NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork newsy Marek Wysocki, kandydat do władz Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej: Odtajnię wszystkie decyzje rady dyrektorów

Marek Wysocki, kandydat do władz Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej: Odtajnię wszystkie decyzje rady dyrektorów

21.04.2013, godz. 06:00
Marek Wysocki, kandydat do władz Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej: Odtajnię wszystkie decyzje rady dyrektorów
foto:

Marek Wysocki kandyduje do rady dyrektorów P-SFUK. Ten znany od kilku lat Polonii działacz, w ubiegłym roku przez krótki czas piastował stanowisko członka. Tuż przed majowymi wyborami Wysocki zdecydował się bliżej przedstawić Czytelnikom "Super Expressu". Opowiedział nam, co go skłoniło do wzięcia udziału w wyborach. Powiedział nam również, co zamierza w pierwszej kolejności zmienić w największej polonijnej instytucji finansowej.

- Co pana skłoniło do ubiegania się o stanowisko członka Rady Dyrektorów?

- Nonszalancja i utajnione działanie Rady Dyrektorów w sprawie sądowej z panem Mielczarkiem (Oskar Mielczarek, były szef P-SFUK - red.). Jestem jednym z pozwanych w tej sprawie i reprezentuję się w sądzie sam, bez żadnego adwokata. Pomimo bezpodstawnych zarzutów Rada gotowa jest pójść na ugodę i zapłacić z członkowskich pieniędzy olbrzymie odszkodowanie.

- Dlaczego nie startował pan z nominacji tylko sam zbierał podpisy?

- Jestem przeciwnikiem instytucji, jaką jest komisja nominacyjna. Powoływana jest w całości arbitralną decyzją przewodniczącego Rady Dyrektorów bez konsultacji z członkami Rady. Komisja nie musi w żaden sposób motywować swoich decyzji, a wręcz odmówiła podania powodów odrzucenia kandydatur kilku osób ubiegających się o nominację. Wszyscy, którzy chcą być wybrani, powinni uzyskać poparcie członków poprzez zbieranie podpisów. Rokrocznie nominowane są zawsze osoby, które w Radzie zasiadają od wielu lat i najprawdopodobniej nie zebrałyby odpowiedniej liczby podpisów członków. Jest to po prostu nieuczciwe i nam, Polakom, przypomina metody używane w PZPR.

- A jak już pan zostanie wybrany... Co będzie pan chciał zmienić w P-SFUK?

- Najważniejszym problemem rady dyrektorów, mającym fundamentalny wpływ na działanie całej organizacji, jest utajnienie pracy i decyzji zapadających w Radzie. Nie jest to spółka akcyjna handlująca swoimi akcjami na giełdzie, konkurencji obawiać się także nie musimy. Jest to przecież spółdzielnia należąca do jej członków, którzy mają pełne prawo wiedzieć, co się z ich pieniędzmi dzieje. Uważam, że "odtajnienie" obecnych, a także przeszłych decyzji Rady Dyrektorów jest na dzień dzisiejszy najważniejsze i nie będę bał się tego zrobić. Czytelników, którzy chcą się z nią zapoznać z moją dokładną agendą, zapraszam na stronę www.nasznowyjork.org.

- Jak zostanie pan wybrany, pozwoli pan zwołać zebranie specjalne, o które walczy bezskutecznie od kilku miesięcy grupa członków z panem na czele?

- Jeśli zostanę wybrany, będę za takim zebraniem głosował. Członkowie mają prawo statutowe i nie powinni czekać do końca kadencji dyrektora, który ich zdaniem zawiódł oczekiwania. Petycja, która została ostatnio odrzucona przez radę, została złożona zgodnie z wymaganiami naszego statutu. Przedstawione przez przewodniczącą Wierzbowską na zebraniu powody odrzucenia oparte na regulacjach NCUA nigdy, pomimo pisemnych próśb, nie zostały członkom przedstawione na piśmie z podaniem konkretnych paragrafów. Przypominam, że za zwołaniem takiego zebrania wypowiedziało się, podpisując petycję, ponad 2 tys. członków.

- Czyli udział w wyborach do rady dyrektorów jest sposobem na to, aby członkowie i pan mieli większe szanse na przeforsowywanie swoich pomysłów?

- Mój udział w wyborach ma na celu wprowadzenie niezbędnych, od lat oczekiwanych przez członków zmian. Wiem, że wszyscy tych zmian oczekują i jeśli zostanę wybrany, na pewno nie zawiodę moich wyborców. Będąc w radzie przez niecałe dwa miesiące, doprowadziłem do ważnej zmiany w statucie, choć od lat "wpierano" członkom, że statutu zmienić nie można. Zmiana dotyczyła quorum wymaganego do głosowania. Dotychczasowe 15 osób zmieniono na sto, co było ważnym precedensem oraz zabezpieczeniem naszej organizacji przed niekontrolowanymi decyzjami kilkunastu osób.

- Zazwyczaj gdy pytaliśmy pana o prywatne życie, unikał pan odpowiedzi. Czy teraz, kiedy startuje pan w wyborach, zechciałby pan przybliżyć Czytelnikom "Super Expressu" swoją osobę?

- Nie chciałbym, żeby członkowie głosowali na mnie z powodu tego, kim jestem, ale z powodu tego, co dla nas wszystkich zrobię, jeśli zostanę wybrany. Jednak nie mam także nic do ukrycia i tych z Czytelników, którzy chcą mnie poznać bliżej, zaproszę niedługo na swoje wyborcze zebranie, o którym powiadomię w waszej gazecie. W Stanach Zjednoczonych jestem od ponad 20 lat i zaraz po przyjeździe otworzyłem swoją pierwszą firmę. Z wykształcenia jestem elektronikiem i była to firma instalująca systemy alarmowe, telewizję przemysłową i systemy telefoniczne. Wykonywałem zlecenia małe, ale także całkiem spore projekty dla miasta Nowy Jork. Przez ponad dwa lata zajmowałem się tak zwanym day tradingiem z całkiem niezłym skutkiem, choć wymagało to żelaznych nerwów. Później zająłem się sprowadzaniem różnego rodzaju rzeczy z zagranicy, co robię do dzisiaj. Zasiadam także w radzie nadzorczej średniej wielkości firmy zajmującej się hotelarstwem oraz prowadzę "consulting" w zakresie zabezpieczeń obiektów. Przez te lata pracy dla siebie, w większości na Manhattanie, nauczyłem się w praktyce wielu aspektów prowadzenia biznesu, bez których w tej "betonowej dżungli" nie da się przetrwać. Mam zamiar te doświadczenia wykorzystać dla dobra nas wszystkich.

- A jak pan spędza wolny czas?

- Wolny czas to u mnie pojęcie bardzo abstrakcyjne. Dość często podróżuję w związku z pracą w różne, czasem dziwne miejsca. Od lat także przynajmniej raz w roku staram się wyjechać z przyjaciółmi na sportowe łapanie egzotycznych ryb w niedostępne dla cywilizacji części świata, gdzie nie działają telefony. Siły nabieram też codziennie biegając i staram się co najmniej raz w tygodniu być na siłowni.

- O czym Marzy Marek Wysocki?

- Niestety, w marzenia nie wierzę. Za to ustalam sobie różne cele, do których staram się w jak najbardziej metodyczny i przemyślany sposób dążyć. Jeśli chodzi o naszą polską społeczność, myślę, że dobrze byłoby mieć organizację podobną do Anti-Defamation League (ADL), ale do tego potrzeba nie tylko mojej woli, ale wsparcia i wspólnej pracy Polaków.

autor: Agnieszka Granatowska zobacz inne artykuły tego autora
Więcej
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: