NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork newsy Anna i Janusz Skowron: „Skrzydeł dodaje nam miłość i dzielenie wspólnych pasji” Książka szczęściem pisana...

Anna i Janusz Skowron: „Skrzydeł dodaje nam miłość i dzielenie wspólnych pasji” Książka szczęściem pisana...

27.07.2014, godz. 00:00
Janusz Skowron
foto:

Na polonijnym rynku wydawniczym pojawiała się nowa, bardzo ciekawa pozycja! W księgarniach m.in. na Greenpoincie można nabyć książkę pt.„Podróż z biletem szczęścia” autorstwa Anny i Janusza Skowronów.

– Motywem przewodnim książki jest podróż. Nie tylko ta w dosłownym znaczeniu – powiedziała Anna Skowron. – Również podróż w czasie, powrót do wspomnień. Wydobywanie z zakamarków pamięci pewnych szczegółów, analiza wydarzeń i próba uchwycenia bieżącej chwili uświadomiły nam, jak wiele szczęścia i radości spotyka nas na co dzień. W tej sytuacji nasunął mi się natychmiast pomysł tytułu książki. Oczywiście, przeżywamy również dramaty współczesnych czasów, których wyraz oddaje mój mąż w swoich obrazach, a ja czasami w strofach wierszy. Chcąc jednak przeżyć resztę życia bez frustracji i załamania, musimy być silni i choć ze szczyptą optymizmu patrzeć w przyszłość – dodaje Anna Skowron.
Współautorka książki zdradza Czytelnikom „Super Expressu”, jak wspólnie z mężem pracowała nad powstaniem książki. Jednocześnie poleca ciekawe miejsca, które warto zobaczyć podczas tegorocznych, trwających jeszcze wakacji...

– Kiedy i w jakich okolicznościach zrodził się pomysł na napisanie książki?
– Pomysł zrodził się dość dawno. Jednak nie myśleliśmy, że uda nam się go tak szybko zrealizować. Pierwotnie miała to być książka wyłącznie mojego autorstwa: tomik poezji lub relacje z podróży. Jeszcze na początku stycznia tego roku nie mieliśmy żadnego konkretnego szkicu, konstrukcji, ani nawet sygnału, że jesteśmy gotowi do tego poważnego wyzwania, a już pod koniec marca odbieraliśmy pozycję pachnącą świeżym drukiem.
Pewnego dnia pojawił się w mojej świadomości impuls. Pomyślałam, że skoro w marcu lecimy do Polski, wspaniale byłoby do tego czasu napisać książkę, przygotować ją do druku i odebrać w kraju. Po rozmowach wstępnych z drukarnią okazało się, że do końca lutego materiał musi być gotowy. Mieliśmy więc przed sobą niecałe dwa miesiące skupienia się - nie tylko nad treścią, ale również nad formą książki. I wtedy olśnił nas pomysł, że będzie to nasza wspólna książka. Swoisty collage łączący różne formy wypowiedzi literackiej.

– Jak wyglądało zbieranie materiałów?
– Związane ono było ściśle z planami naszych odbytych podróży. Każda z nich zaplanowana była bardzo dokładnie, z wykorzystaniem przewodników, internetu i relacji podróżniczych, stanowiła „inną formę zachwytu”. Bo inaczej można się zachwycić Las Vegas, a inaczej Kanionem Kolorado lub Doliną Śmierci. Największe podekscytowanie czuję jednak, gdy udaje mi się znaleźć na trasie jakąś perełkę, którą z niewiadomych przyczyn pominięto w przewodnikach turystycznych.
Podczas pracy nad książką przeżyłam również zachwyt szczególny - prawie dziecięcy, połączony z podskokami z radości - po głośnym przeczytaniu tłumaczenia na język angielski mojego wiersza „Nowojorski tygiel”. Nie przypuszczałam, że będzie brzmiał tak pięknie i szczerze. Wierszem tym zachwycili się również wszyscy moi amerykańscy współpracownicy.

– Najtrudniejszy moment podczas pracy nad książką?
– Takim etapem było zbudowanie struktury książki. Chciałam stworzyć kompozycję osadzoną w naszej galopującej, nowojorskiej codzienności z elementami wspomnień i refleksji wyrażonych w wierszach. Janusz dołączył swoją historię, swoje spojrzenie na życie i bagaż własnych doświadczeń. Oboje pragnęliśmy uwzględnić w treści osoby, które wywarły znaczący wpływ na nasze życie. Było z tym trochę zamieszania, bo tak jak zdarzeń - osób przewinęło się mnóstwo. Podobna sytuacja związana była z wyborem zdjęć. Wspomnę jeszcze o ciężkich ze zmęczenia powiekach. To od nocnego ślęczenia przy komputerze...

– Czy możesz podać kilka miejsc, które według Ciebie w szczególności warto odwiedzić podczas trwających jeszcze wakacji?
– Pominę miejsca ogólnie znane, których reklamować nie trzeba. Jeśli wybieramy się na krótki wypoczynek, starajmy się w naszych planach uwzględnić kilka interesujących atrakcji położonych w pobliżu. Im więcej zwiedzimy, tym dłuższe wydadzą się nasze wakacje. Dla dysponujących jedynie wolnym weekendem polecam Newport w stanie Rhode Island ze wspaniałymi rezydencjami Gilded Age (pozłacanego wieku) i malowniczym, klifowym wybrzeżem. W Massachusetts warto odwiedzić Gloucester - a w nim niezwykle atrakcyjne Muzeum Johna H. Hammonda znajdujące się na terenie zbudowanego przez niego domu – zamku. J. Hammond był autorem ponad 1200 wynalazków i patentów oraz kolekcjonerem sztuki starożytnej, średniowiecznej oraz renesansowej. Po drodze warto zajrzeć również do Salem i na półwysep Cape Ann, gdzie znajdowały się ogromne kamieniołomy granitu. W sąsiednim Connecticut błędem byłoby pominąć East Haddam z pięknie usytuowanym Gillette Castle. Rodakom odwiedzającym Doylestown (Amerykańska Częstochowa) polecam Brin Athyn oddalone o ok. 30 minut jazdy samochodem. Znajdujące się w tym uroczym miasteczku Glencairn Muzeum jest naprawdę warte naszej uwagi...

– A propozycje dla tych, którzy chcą wybrać się gdzieś dalej?
– Jeśli ktoś może sobie pozwolić na dłuższy wypoczynek i kocha naturę, wspaniałym miejscem będzie dla niego Park Narodowy Acadia w Maine. Z dalszych podróży polecam malowniczo położone na 43 wzgórzach San Francisco (dobrze połączyć z wypadem do Parku Yosemite). W Kalifornii warto odwiedzić słynne Hollywood oraz San Diego ze wspaniałym Parkiem Balboa, Starym Miastem i cyplem Loma o wyjątkowych walorach krajobrazowych. Oba miasta dzieli nieco ponad dwie godziny jazdy samochodem.

– A jak pogodziłaś codzienne życie z pracą nad książką?
– Doświadczając codziennie nowojorskiego napięcia i stresu, w wolnych chwilach staramy się szukać sielankowego spokoju, gdzie cisza będzie przeciwieństwem dla wielomilionowej, ulicznej kakofonii. Jednak z drugiej strony, to właśnie dynamika Nowego Jorku i charakter naszej pracy napędzają nas do ciągłego działania. Optymizm i uśmiech musi być wpisany w harmonogram dnia. Inaczej się nie da w zawodowych relacjach z ludźmi. Skrzydeł dodaje nam oczywiście miłość i dzielenie wspólnych pasji.

Rozmawiała: Agnieszka Granatowska foto arch.

Anna Skowron, z zawodu nauczycielka, po przyjeździe do Stanów przekwalifikowała się z pedagogiki na pielęgniarstwo. To właśnie praca z chorymi uświadomiła jej, że należy żyć czynnie i nie odkładać niczego na później. Janusz i Ania Skowron mają dwóch dorosłych synów. Ich prawdziwe wspólne podróże zaczęły się po osiedleniu w Nowym Jorku. Ameryka od początku stała się dla nich źródłem inspiracji i poszukiwań. Oczywiście, ich synowie podróżowali zawsze z nimi. Od najmłodszych lat dotrzymywali im kroku, nawet podczas górskich wędrówek. Rodzice wspominają te czasy z rozrzewnieniem, podróżując dziś we dwoje po drogach przygody, pasji, życia i czasu.

autor: Agnieszka Granatowska zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: