji Oświatowej KPA od ponad pół roku. Z tym że od dwóch tygodni nabrał przykrego biegu. Pani Mach zaangażowała zarząd główny KPA w Chicago, przedstawicieli oświaty z Polski oraz działacza z Greenpointu, przedstawiając nas jako bezdusznych biurokratów działających na szkodę Polonii - napisał do naszej redakcji dr Edmund Osysko.

Wielka gorycz

Jak nas poinformowała Jolanta Szulc, nieprzychylna decyzja w sprawie egzaminu w systemie szkół polonijnych wywołała bardzo silną negatywną reakcję u naszej Czytelniczki. - Mimo że sugerowaliśmy pozytywne rozwiązanie, zaczęła ona agresywnie działać przeciwko Komisji Oświatowej, szukając poparcia wśród Polonii i Kongresu Polonii Amerykańskiej. Niestety, w całej sprawie zniekształciła fakty. Jeden z anonimowych "obrońców" z Polonii, który wstawiał się za nią, zostawił wiadomość na automatycznej sekretarce, że dr Osysko i Komisja Oświatowa uniemożliwiają uczniom polonijnym naukę języka polskiego, jak również że działamy na szkodę Polonii. Dużo niegrzecznych uwag skierowanych było przeciwko dr. Osysko, co jest szczególnie krzywdzące i bezpodstawne, zważywszy na oddanie doktora i wspaniałą pracę przez większość jego życia. Przedstawianie jego działalności w negatywny sposób może pochodzić tylko od osoby nieświadomej i nieznającej prawdy. Komisja Oświatowa nigdy nikomu nie odmówiła przyjęcia do szkoły polonijnej. Przyjmujemy wszystkie dzieci, które chcą uczyć się języka polskiego, nawet takie, które ledwie mówią po polsku, bo urodziły się w USA i często pochodzą z rodzin mieszanych, polsko-amerykańskich czy polsko-hiszpańskich - powiedziała Joanna Szulc. - Przez okres mojej pracy w szkolnictwie polonijnym nie było możliwości przystąpienia do egzaminu bez uczęszczania ucznia do szkoły społecznej czy konsularnej. W związku z tym myślę, że nastąpiło nieporozumienie. Koordynator z ramienia KO KPA oraz dyrektorzy szkół przestrzegają zasad, aby nie naruszyć obligujących przepisów stanowych - powiedziała Dorota Andraka, prezes Centrali Polskich Szkół Dokształcających. - Zaproponowałam pani Mach, żeby zapisała syna do szkoły polonijnej, tam, gdzie są klasy licealne, i wówczas będzie mógł przystąpić do międzynarodowego egzaminu z języka polskiego, który przeprowadzany jest przez egzaminatorów z Polski (tzw. egzamin certyfikatowy) - dodaje Andraka. - Nie zostało mi nic innego, jak zapisać syna do polonijnej szkoły dokształcającej. Szkoda, że takiej kompetentnej osoby jak pani Andraka nie spotkałam wcześniej - kończy Katarzyna Mach.

autor: Katarzyna Adamska zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: