NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork newsy Jak w Ameryce wychować dzieci na Polaków

Jak w Ameryce wychować dzieci na Polaków

06.07.2013, godz. 02:00
Monika Kulawik
foto:

Wielki Marszałek Parady Pułaskiego, jak każdy jego poprzednik podkreśla, że najważniejsze jest dla niego młode pokolenie amerykańskich Polaków. By czuli się nadal związani ze swoją grupą etniczną. By pielęgnowali polskie tradycje, kulturę, by mówili po polsku. Jak to osiągnąć? Postanowiliśmy poszukać przykładów w... domu tegorocznego marszałka Michała Kulawika. Zapytaliśmy o to jego dzieci: Monikę i Krzysztofa.

Monika to obecnie studentka Tufts University School of Dental Medicine, a Krzysztof - Johns Hopkins University. Z obojgiem rozmawiamy oczywiście po polsku. Okazuje się, że swoją przyszłość chcą związać z polskim środowiskiem. Monika ma nawet polskiego narzeczonego.

Przejechałaś do Polski jako mała dziewczynka. Czy rodzice od razu zapisali cię do polskiej szkoły?

Monika: - Do Stanów przyjechałam, kiedy miałam zaledwie 6 lat. Od razu rodzice zapisali mnie do polskiej szkoły. Nie znając wtedy jeszcze języka angielskiego, czułam się w niej tak jak w domu. Teraz z perspektywy lat nie ukrywam, że pomogło mi to w zaaklimatyzowaniu się w nowym środowisku. Na pewno jest warto uczyć sie języka polskiego. Jest to coś, co możemy zrobić bez większego wysiłku, korzystając z pomocy naszych rodziców. Poznałam wielu ludzi, którzy żałowali, że nie znają języka swoich przodków. Polska staje się krajem coraz bardziej atrakcyjnym dla inwestorów z zagranicy. Jest również w UE i tak naprawdę nie wiemy, kiedy może nam się ta znajomość języka przydać. Owszem, nie powiem - nieraz się buntowałam, jeżeli chodzi o poprawianie gramatyczne przez rodziców i odrabianie niezliczonych zadań z gramatyki w piątki wieczorem po szkole. Ale za to teraz gdziekolwiek pójdę, to słyszę od innych, jak to oni by chcieli mówić w innym języku, ale niestety ich rodzice nie przekazali im mowy przodków. Zawsze wtedy jestem dumna z tego, że rodzice tak bardzo się starali, żebyśmy oboje z bratem mówili po polsku. Uczcie się polskiego języka, jest to bogactwo, którego nie można utracić!

Ty urodziłeś się już w Stanach. Gdzie tak dobrze nauczyłeś się mówić po polsku?

Krzysztof: - Tak jak moja siostra również chodziłem do polskiej szkoły. Było rzeczą oczywistą, że musimy mówić, czytać i pisać po polsku. Teraz cieszymy się z tego, że jesteśmy ludźmi, którzy posługują się swobodnie dwoma językami. Niewątpliwie jest to olbrzymia zasługa rodziców oraz naszych babć i dziadziusia, z którymi rozmawiamy wyłącznie w języku polskim. Poza tym w naszym domu obowiązywała jedna reguła - po przekroczeniu progu naszego domu musieliśmy używać tylko języka polskiego. Dodatkowo mama czytała nam różne polskie książki na dobranoc, a tata dbał o to, żebyśmy znali polskie filmy oraz polską muzykę.

Jak udało ci się odnaleźć w amerykańskim środowisku?

Monika: - Nie zawsze było to łatwe. Będąc dziećmi, narzekaliśmy, że nasi amerykańscy koledzy mieli wolne soboty, a my musieliśmy chodzić do polskiej szkoły. Czasami się buntowaliśmy, ale słyszeliśmy, że jak pojedziemy do Polski na wakacje, to będzie wstyd, że nie będziemy mogli się z nikim dogadać. Jednak z każdym rokiem dostrzegaliśmy wartość języka polskiego. Poza tym było fajnie, że znaliśmy już dwa języki, bo znacznie łatwiej uczyło nam się kolejnych. Znam jeszcze francuski, a mój brat niemiecki. Uczcie się polskiego języka, jest to bogactwo, którego nie można utracić! Zawsze chcieliśmy, a szczególnie mój brat, mówić po polsku bez obcego akcentu. I mówiąc skromnie, chyba nam się to udało.

A polskie tradycje w domu?

Monika: - Największą wagę przykładamy do tradycyjnych polskich świąt. Na wigilię gotujemy polskie potrawy, dzielimy się opłatkiem. Na Wielkanoc robimy pisanki. Choć na obczyźnie nie obchodzi się drugiego dnia świąt, zawsze pamiętaliśmy o lanym poniedziałku. Tata również zawsze mówił nam o 11 listopada, o Józefie Piłsudskim. Słuchaliśmy też "Pierwszej Brygady".

Teraz jesteście dorośli. Przybliżacie polskie tradycje rówieśnikom?

Monika: - Zawsze staraliśmy się znaleźć coś polskiego, czym mogliśmy się pochwalić przed naszymi rówieśnikami. Nigdy nie wstydziliśmy się naszych korzeni. Ja również należałam do grupy studentów polskich. W domu powtarzano nam, że człowiek powinien znać swoje korzenie.

Co chcielibyście robić w przyszłości?

Monika: - Chciałabym otworzyć swój gabinet stomatologiczny. I pokazać Polonii, że wizyta w nowoczesnym gabinecie nie musi być wcale taka straszna, w porównaniu z mniej przyjemnymi wizytami, jakie wiele osób przyjeżdżających pamięta z Polski.

Krzysztof: - Moim największym marzeniem jest pogłębianie wiedzy o technologii komputerowej w świecie. Ponieważ urodziłem się tuż po tym, jak światem zaczęły rządzić komputery i inne nowości techniki, mój tata pokazał mi, jaki ciekawy jest ten świat. Uczył mnie działania radia i komputerów. Rozbudził we mnie pasję. Później, w szkole średniej, rozwijałem swoje marzenia. Kiedy zostałem prezydentem klubu robotyki, zacząłem sam budować małe roboty i inne urządzenia. Teraz moje marzenia zmierzają w kierunku naukowym. Chciałbym po skończeniu studiów pracować w polskim środowisku razem z innymi inżynierami. Chciałbym razem z nimi produkować urządzenia, które mogłyby pomagać wszystkim ludziom, nie tylko Polakom. Sprawiłoby mi przyjemność, gdybym mógł pokazać, że Polacy też potrafią zrobić coś, co liczy się w świecie, a nie tylko w swoim kraju.

W tym roku wasz tata poprowadzi Polonię na Paradzie Pułaskiego. Z czym kojarzy wam się parada?

- Z uroczystą mszą, przemarszem Piątą Aleją, brzmieniem polskiej muzyki, mnóstwem flag biało czerwonych, smacznym poczęstunkiem. Maszerowaniem z naszą polską szkołą podstawową. Pamiętam, że wszyscy zbieraliśmy się tego dnia po porannej mszy i jechaliśmy na Manhattan. Wtedy wydawało mi się, że to taki długi odcinek do przejścia. Ale kiedy znaleźliśmy się na Piątej Alei, dostawaliśmy sił i dziarsko z uśmiechem pokonywaliśmy go. Zawsze było wesoło, bolały nogi, a po paradzie był poczęstunek z pysznymi polskimi ciastami pod kościołem i zabawa dla wszystkich. Jedna parada była dla mnie wyjątkowa, wtedy, kiedy zostałam Miss Polonia i wszystkich pozdrawiałam z platformy.

autor: Agnieszka Granatowska zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: