NOWY JORK Newsy Kronika polonijna Co, gdzie, kiedy Dobre bo polskie Prawnik Radzi Sport polonijny
USA nowy jork dobre bo polskie Mój amerykański sen to fitness

Mój amerykański sen to fitness

14.06.2013, godz. 20:06
Małgorzata Maciąg
foto:

Pochodzi ze Sztumu. W Polsce pracowała jako nauczycielka zajęć fizycznych w podstawówce. Trenowała biegi przełajowe, była w kadrze Polski. Teraz Małgorzata Maciąg swoją pasją do sportu zaraża Polki i Amerykanki – jest trenerką personalną na Manhattanie i na Middle Village. Stworzyła metodę treningową Fitness Evolution by Margaret. To wulkan energii, żyje w biegu niemal 24 godziny na dobę. Dziś Czytelnikom „Super Expressu” opowiada o tym, jak spełnia się jej amerykański sen.

Jako 12-letnia dziewczynka oglądałam w telewizji Maraton Nowojorski i już wtedy powiedziałam do mamy, że chciałabym kiedyś w nim pobiec. To dziecięce marzenie zrealizowałam, w nowojorskim maratonie pobiegłam w 2006 roku i nie ukrywam, że ledwo zdołałam go ukończyć. Jednak najważniejsze było to, że marzenie się spełniło. Ale po kolei...

Od dziecka byłam aktywna fizycznie. Od podstawówki trenowałam biegi. Byłam w kadrze polskiej i zdobyłam wicemistrzostwo Europy w biegu na 400 metrów. Niemal całe moje młodzieńcze życie było podporządkowane treningom, wyjazdom na zawody. Ponieważ kocham sport, postanowiłam ukończyć gdańską akademię wychowania fizycznego. W rodzinnym Sztumie poznałam mojego przyszłego męża, w wieku 19 lat zaszłam w ciążę i musiałam skończyć z bieganiem. Urodziłam pierwsze dziecko. Sport i wyjazd do Stanów odłożyłam na później. Ale nigdy nie przestałam marzyć o Ameryce.

Do Nowego Jorku przyjechałam za mężem

Gdy skończyłam studia, po roku rozłąki z mężem postawiłam wszystko na jedną kartę i chciałam spełnić swoje marzenie z dzieciństwa. Spakowałam syna i przylecieliśmy do męża, który już tu mieszkał. Na początku nie było mi łatwo, ale wiedziałam, że dam radę. Początki emigracji dla każdego są trudne, więc zaciskałam zęby i szłam do przodu, chcąc zrealizować swoje marzenia.

Po przyjeździe za Wielką Wodę mieszkaliśmy wraz z mężem i synkiem na Greenpoincie. Później na świat przyszła nasza córeczka. Nie chciałam siedzieć w domu bezczynnie, chciałam iść do pracy. Nie znałam angielskiego i nie było mi łatwo. Imałam się różnych zajęć, ale zawsze wiedziałam, że to tylko chwilowa praca i że za jakiś czas będę robiła coś innego. Zapisałam się do szkoły na język angielski. Skończyłam English as a Second Language na LaGuardia Community College. Po trzech latach stwierdziłam, że mam dość i muszę zacząć robić coś, co naprawdę lubię. Zaczęłam pracę w YMCA na Greenpoincie.

Gdy moja najmłodsza córka poszła do przedszkola, a ja zostałam instruktorką fitnessu w YMCA na Greenpoincie, zaczęłam też prowadzić zajęcia dla dzieci „fitness kids”. Dzieciaki to uwielbiały, a ja byłam szczęśliwa, że robię to, co kocham. Jestem osobą z natury pogodną, otwartą i kontaktową, więc nie miałam problemu z tym, żeby mimo braków w angielskim rozmawiać z ludźmi, tłumaczyć im, jak wykonywać ćwiczenia.

Praca i motywacja

Postanowiłam poszerzyć swoją wiedzę. Na początku zrobiłam kurs instruktora fitnessu. Jednak to mi nie wystarczyło – chciałam nauczyć się czegoś więcej. Wykupiłam sobie prywatne lekcje u Dariusza Garki, który pracował wtedy w Printing House Gym na West Village.

Zaczęliśmy rozmawiać i przed skończeniem tych 5 godzin zostałam trenerką w tym gymie. To było przepiękne miejsce, przy Hudson Street. Pracowało tam 35 trenerów. Wiele się tam nauczyłam, chodziłam na różne kursy, a jako że przychodzili tam tylko Amerykanie, to i przełamałam się i zaczęłam w końcu normalnie mówić po angielsku. Wtedy zostałam Margaret, żeby nikomu nie tłumaczyć, jaka jest różnica między Małgorzatą, Gosią i Gośką i żeby mnie nie pytali, tylko ćwiczyli.

Polki chcą wyrzeźbić swoje ciało

Na początku trenowali u mnie Amerykanie – oni mają bzika na punkcie fitnessu, biegania i ćwiczeń. Przychodzą na siłownię w przerwie na lunch, rano, wieczorem, codziennie. Polacy są bardziej rodzinni, w niedzielę idą do kościoła lub spędzają czas we własnym gronie. Jednak coraz częściej również Polki aktywnie spędzają czas na siłowniach i na ćwiczeniach z indywidualnym trenerem. W moim autorskim programie Fitness Evolution by Margaret, w którym połączyłam ćwiczenia cardio i wzmacniające, ułożone są one tak, by każdy w grupie przez każdą minutę treningu miał co robić, by był zajęty i się nie nudził.

Zajęcia były hitem – każdy chciał na nie chodzić, a inne siłownie w okolicy szybko same wprowadziły podobne treningi. Niestety, przyszedł kryzys i studio fitness, w którym pracowałam, zostało wykupione przez sieć siłowni. Mimo żalu odeszłam z pracy, na szczęście udało mi się znaleźć dwa inne studia Hanson Fitness i Yamuna przy Perry Street. Wszyscy moi klienci przeszli tam razem ze mną.

Latem zachęcam do ćwiczeń na wolnym powietrzu w Juniper Valley Park na Middle Village nie tylko panie, lecz także dzieci.

Prowadzę indywidualne zajęcia dla Polek, gry i zabawy ruchowe w terenie dla dzieci w wieku 4–5 lat i 6–12 lat w Juniper Parks. To jest duży sukces w moim zawodzie, bo na zajęcia przychodzi wiele dzieci, które w dodatku okazują mi, jak bardzo lubią ze mną ćwiczyć. Panie, które do mnie przychodzą, mają od 40 do 60 lat, pracują w różnych zawodach, mają różne historie życiowe, ale wszystkie chcą dobrze wyglądać czy schudnąć. Prowadzę dla nich treningi, ale jednocześnie traktują mnie jak powierniczkę swoich problemów. Opowiadają mi o swoim życiu, o rodzinie, o dzieciach, o kłopotach z mężem.

Marzy mi się otworzenie własnego studia. Wierzę, że jak się czegoś bardzo chce, to się to osiągnie, więc spokojnie pracuję i dążę do swojego celu. Nowy Jork jest jedynym miejscem, w którym chcę mieszkać. Tu się wszystko dzieje, tu jest ta energia, której potrzebuję!

Wysłuchała AGRA

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: